piątek, 21 czerwca 2013

Informacja

Hej chciałam tylko napisać ze następne opowiadanie pojawi sie w sobotę lub niedziele nie miałyśmy czasu przez szkołe ale juz mamy wiec do zobaczenia prosimy o komentarze
                                       Kaktus i Marakuja

niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział 3

Chłopacy wbiegli do pokoju Sandie.
-Katie jest?-spytał Fabian.
-Nie. Poszła na spacer z Chrisem-odpowiedziała Sandie.Natt zrobił krzywą minę.
-Po co?-spytał blondyn.
-Bo chciała.
-Mamy do ciebie sprawę.-zaczął Fabian-potrzebujemy twojej pomocy.
Chłopacy zaczęli opowiadać co się stało.
-Czyli że mamy mieć Katie na oku?-spytała Sandie.
-Tak,jak na razie tak. I musimy pomyśleć o co w tym wszystkim chodzi.
-Może wzywanie duchów?
-Myślisz że to dobry pomysł?-odezwał się Nathaniel.
-Sandie ma zawsze dobre pomysły-chciał się podlizać Fabian.
-To o pierwszej w pralni?
-Okej.
Weszła czarnowłosa witając się i przekomarzając znowu z Nathanielem.Sandie szybko wskoczyła pod kołdre. Udając że śpi doczekała się pierwszej w nocy.Powoli wstała.gdy już chciała wyjść coś złapało ją za nogę.Przewróciła się.Nad nią stała Katie z latarką.
-Co ty robisz?-zdziwiła się.
-Idę do toalety.
-Udawałaś że śpisz.
-Katie...
-Idę z tobą.Chyba że to randka.
-To nie randka.
-To idę z tobą.
-Nie!
-To powiem Fabianowi że on ci się podoba.
-Dobra. Ale jak coś ostrzegałam.
Przed drzwiami już stali chłopacy.Blondyn się uśmiechnął:
-Ładna piżamka Evans.
Katie w porównaniu do Sandie nie wiedziała że się z nimi spotka. Zawsze spała w koszulce na i majtkach.Teraz miała na sobie różową koszulkę na ramiączkach czarne majtki i szarą bluzę która była trochę przydługa zasłaniająca trochę majtki.Dziewczyna zaczerwieniła się. Prychnęła i powiedziała:
-To schodzimy?
-A wszystko mamy?Co ona tu tak przy okazji robi?-spytał Fabian.
-Tak mam wszystko.Świeczki i zapalniczka.Nie dała mi wyjść.Uważam że też powinna iść.-odpowiedziała Sandie.-Trzymamy się razem i żadnych numerów ok?
Wszyscy się zgodzili i powoli zeszli na dół.W pomieszczeniu było tak jak zawsze.Żadnej zmiany nie mogli dostrzec. Usiedli na środku pomieszczenia i zapalili świeczki.
-Co teraz?-spytał brunet.
-Myślę że powinniśmy ją lub go wzywać-odpowiedziała Sandie.
Wszyscy złapali się za ręce.
-Zjawo która nas dręczy objaw nam się.
Powtarzali to bardzo długo ale bez skutku.
-Pokaż nam jakiś znak.-wypaliła Katie.Nagle wszystko zgasło.Cała czwórka wstała przestraszona.
-Kim jesteś?-spytała Sandie.
-Mam kilka imion...Każde inne-szeptało coś.
-Czemu nas dręczysz?
Jednak tym razem nic nie odpowiedziało.Poruszyło się coś w ciemności.Temperatura spadła.Żarówka roztrzaskała się na małe kawałeczki. Sandie słyszała kilka głosów nachodzących na siebie w głowie.
-Boli-złapała się za głowę.Fabian za głosem podszedł do niej i powiedział:
-Trzeba cię stąd zabrać.Ej wychodzimy!
Kiedy krzyczał ostatnie zdanie rozległ sie rpzerażający pisk w pomieszczeniu.To nie była Katie ani Sandie a tym bardziej Nathaniel. Usłyszał ciche chlipanie.To Sandie płakała z bólu głowy.Fabian złapał ją za rękę i po omacku znalazł o dziwo otwarte drzwi.Gdy wyszli drzwi się zatrzasnęły z głośnym hukiem.
-Dziwi mnie że nikt tego nigdy nie słyszy-wymamrotał Fabian.Nadal trzymał Sandie za rękę.Zaprowadził ją do jego pokoju.
-Usiądź.Zaraz wrócę idę im pomóc.
-Nie powinniśmy ich Fabian zostawiać-wymamrotała.
-Wybuchła by Ci głowa!
-Fabian...?
-Słucham?
-Dziękuję-wyszeptała i złożyła na jego ustach szybki pocałunek. Chłopak się zaczerwienił. Spojrzał na nią zaskoczony.Przybliżył do niej swoją twarz.
-Zawszę ci pomogę-Przytulił ją.Nie miał odwagi jej pocałować. Po chwili poczuł że dziewczyna po prostu usnęła. Położył ją i szybko wybiegł z pokoju by pomóc Katie i Nathanielowi.Lecz drzwi były zamknięte.Po tym jak Fabian wyszedł z Sandie Nathaniel nie wiedział co się dzieje.
-Sandie?!Fabian?!Evans?!-krzyczał nic nie widząc i wpadając na różne rzeczy.Nagle usłyszał:
-Kiedy oczy widzą, uszy nie słyszą.-szeptało coś obok jego ucha.
-Kim jesteś?!
Cisza.Nagle usłyszał pomruk:
-Osiem,dziewięć,dziesięć...-Katie liczyła sekundy.Za wolno ale jednak próbowała się uspokoić.Światło się zapaliło,by po chwili zgasnąć. Zaczęło mrugać więc raz było jasno a raz ciemno.Natt podbiegł do dziewczyny.
-Coś się stało?Jesteś cała?-spytał zatroskany.
-Chyba tak.A ty?-spojrzała na niego.Miał rozcięcie na policzku od szkła z żarówki. Dotknęła go delikatnie palcami.Chłopak złapał jej rękę i spojrzał jej w oczy.Przez chwile tak na siebie patrzyli.Jednak po chwili zobaczyli że na ziemi turla się kulka.Zgasło światło.Katie zamknęła automatycznie oczy.Gdy jednak je otworzyła myśląc że jest bezpiecznie miała przed sobą twarz zjawy.Wpatrywała się w nią.
-Co się stało?-Nathaniel chciał podejść ale coś mu szeptało:
-Zostaw...Nie podchodź.
Jednak on zrobił krok do przodu.Katie stała nie ruchomo.Zjawa widząc podchodzącego blondyna uniosła dłoń i złapała dziewczynę za koszulkę.Po czym cisnęła nią o ścianę.Katie upadła z hukiem. Leżała tak przez chwile nie wiedząc co się własnie stało.Zjawa podeszła do niej szybko,pochyliła się nad nią,uśmiechnęła się jak psychopata i pokazała długi,zgniły,ostry paznokieć na palcu.Katie zaczęła się trząść. Nathaniel podbiegł został odrzucony w stronę drugiej ściany.Uderzył w pralki lecz nadal był trzeźwy umysłowo.
-Zostaw ją!Czemu to robisz?!-krzyczał.
-Raz jedna dziewczynka miała złe życie Dwa kochała się w kimś skrycie...-śpiewała przerażającym głosem zjawa.Nie wiedział co oznacza wyliczanka.I tak śpiewała ją tylko do numeru dwa.Katie dyszała ciężko.Zjawa rozpięła jej bluzę,podciągnęła koszulkę i przejechała paznokciem po brzuchu dziewczyny zostawiając krwawy ślad.Katie krzyknęła z bólu.Po chwili zostawiła dziewczynę leżącą na ziemi z zakrwawionym brzuchem i zaczęła zmierzać do blondyna który jej nie widział:
-Zostawię wam po pamiątce. Znajdźcie mnie.
-Odwal się!-krzyknął do zjawy.Ta znowu cisnęła nim o ścianę tym razem zemdlał.Światło sie zapaliło a wszystko ucichło.Katie podbiegła do chłopaka. Potrząsnęła nim lecz to nic nie dało.
-Walker nie rób mi tego!Walker!-krzyczała.Uniosła jego twarz.Nie dawał jednak żadnego znaku życia.Dziewczynie do oczu napłynęły łzy.Sprawdziła czy bije mu serce i owszem biło.
-Walker! Proszę!Natt!-krzyczała płacząc.Podbiegła do drzwi szarpiąc o klamkę.ta jednak nie drgnęła.
-Pomocy!
-Katie?To ja Fabian.Otwórz!
-Próbuję.Nie da się.
-Zaraz otworzę je. Czekaj!
-Czym?
-spinką!
-Natt zemdlał!
-Co?Idź szybko do niego i przy nim czekaj.
Zeszła po schodach na Nathaniela. Na ścianie która była czysta widniał wydrapany z kroplami krwi napis ,,To jeszcze nie koniec".Katie przysiadła szybko przy Nathanielu sprawdzając czy to nie jego krew.Jednak wszystko było w porządku.Pocałowała go w czubek nosa szepcząc :
-Zaraz wyjdziemy...Będzie dobrze.
Przytuliła go cały czas gładząc jego blond włosy.
-Jak miło-szepnął obolały ale już obudzony Natt. Spojrzała na niego ze szczęściem w oczach że mu nic nie jest.Przytuliła go mocno:
-Nie strasz mnie tak więcej.
On także ją objął.Dziewczyna syknęła i złapała się za brzuch.Chłopa przestraszony spojrzał na zakrwawioną od krwi koszulkę.
-Trzeba zatrzymać krwawienie.Uciskaj.
Nie wiedział co robić.Nagle wpadł Fabian.Pomógł im wstać.
-Trzeba sprzątnąć!-powiedział brunet.
-Jak coś to nie my.
-Jak to?!
-Rano posprzątamy.Pomóż mi ona krwawi!
Zanieśli ją do pokoju gdzie leżała Sandie.Katie dyszała ciężko.Po piętnastu minutach rana już była przemyta i zabandażowana.
-Dziękuję że mi pomogłeś-wysapała łapiąc blondyna za policzek.-Ale i tak jesteś małpą.Lecę do pokoju.
-Odprowadzę Cię.A co z Sandie?
-Rano jej wytłumaczycie.Nie budźcie jej.
Szli w ciszy na korytarzu. Nathaniel wszedł z nią po cichu do pokoju. Nathali jednak nie było.
-Pewnie..
poszła spać u przyjaciółek.
Katie położyła się na łóżku i wyszeptała:
-Dobranoc Natt-zamknęła oczy i po chwili już wolno i spokojnie oddychała.Gdy stwierdził że dziewczyna śpi podszedł do jej łóżka i nachylił się:
-Dobranoc Evans.Bez ciebie bym sobie nie poradził.
Ucałował ją w czubek nosa i przykrył.Gdy wyszedł z pokoju poczuł dziwne uczucie.Serce biło mu jak oszalałe i to nie ze strachu.Nadszedł ranek Sandie obudziła się z dziwną pustka w głowie. Rozjerzała się po pokoju i spostrzegła nim Fabiana:
-Co robisz w moim pokoju?-spytała zdziwiona.
-To mój pokój...-odpowiedział brunet.-Jak się czujesz?
-Nie najlepiej.Głowa mnie boli.Co się wczoraj stało?
-To ty nie pamiętasz?-spojrzał na nią zdziwiony przypominając sobie że go pocałowała.
-Nie...Ostatnie co pamiętam to zgaszone światło.A coś się wydarzyło?
-Nie-zaczerwienił się kłamiąc.
-A jak się tu znalazłam?
-Zemdlałaś
-To ja idę do pokoju.Zaraz się zaczną lekcje!Pa-szybko pobiegła do pokoju.
Gdy już była w pokoju Nathalia spojrzała na nią krzywo:
-Gdzie byłaś?
-A co cię to obchodzi?
-Mogłabym pójść do dyrektora i powiedzieć że znikasz w nocy.-powiedziała z uśmiechem.
-To przy okazji powiedz mu o notatkach Katie.-blondynka zamilkła-A i pamiętaj żeby ładnie dla niego zaszczekać.Gdzie jest Katie?
-Wyszła przed chwilą.Mówiła że musi iść do pralni.
Sandie podeszła do szafki i wyciągnęła kamerę mówiąc:
-Nagraj swoją randkę z dyrektorem.
-Chyba cię pogięło!
Czerwonowłosa przebrała się szybko i poszła do pralni.
-Katie?-weszła powoli.
-Jestem-zameldowała Katie.
-Co robisz?
-Sprzątam.
-Po co?
-Nie mogą tego zobaczyć.
-Czemu?Zwalimy na Nathalie.
-Sandie!
-Dobra...
Posprzątały i poszły szybkim krokiem na lekcje.Siedząc na chemii prawie przysypiały. Sandie spojrzała się w stronę Fabiana przyłapując go na patrzeniu na nią.
Zaczerwieniła się i spojrzała na nauczycielkę która zapraszała ją do tablicy.
-Sandie proszę rozwiąż to.
Dziewczyna podeszła szybko do tablicy i z ręką w górze trzymając kredę zastygła.
-Ale na pewno ja?
-A kto panno White?
-Katie!
-Ja?!-krzyknęła Katie.
-Proszę panno Evans,panno White proszę usiąść-powiedziała nauczycielka.Katie staneła przed tablicą przeklinając na przyjaciółkę.
-Panno Evans czekamy!-ponagliła nauczycielka.
-Właśnie Katie.-stwierdziła Sandie.-Chcę już to mieć z głowy.
-Ty?!-krzyknęła Katie uśmiechając się do przyjaciółki.-chodź tu!
-Okej!
Sandie podeszła pod tablicę i obie narysowały patykowatego ludzika w sukiencę i okularach przypominającego nauczycielkę od chemii.
-Ta dam!-krzyknęły.
-Co to jest?!-spytała nauczycielka.
-Portret!
-Do dyrektora ale już!
Dziewczyny szybkim krokiem poszły do gabinetu.
-Co ja mam z wami zrobić?-spytał pan Steight.
-Tylko nie zgwałcić-szepnęła Sandie.Katie wybuchła śmiechem.
-Panno White!
-Proszę mi mówić Sandie.
-Gdzie się pani wychowywała?
-Daleko.
-Będziecie pomagać w przedszkolu.
-Słucham?!
-Taki wolontariat przez tydzień
-Pozabijam te dzieci!one krzyczą!
-Tak jak ja.
-Wcale nie.Chociaż one są ładniejsze.
-Wyjdźcie proszę bo już mnie od panny White głowa boli.
Po zamknięciu drzwi zaczeły się śmiać.Wróciły do pokoju.Po 5 minutach zapukał Fabian:
-Mogę pogadać z Sandie?-Sandie spojrzała się na Katie zaskoczona po czym wyszła z chłopakiem.
-Chciałem pogadać o wczorajszym.
-O tej zjawie?
-Nie.
-O Katie?
-Nie.
-O nathanielu?
-Nie?
-to o czym?
-O...-zaciął się-o tym co zrobiłaś
-Zraniłam Cię?Przepraszam.
-Nie!Chodzi mi o co innego.
-To znaczy?
-O..o...o to że byłaś dzielna.
Dziewczyna spojrzała się na niego jak na wariata.Zawstydzona powiedziała:
-Dziękuję.Ty też chyba....Nic nie pamiętam więc chyba ty też prawda?
-No chyba nie wiem.
Zaczęli rozmawiać o wszystkim i o niczym po czym Fabian odprowadził Sandie do pokoju.
-Chciałem Ci powiedzieć że cieszę się że nic ci się nie stało.-szepnął Fabian.Stanął przed nią i się pochylił. Sandie zaczerwieniła się i już myśląc że to ten moment zamknęła oczy.Nagle z pokoju wyszła Nathalia:
-Fabianek!-spojrzała na sytuację i się skrzywiła-Co wy tu robicie?
-Yyyy stoimy-odpowiedział Fabian.
-a nie całujecie się?
-No skądże !-krzyknęli oboje.
Nathalia podeszła do chłopaka złapała go za ramię i powiedziała:
-Miałeś mi pomóc przy matematyce.
-Wcale nie?-zdziwił się chłopak-Sandie miała mi właśnie pomóc przy lekcji gry na fortepianie.
-Ale ja jestem ważniejsza.Prawda?
Sandie spojrzała na chłopaka czekając na jego reakcje.
-Nie.-odpowiedział ku zdziwieniu obu dziewczyn-Sandie jest wyjątkowa.
-A ja?!
-Ty to tylko suczka która podrywa dyrektora.-powiedziała Sandie.
-Słucham?-Nathalia uderzyła dziewczynę w twarz z otwartej dłoni.
-Przesadziłaś!-Sandie zacisnęła pięść i z całej siły uderzyła blondynkę. Ta się popłakała i pobiegła do przyjaciółek które siedziały w swoich pokojach.Chłopak z przerażeniem patrzył na tą sytuacje.
-No co?-spytała Sandie.
-Jesteś silna.-odpowiedział.
-To źle?
-Nie. Właściwie to dobrze. Dobranoc-pocałował ją w czoło i szepnął:
-naprawdę jesteś wyjątkowa.
Dziewczyna spojrzała na tył chłopaka który odchodził uśmiechając się sama do siebie.Weszła do pokoju gdzie Katie zmieniała opatrunki.
-Co to jest?-pokazała palcem na rozcięcie na brzuchu dziewczyny.
-To ta zjawa.Nic wielkiego.
-Pokaż mi to. Obrzydlistwo.
-Sandie!
-Widać ci chyba mięso.
-To nie mięso głupolu!
-A co to?!
-Skóra!
Obydwie się zaśmiały.Do pokoju weszła wściekła blodnynka.
-Chyba masz coś z nosem-powiedziała Katie.
-Zamknij się!
-Tylko mówię że jakiś krzywy jest.
-To ta debilka mi zrobiła
-Sandie? Ona nie jest zwierzęciem jak ty.
-Nienawidzę Was!
-Okej-spojrzały się na siebie i znowu zaczęły się śmiać.
Po dwóch godzinach do pokoju wbiegł Nathaniel dysząc ciężko.
-Fabian jest zatrzaśnięty w pralni!
Wszyscy wybiegli słysząc tylko pomruk Nathali która spała:
-Fabian jest mój ty małpo.
Sandie się tylko odwróciła i szepnęła:
-rozwalę ci ten krzywy łeb.
Pobiegli do pralni. Z niej było słychać tylko hałas tłuczącego się szkła.
-Fabian?-krzyknęła Sandie. - Słyszysz nas?
Jednak nikt nie odpowiedział. Wszyscy wpadli w panikę.Katie wyciągnęła wsuwkę z włosów i zaczęła otwierać drzwi:
-Skąd takie rzeczy umiesz?
-Sandie zamykała mnie często w schowku na kilka godzin.
Czerwonowłosa uśmiechnęła się przypomnienie sobie tego wspomnienia:
-Dobre czasy.-powiedziała.Szybko weszli do pralni,lecz nikogo tam nie było.
-Fabian?
-Tutaj!
Usłyszeli głos jakby z dołu.
-jak tam się znalazłeś?!
Jednak na to nikt mu nie odpowiedział.
-Jest tutaj niższe piętro?-spytała zmartwiona Sandie.
-Nie.-odpowiedział Nathaniel.
-A jednak jest.
-Schowana za starym meblem,opuszczonym od lat,za murem budynku znajdziesz mój ślad.-usłyszała przerażający szept Sandie. Czerwonowłosa spojrzała się na starą szafę.
-Ile ona ma lat?-spytała.
-ponoć dużo. Profesor mówił że to już zabytek.
Sandie szybkim ruchem odsunęła szafę i zobaczyła małe poszarpane drzwiczki.
Otworzyła je i ujrzała schody prowadzące w dół.
-Nathaniel się tu nie przeciśnie.-powiedziała Sandie.
-Grubas-skwitowała Katie.
-Zostanę tu-powiedział i usiadł- Ale ja raz chcę tam wejść.
-Jak ?!-spytała Sandie-Jesteś za szeroki.
-Po prostu gruby!-krzykneła Katie.
-Przestań.Chodźmy po Fabiana.ciekawe jak on tam wszedł.
Dziewczyny szybko weszły przez drzwiczki na schody.Czołgając się po nich dotarły do drzwi.
-Czekałam na was.-szepnął ktoś.Lecz tylko Sandie mogła to usłyszeć-Śmierć za mękę przed laty.Nie był gotowy na stanowisko taty.Rozbite szkło czerwień przelało moje życie na zawsze pogrzebało.
Sandie szybko szła dalej.Jednak Katie stanęła jak wryta.
-Nie ruszaj się-szepnęła.
-Czemu?
-Ona tam jest.Prawe twoje ramie.
Sandie spojrzała się na swoje prawo lecz jednak nikogo nie zauważyła. Zaczęła iść dalej myśląc że przyjaciółka zwariowała.Lecz nagle poczuła ucisk na prawym ramieniu.
-Już cię mam.-usłyszała.

Prosimy o komentarze,
Marakuje i Kaktus.


środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 2

        Sandie wstała rano szczęśliwa z wczorajszego spaceru.Rozglądnęła się po pokoju.Widząc że nikogo nie ma włączyła na całkowitą głośność muzykę.Nagle usłyszała ciche:
-Sandie.
To był ten sam głos co w piwnicy.Nie zastanawiając się wybiegła z pokoju przestraszona.
-Sandie!Co się stało?-Na korytarzu pojawił się Fabian.Czerwonowłosa stanęła i spojrzała się na niego przerażonym wzrokiem.
-Ja zapomniałam zakręcić wodę.-Po chwili zorientowała się że to była najgłupsza wymówka jaką mogła wymyśleć.
-Wodę?
-Tak.-Pobiegła dalej czując że zalewa ją fala wstydu.Weszła do łazienki przemyła twarz i spojrzała w lustro szepcząc:
-Było tak głośno że nie mogłam nikogo słyszeć.Tak jakby ktoś mi szeptał do ucha.
 Dalej przeglądała się swojemu odbiciu.Zobaczyła że jest strasznie blada.Po chwili zobaczyła że ktoś za nią stoi.Podskoczyła,lecz jednak po chwili uświadomiła sobie że to tylko Nathalia.
-Co ? Koszmarki White?-zrobiła skruszoną minę.
-Nie Smith.Chociaż śniłaś mi się dzisiaj.To można zaliczyć do koszmaru?-uśmiechnęła się do niej.
-Myślisz że mnie to boli?
-Myślę ze cię zaboli jeśli zaraz nie zamkniesz się.
Sandie wyszła zostawiając blondynkę w łazience.Udała się do pokoju gdzie nadal dudniła muzyka.Wyłączyła ją i spojrzała na godzinę.Stwierdziła że musi się przebrać i wyjść na boisko na eliminacje do drużyny.Na miejscu już była Katie mierząc się wzrokiem z Nattem.
-Katie?Byłaś dzisiaj w pokoju jak wstałam?-spytała się Sandie.
-Nie.Wyszłam o ósmej by rozgrzać się przed eliminacjami,a potem pobiegłam pod prysznic na sale gimnastyczną.
-Aha.
-A czemu pytasz?
-Nie ważne.
-Ale...-Nagle dziewczyny usłyszały trenera.
-Ustawić się na białej lini!
Uczestnicy posłusznie ustawili się.
-Zaczniemy od drużyny damskiej! Ten kto chcę ubiegać się o pozycje bramkarza proszony jest ustawić się po mojej lewej stronie.
Z szeregu wyszły trzy dziewczyny.Nathalia,Charlotte i Tatiana.
-Nathalia!?Ha ha-zaczeła się śmiać Sandie- Przecież ty sobie tam paznokcie połamiesz!
-Cicho!-uciszył ją trener.
-Nie od ciebie zależy czy będę w drużynie-parsknęła na Sandie Nathalia.
-Panno Smith kapitan drużyny także wybiera skład.A że panna White jest kapitanem to też ona ustala kto będzie.-odezwał się nauczyciel.Trener zaczął naradzać się z Sandie.Czasami patrzeli się w stronę wysuniętych do przodu zawodniczek.
-Decyzja zapadła!
-Z wielką przykrością i obrzydzeniem stwierdzam że najlepszym bramkarzem z was jest Smith.-Oznajmiła czerwonowłosa krzywiąc się.Rekrutacja zawodników przebiegała sprawnie,spokojnie i szybko aż do momentu,gdy Sandie jak zawsze wzięła do drużyny Katie.
-Taką łamagę?-odezwał się Nathaniel.Katie podeszła do niego ze spokojem.Odległość między nimi wynosiła kilka centymetrów,prawie stykali się nosami.
-Powtórz.-szepnęła groźnie Katie.
-Ł-a-m-a-g-a-przeliterował patrząc się nadal jej w oczu.Czarnowłosa po tym słowie bez zastanowienia podniosła nogę,kopiąc go między nogi.Chłopak złapał się za bolące miejsce i po cichu przeklinał na dziewczynę.Koledzy z drużyny zaczeli wiwatować i robić gromkie:
-Uuuuuuu.-Fabian pomógł mu wstać.Kiedy już się otrząsnął i został wywołany podszedł do niej po czym szepnął:
-Nagrabiłaś sobie.-Obszedł ją i stanął koło trenera w drużynie męskiej.Spojrzał się na jej zadowoloną twarz zabójczym spojrzeniem,a gdy zobaczył że ona sobie z niego kpi zaczął mamrotać pod nosem:
-Zabije ją.Fabian trzymaj mnie.
-Spokojnie.Ja ją lubię-przyjaciel zrobił tylko na Fabian minę typu,,I ty też przeciwko mnie?".Reszta eliminacji przeszła szybko i bez problemów.
Cała ekipa damska postanowiła iść na lody jednak Nathalia stwierdziła że nie będzie iść w towarzystwie Sandie.
-Czemu tak się nie lubicie?-Spytała jedna z zawodniczek.
-Nie twoja sprawa-parsknęła Sandie.Katie szybko szturchnęła ją pokazując że znowu niemiło się zachowała.
-Oj no dobra. Po prostu nie chcę mi sie o tym gadać bo mi się rzygać chce jak słyszę jej nawet imie a co dopiero gdy o niej myślę-oznajmiła szybko Sandie i zrobiła teatralnie odruch wymiotny.Dziewczyny zaczęły się śmiać.Po udanym wypadzie na lody Sandie i Katie szybko wbiegły do pokoju by nie przyłapano ich na tym że szwendają się po ciszy nocnej.
-Jutro jest test z biologi.Powtórz sobie wszystko. Uczyłaś się w ogóle?-spytała czarnowłosa przyjaciółki.
-Tak trochę. No okej powtórzę. Gdzie jest nasza księżniczka?
-Na pewno nei u księcia Chrisa.
-Czemu nie?
-Christopher już się męczy tym ciągłym przepraszaniem.Sandie?
-Tak?
-Ruszałaś moje notatki?
-No co ty! Nie.-Katie szybko przebierała rękoma po różnych papierach.Z przerażoną miną uświadomiła sobie że ich nie ma.Złapała się za głowę szepcząc wszystkie możliwe miejsca gdzie mogła je zostawić.Do pokoju weszła ich ulubiona blond współlokatorka.
-Coś się stało?-była nadzwyczajnie zadowolona.
-Tak!Nie mogę znaleźć notatek.Widziałaś je może?
-Te na stole to były twoje notatki?-zamurowała się.Pobladła nadal patrząc na biegającą po pokoju Katie.
-Tak i to takie bardzo ważne.-Widząc minę Nathali Sandie zwróciła się do niej:
-Co z nimi zrobiłaś?-Katie szybko odwróciła się w stronę blondynki.
-Ukradłaś mi je?
-Nie-pisnęła cicho-Ja...
-Co ty?!-krzykneła Katie.
-Ja nie chciałam.
-Czego nie chciałaś!?
-Spaliłam je myśląc że to notatki Sandie-szepneła cicho.
-Słucham?!-wybuchnęły obydwie dziewczyny.
-Nie wiedziałam że jesteś taką....taką...-zaczęła Katie nie mogąc wydusić zdania ze wściekłości.
-Suką...-wymsknęło się Sandie.-Wyjdź lepiej albo ci krzywdę zrobię.
Nathalia szybko wyszła z pokoju łapiąc po drodze swoją  bluzę.
-To co robimy?-potarła rękoma Sandie.
-Coś żeby jej dokopać.
-I właśnie tego cię uczyłam.
-Jutro w nocy?
-Tak.To będzie zemsta-zaczeły się obydwie śmiać-A teraz zabierzmy się za tą biologię.
Uczyły się do późna.Nagle Katie przypomniała sobie że zostawiła w pralni swój mundurek.Zeszła tam i sięgnęła po mundurek na lince.Nagle światło zaczęło mrugać.Czarnowłosa myśląc że przegrzała się żarówka nadal ściągała ubrania.Coś ją podkusiło żeby spojrzeć na wielkie lustro z ukosa. Zobaczyła za sobą czyjąś sylwetkę.Szybko zamknęła oczy przypominając sobie senne koszmary.Policzyła do dziesięciu i otworzyła je.Spostrzegła że to były zwidy gdyż nikogo w pomieszczeniu nie było.Złapała ubrania,odwróciła się i ujrzała za sobą postać z długimi prostymi włosami.Była tak blisko niej że stykały się nosami.Zrobiła krok do tyłu,lecz niefortunnie się przewróciła,zamknęła oczy.Nagle coś dotknęło jej ramienia.Pisnęła.
-Evans co ci odbiło?-usłyszała znienawidzony głos Natta.
-Nie twój interes-wydyszała.
-Czyżbyś się bała duchów?-zaśmiał się.
-Jesteś żałosny.
-A właśnie.Miałem się chyba zemścić.-uśmiechnął się łobuzersko i zgasił światło. Przerażona Katie upuściła ubrania i w panice stała nieruchomo.Nagle poczuła czyjś oddech na karku.
-Nadal będziesz się tak ze mną droczyć?-wyszeptał jej do ucha.Przełknęła ślinę.On ją sprawnym ruchem obrócił w swoją stronę.Czuła jego ciepły oddech na swojej twarzy.Chociaż nic nie było widać to ona zobaczyła za nim kobietę ubraną na biało.Szybko przytuliła się do niego,zamykając oczy mówiąc:
-Zapal światło!Proszę!
-Evans spokojnie-nie wiedząc co się dzieje uspokajał ją Nathaniel.Zerknęła tam jeszcze raz gdy ujrzała z bliska twarz postaci zaczęła panikować:
-Zapal!Proszę!-krzyczała przez łzy-Zabierz to!
-Nie mogę iść bo trzymasz się mnie!-krzyknął zdezorientowany Natt.Czuł jak coraz mocniej łapała się jego koszuli.Słyszał jak płaczę mamrocząc by zapalił światło.Niespodziewanie światło się zapaliło.Sandie spojrzała na ich oboje:
-Co się stało?-Katie szybko puszczając Nathaniela podbiegła do przyjaciółki i się do niej przytuliła.
-Ona tu była.Czarne włosy,pocięte gardło.Sandie zabierz mnie stąd-dalej płakała.Sandie nie wiedząc co się stało powiedziała:
-Ciebie też ktoś wzywał?
-Co?-zaciekawił się blondyn.
-Zmywaj się!-warknęła Sandie.Chłopak szybko wyszedł z pralni zostawiając je same.
-Słyszałaś mnie?-szepnęła Katie.
-Nie.Słyszałam własne imię nie wiedząc kto je mówi.
Gdy rano Sandie i Katie wstały nie czuły się najlepiej nie mogły spać rozmawiając o tym co je spotkało, poszły pod prysznic i ruszyły szybkim krokiem na lekcję.
Na sprawdzianie z  biologi się nie skupiły chociaż uczyły się do późna. Po wyjściu z klasy rozmowę zaczęła Katie
-dostane pałe na stówę
-ja też-odparła Sandie
-Koszmar
-a może na poprawę humoru zrobimy Nathali ten kawał?- uśmiechneła się brązowooka
-Zawsze wiesz co mi powiedzieć-powiedziała z uśmiechem niebieskooka
Kolejne lekcje to był dla niech koszmar. Następnie dziewczyny udały się do stołówki na obiad zajęły stolik i zaczęły jeść sałatkę z kurczakiem. Po chwili przysiadł się Fabian zajął miejsce naprzeciwko Sandie a Natt naprzeciwko Katie
-hej co tam u was-zapytał Fabian
-a może być.-powiedziała Sandie
Zajęli się sobą. A Natt zaczął rozmawiać z Katie
-jak się czujesz?-spytał się blondyn
-Już lepiej ale nie spałam przez pół nocy
-jesteś pewna ze coś tam widziałaś ?
-tak jestem pewna a potem jeszcze Sandie powiedziała ze słyszała ten głos.
-spokojnie będzie dobrze
zdziwiło ją to że tak się o nią martwi ale jak na razie pasowało jej to
po obiedzie dziewczyny ruszyły do pokoju.
-idziemy spać tak na godzinkę?- zapytała Katie
-tak ale potem szykujemy kawał?-uśmiechnęła się
-Tak-odpowiedziała z uśmiechem Katie
Położyły się spać spały trochę dłużej niż chciały wstały o 18
-ej chce ci się schodzić na kolacje-spytała się Sandie
-nie ale jestem głodna.
-to może ja pójdę nam po kanapki
-ok
poszła do stołówki wzięła kanapki w drodze powrotnej wpadła na Fabiana
-hej-powiedział
Hej- uśmiechnęła się
-słuchaj czy to prawda co mówił Natt? Że słyszysz głosy?
-Wiem ze to brzmi jak bym zwariowała ale tak.
-Ja ci wierzę. No i wiesz jest jeden sposób żeby się przekonać
-jaki?
-musimy tam iść. Dzisiaj o pierwszej?
-dobra ale czy to dobry pomysł?
-Tak spokojnie nie bój się nie będziesz sama-powiedział Brązowowłosy uśmiechając się lekko
-oki to dzisiaj o pierwszej przed pralnią-powiedziała z uśmiechem Sandie
-to do zobaczenia-odparł chłopak
poszła do pokoju i zjadła z przyjaciółka kolacje
-To zróbmy tak puścimy jej klątwę potem ty się przebierzesz wejdziesz do szafy a gdy będzie chciała wyjąć rzeczy z szafy ty ją przestraszysz ok?
-Dobry pomysł tylko problem numer jeden jak ją namówimy do oglądania z nami filmu?
-Spokojnie coś się wymyśli
Po jakimś czasie Przyszła Nathalia
-Hej oglądasz z nami film-spytała się Sandie
-A jaki?
-klątwę
-chyba nie mam ochoty
-Tylko nie mów ze się boisz
-nie nie boje się
-To udowodnij-powiedziała zadziornie Sandie
-ok.
usiadły na łóżku włączyły film. Sandie i Katie przez cały film siedziały spokojnie za to Nathalia piszczała krzyczała itp.
-dobra idę od toalety-powiedziała blondynka
i wyszła z pokoju
-dobra Katie to nasza szansa szybko!-powiedziała czerwonowłosa
ubrała ja w białą sukienkę , zaczesała włosy do przodu i schowała się do szafy
po chwili przyszła Nathalia.
-Gdzie jest Katie-zapytała
-poszła do toalety nie spotkałaś?
-nie
-a to pewnie się minęłyście
po 5 minutach Nathalia zajrzała do szafy i wtedy wyskoczyła Katie
-aaaaa....- pisnęła dziewczyna i wybiegła z pokoju zapłakana
przyjaciółki zaczęły się śmiać
-To było dobre -powiedziała Katie
I zaczęły się śmiać głośniej. Po jakimś czasie czarnowłosa poszła spać a czerwonowłosa pozorowała sen czekała na spotkanie z brunetem.
Gdy juz dochodziła godzina pierwsza Sandie wyszła po cichu z pokoju. Przed pralnią czekał już Fabian.
-To wchodzimy?
-Najwyraźniej.-otworzył przed nią drzwi i po cichu zeszli do pralni.Czekali,krzyczeli lecz nic nie ujawniło się im ani nic nie było słychać.Usiedli pod ścianą.Sandie po godzinie stwierdziła:
-Może naprawdę się przesłyszałam?
-A Katie?
-Może była zmęczona?
-Poczekajmy jeszcze chwilę-Nastała cisza.Fabian cały czas zerkał w stronę Sandie.Widząc że jej zimno założył jej na ramiona bluzę:
-Dziękuję-szepnęła zawstydzona.-Spojrzał w jej brązowe oczy.Trwali tak przez chwile.Po chwili chłopak stwierdził że się odważy.Złapał ją za rękę i powiedział:
-Zawsze możesz na mnie liczyć.-przybliżając twarz cały czas patrzył się w jej oczy.Nagle światło zaczeło mrugać.Zaczeli się rozglądać po pomieszczeniu.Nadal jednak nie było nikogo widać:
-Sandie.-szepnęło coś koło jej ucha.Odwróciła się lecz nikogo nie zauważyła.
-Sandie...Trzy lecz sześć.Słyszą lecz nie widzą.Widzą lecz nie słyszą.Czują nie liczni,a każde z nich strachem przepełnione i nie wiedzą...-głos był tak cichy i przerażający że Sandie przeszły ciarki po plecach.Nagle Fabian podskoczył:
-Co się stało?-przeraziła się czerwonowłosa.
-Nic.Słyszałaś coś?
-Nie-skłamała.-wracajmy.
-Czemu tak szybko?
-Bo chcę spać.
-Dobranoc Fabian.
-Dobranoc. Czemu tak pędzisz?
-Sen mi ucieknie.-Wgramoliła się szybko na góre do pokoju.Położyła się i analizowała w głowie co się właściwie przed chwilą stało.
Minął tydzień od tego incydentu.A Sandie nadal nie wiedziała co właściwie sie stało w pralni.Szerokim łukiem omijała Fabiana.Nie chciała słyszeć pytań na ten temat.Nie spotkała go ani razu w ciągu tego tygodnia.
-Sandie-zagadała Katie-Kogo jest ta bluza w szafie?
-Yyyyy-Sandie przypomniała sobie że odłożyła tam bluzę Fabiana.
-Sandie?-zrobiła podejrzaną minę czarnowłosa.
-Musze lecieć-brązowooka szybko pobiegła do pokoju,złapała bluzę i wybiegła szukając bruneta.
-Fabian-krzyknęła-Musze ci to oddać.-Chłopak odwrócił się do niej i uśmiechnął szeroko.
-No szukałem cię przez tydzień.Gdzie byłaś?
-Pod ziemią-wyszczerzyła się tajemniczo.
-Może chcesz iść na spacer?
-Teraz?No mogę.
-Czy możesz mi powiedzieć czemu wtedy tak szybko uciekłaś?
-Nie chcę o tym gadać.
-Rozumiem.-Nagle do bruneta podbiegła Nathalia tuląc się do jego ramienia:
-Fabian!-pisnęła słodko-Miałeś mi pomóc w lekcjach.
Chłopa przewrócił oczami lecz nie potrafił jej odmówić.Sandie spojrzała się wzrokiem zabójcy na blondynkę.
-Przepraszam muszę iść.Może jutro?-spytał chłopak Sandie.
-Dobrze więc jutro.
Fabian odwrócił się i ruszył w stronę biblioteki z "rzepą" na ramieniu.Rzepka jednak odwróciła się i pokazała czerwonowłosej język.
-Tylko go sobie nie odgryź-mruknęła Sandie.-Ciekawe gdzie jest Katie?
Dziewczyna poszła do pokoju lecz i tam nie zastała przyjaciółki.Spojrzała przez okno i zobaczyła dość ciekawy widok.Katie szła z Chrisem śmiejąc się głośno.Spojrzała w górę na Sandie i zachęcając ręką wołała żeby do nich zeszła.Sandie wiedziała że przyjaciółka nigdy nie zostawi jej samej.
-Jak tam gołąbki?-Spytała Sandie.
-Jakie znowu gołąbki?-zdziwiła się jej przyjaciółka.
-A co nie chcesz być moim gołąbkiem?-zrobił minę zranionego szczeniaczka Chris.Czarnowłosa uderzyła go delikatnie w ramię czerwieniąc się na co wszyscy wybuchli śmiechem.Chodzili i rozmawiali.We trójkę bardzo dobrze im się spędzało czas,jednak Sandie czuła że brakuje jej Fabiana.
Nagle zobaczyła że owa osoba idzie w ich stronę wraz z Nathanielem.
-Cześć Sandie.Moje lekcje z Nathalią dobiegły końca.Chcesz sie teraz przejść?
-A może chodźmy gdzieś razem? Wszyscy?-wybroniła się Sandie.chłopak spojrzał na nią z niezadowoleniem i z zawiedzioną miną się zgodził.Usiedli na trawie,śmiejąc się i rozmawiając:
-Czy uważacie że za dużo jest par na świecie?-wtrąciła Katie.
-Mówisz tak tylko dlatego że nie znalazłaś sobie chłopaka-spojrzała na nią Sandie.
-Ale wszędzie je widzę!
-W podświadomości pewnie chcesz takiego mieć!
-Czy ty na mnie krzyczysz?!
-Ty zaczęłaś!
Chwile po tym zaczęły się śmiać. Sandie zaczęła łaskotać przyjaciółkę na oczach chłopaków.Tarzały się po ziemi,krzycząc na siebie.Za chwile Chris szepnął do Natta i Fabiana:
-I spójrzcie na to.Dwie prawie dorosłe dziewczyny bawią się jak dzieci.Co zrobią jak ktoś się wtrąci?-Spojrzał znacząco na chłopaków.Nagle dołączyli się do dziewczyn.
-Dziewczyny kontra chłopacy?Nie ładnie!-krzyknęły dziewczyny.Chris jak i Natt zajęli się Katie która śmiała się i szarpała.Fabian podszedł do leżącej Sandie.
-Nie próbuj!-uśmiechnęła się.Lecz po chwili zaczęła się śmiać gdy poczuła że ktoś ją łaskocze.Przewróciła go wymachując nogą.Nagle usłyszeli krzyk:
-Christopher! Co ty wyprawiasz?!Chcę z tobą pogadać!-to była Nathalia.Chris szybkim krokiem podszedł do niej po drodze przepraszając że musi już iść.Fabian z Sandie uspokoili się i  znowu zaczęli głęboką rozmowę.Jednak Nathaniel stwierdził że musi konkurować z Katie.
-Nie myśl o tym!-widząc że blondyn przymierza się do łaskotania wstała i zaczęła uciekać.Jednak Nathaniel nie chciał się poddawać.Złapał ją przewracając na ziemie.Usiadł na niej okrakiem i szepnął przed jej twarzą:
-Nadal się nie zemściłem.
-Żartujesz sobie?
-Nie.-Zaczął ją łaskotać.Sprawnym ruchem wyswobodziła się z jego  sideł i pobiegła do Sandie.
-Ratuj!Ten małpiszon biegnie!-krzyczała Katie.Zmęczeni usiedli i rozmawiali o wszystkim i o niczym.
-Katie idziesz do pokoju?-spytała Sandie.
-Nie. Ja jeszcze muszę iść po ubrania.Wróć z chłopakami.
-Okej.
Czarnowłosa udała się do pralni.Porzuciła dawno tamte wspomnienie.Zaczęła ściągać swoje koszulki.Zgasło światło.Podskoczyła lecz nadal sobie powtarzała:
-Nic się nie dzieje.To nic.
Poczuła czyjąś rękę na ramieniu.Zaczęła się wyrywać.Po chwili usłyszała:
-To już twój koniec...
Krzyczała i piszczała.Po chwili zapaliło się światło odsłaniając roześmianego Natta.
-Żebyś widziała teraz swoją minę haha.-Dziewczyna z łzami w oczach patrzała na niego wściekła.Ten dalej się w najlepsze śmiał.
-Nienawidzę Cię!-krzyknęła i rzuciła w niego koszem na pranie.Chłopak jednak dalej się śmiał.
-Co się stało?-spytała Sandie.
-Nic!
-Widzę że jesteś zdenerwowana.
-I dobrze-Czerwonowłosa wiedziała że wtedy najlepiej zostawić przyjaciółkę samą ze swoimi myślami.Zgasiła światło i poszły spać.Budzik zadzwonił o 6:00.Nathalia szybko wstała i poszła do toalety.Sandie zaczęła szukać w swoich porozwalanych ubraniach mundurka.Za to Katie jak zwykle nie mogła się z łózka wygramolić.Czerwonowłosa rzuciła poduszką w przyjaciółkę:
-Wstawaj!Do szkoły leniu!
-Okej,okej.
Pierwsza godzina lekcyjna była to matematyka.Sandie stukała palcami o ławkę czekając aż zadzwoni dzwonek.
Katie prawie przysypiała.Czarnowłosa z przymróżonymi oczami patrzyła na nauczycielkę.Zamykała i otwierała oczy co chwile. Spojrzała na stukającą dłoń Sandie,zaraz na nauczycielkę.Podskoczyła widząc koło nauczycielki postać.Była to kobieta.Wysoka o czarnych włosach.Blada i zgniła twarz coś mówiła ale nie było jej słychać a na szyi widniał ślad od szkła.Oczy miała całe białe a usta sine.Wyciągnęła do niej rękę.Katie szybko wstała z ławki i zaczęła krzyczeć:
-Odejdź!Co ty tu robisz?Czego ode mnie chcesz?!
-Panno Evans proszę usiąść!-spojrzała na nią nauczycielka.Katie przez łzy zaczęła mamrotać:
-Odejdź!Czego ode mnie chcesz?
Zjawa wystawiła do niej rękę.Dziewczyna szybko odsunęła się i wybiegła z klasy.
-Proszę przedstawiciela klasy o pójście po pielęgniarkę.-powiedziała nauczycielka.Sandie wystraszona zachowaniem przyjaciółki stwierdziła że odwiedzi ją w gabinecie pielęgniarki po tej lekcji.Po kilku godzinach Katie leżała w pokoju spokojnie.
-Co się stało?-przyjaciółka spytała się czarnowłosej.
-Ja...Ja ją widziałam.
-Kogo?
-Tą kobietę...-Katie mamrotała,gdyż dali jej dużo środków uspakajających.
-Kobietę?
-Coś do mnie mówiła ale jej nie słyszałam.
-Jak wyglądała?Katie?-Katie przysnęła zostawiając przyjaciółkę z masą pytań
Sandie poszła do klasy.Spojrzała na miejsce w które wcześniej wpatrywała się Katie.
Nic tam jednak nie było.Po czym usłyszała:
-Oczy ślepe więc słuch rady.Ślepia widzą,lecz dźwięki głuche-Rozejrzała się po klasie:
-Kto tu jest?
Lecz nikt jej nie odpowiedział.Postanowiła wyjść i spytać się Fabiana  o radę.Po lekcjach zapukała do ich pokoju.Na przeciw wyszedł jej blondyn.
-Randka?
-Nie,mała porada.Jest Fabian?
-Jest.
-A mogłabym wejść?
-Chyba tak.
-A mógłbyś wyjść?
-Baby...
Złapał bluzę,słuchawki i wyszedł pobiegać.Fabian szybko ogarnął,roztrzepane włosy i zwrócił się do Sandie:
-Coś się stało?
-Przejmuję się że to co miało miejsce na dole dręczy Katie.
-Do niej też przemawia?
-Nie.Ona coś widzi.
-A słyszałem coś.Plotki się szybko rozchodzą.Mówią że jest psychiczna.
-Ona nigdy się tak nie zachowywała.Ja też coś słyszałam jak weszłam po tej lekcji do klasy.
-Co dokładnie?
-Oczy ślepe więc słuch rady.Ślepia widzą,lecz dźwięki głuche.
-Nie wiem co to znaczy.Może o niepełnosprawnym?
-Możliwe.
-Mamy w tej szkole takie osoby.
-I mamy się ich spytać o zjawę?
-No a czemu nie?
-To podejrzane nie sądzisz?
-Troszkę.To chodźmy tam z Katie.We trójkę.
-Nie przytrzymasz jej.Ona jest wtedy strasznie przerażona.
-Nathaniel pomoże.
-To powinniście się bać jednak Katie.Ona go rozszarpie.
-Sandie?
-Tak-Spojrzał jej w oczy-Czy chciałabyś....?
-Tak?
-Odrobić ze mną lekcje?-spanikował chłopak.Po chwili klnąc w duchu swoją nieśmiałość.
-Yyyy tak oczywiście-zdziwiła się Sandie-tylko powiedz kiedy.To widzimy się o pierwszej  przy drzwiach pralni?
-Dobrze.
Sandie szybko wyszła niezadowolona z tego że miała nadzieje że ją zaprosi na randkę.Pobiegła do przyjaciółki mówiąc jej o tym pomyśle.Katie na początku się nie zgodziła,lecz jak usłyszała że Sandie ma iść tam sama od razu się zgodziła.Zeszli powoli by mieć pewność że nikogo nie ma.Za nimi  wszedł Nathaniel.
-Co on tu robi?-zdenerwowała się Katie.
-Piję herbatkę Evans-powiedział sarkastycznie Natt.
-Jeszcze masz coś do powiedzenia?
-Tak.Uczesz tą szopę.
-Zaraz cię zgolę na łyso blondasie.
Z każdym zdaniem byli coraz bliżej siebie.Po chwili wyzwisk ich twarzy były oddalone o zaledwie kilka centymetrów.Kiedy Katie miała wymierzyć mu cios w policzek światło zaczęło mrugać.
-Jeden skowronek w rękę mi wpadł,drugi się przestraszył i uciekał.Jednakże bliskość ich do mnie sprowadziła.-ktoś szeptał nad uchem Sandie.
-Jeju-szepneła czerwonowłosa.Światło zaczęło  raz sie zapalać raz zgaszać.Wraz z zapaleniem Katie widziała ową kobietę za plecami blondyna.Z każdym zgaszeniem była coraz bliżej.
-Boże!-krzyknęła i kucnęła na ziemi.Zaczęła się trząść.Sandie nadal stała nieruchomo.Przestraszony Fabian złapał ją za rękę:
-Przejdziemy przez to razem-Ona spojrzała mu się przerażonym wzrokiem w oczy.Widząc to przytulił ją.Po chwili poczuł że dziewczyna osuwa się w jego ramionach.Złapał ją szybko i krzyknął:
-Zemdlała!Nathaniel chodźmy stąd.
Natt szybko podbiegł do Katie złapał ją za ramię ale ona nie chciała się ruszyć.Zwinnym ruchem podniósł ją.Nacisnął klamkę ale nie drgnęła.Drzwi były zamknięte.
-Evans pomóż!-krzyczał blondyn.Żarówka rozbiła się na kilka kawałków.
-Katie!-krzyczał Fabian-Sandie zemdlała!Szybko!
Czarnowłosa otworzyła oczy ale gdy zobaczyła przed sobą twarz zarżniętej kobiety skuliła się w kłębek i zaczęła płakać.
-Nie ruszymy się stąd!Pomocy!
Wołali tak z dziesięć minut ale nadal nikt nie przyszedł a przedmioty dalej się ruszały.
-Zajmij się Katie-powiedział Fabian trzymając w ramionach Sandie.
-Evans!Ogarnij się-ukucnął przy niej.Ta szybko go przytuliła,wywracając go.
-Nie otworzę oczu.Nie zmuszaj mnie-powiedziała przez łzy.Chłopakowi zmiękło serce.
-Nie będę cię zmuszać.Już dobrze.Wszystko będzie dobrze-Przytulił ją lekko kołysając.Pocałował ją w czubek głowy mówiąc:
-Otwórz oczy i spójrz na mnie.
-Ona będzie za tobą.
-Kto?
Katie pisnęła gdy otworzyła oczy i na niego spojrzała.Za nią widziała kobietę które zręcznym ruchem odłamkiem szkła jeździła sobie po skórze wylewając z niej krople krwi.Nagle usłyszeli otwierające się drzwi.Same się otworzyły gdy wybiła czwarta rano.Fabian zaniósł Sandie do swojego łóżka,a Natt zaprowadził Katie jak dziecko za  rączkę.Brunet przykrył czerwonowłosą kołdrą,a sam poszedł się połozyć na kanapę.Nathaniel chciał zrobić to samo gdy poczuł że coś trzyma go za koszule.
-Nie zostawiaj mnie-szepnęła Katie przez sen.Chłopak nie wiedząc co zrobić stał jak słup.
-Połóż się koło mnie-szepnęła raz jeszcze.Blondyn ułożył się obok niej po chwili czując że jej ręce układają się na jego klatce piersiowej.Przybliżyła się najbliżej jak mogła nadal trzęsąc się ze strachu. Nadszedł ranek.Katie otworzyła oczy i gdy zobaczyła blondyna przed sobą szybko wstała zastanawiając się co się stało:
-Jak się spało Evans? Koszmarki?-uśmiechnął się.
-Oj zamknij się Natt.
-Natt?A gdzie moje nazwisko?
-A tak Walker małpiszonie.
-A wczoraj to się tuliłaś!
-Zamknij się!
Pobudzili ta kłótnią wszystkich w pokoju.Katie wyszła z pokoju wkurzona a rozbawiony Nathaniel kręcił w ręce słuchawką.Fabian na niego spojrzał z politowaniem:
-No co?-spytał blondyn.
-To ja idę-cała czerwona Sandie opuściła pokój kierując się za przyjaciółką.
Poszły do pokoju przebrały się w mundurek i udały się na lekcje były bardzo zmęczone ale nie chciały tego po sobie poznać więc wytrzymały do końca lekcji poszły na obiad. Zjadło go szybko bo były zmęczone i poszły do pokoju.
Położyły się spać. Po jakimś czasie Sandie obudziła się nudziła się więc poszła się przejść. Przed wyjściem dogonił ją Fabian
-Sandie!-zawołał Fabian
-o hej- uśmiechnęła
-Mieliśmy się razem pouczyć-powiedział z uśmiechem
-A no tak to ja pójdę po książki i spotkamy się w twoim pokoju
poszła szybkim krokiem po książki do pokoju Katie już nie spała a Nathalia siedziała na łóżku i coś czytała.
-haj- powiedziała i wzięła książki z półki- ja już idę
-gdzie idziesz?-Zapytała się Katie
-do Fabiana mieliśmy się razem pouczyć- uśmiechnęła się
-To idź i baw się dobrze-powiedziała Jej siostra
i wyszła.
-Fabian i ona od kiedy?- powiedziała Nathalia
-no od ich pierwszego spotkania spędzają razem czas
-aha-powiedziała  blondynka
Sandie zapukała do pokoju chłopaka po chwili usłyszała jego głos
-proszę-weszła do pokoju
-hej siadaj – powiedział wskazując miejsce obok siebie
Usiedli i zaczęli uczyć się historii trwało to jakieś 40 minut.
-To co jeszcze robimy?-powiedziała uśmiechając się
-Nie wiem może porozmawiamy? Lubie z tobą rozmawiać-powiedział z szerokim uśmiechem
-no nie wiem o czym znamy się już dobrze...-zobaczyła  keyboard koło jego łóżka-grasz?-Spytała się go
-trochę, uczę się
-mogę?- zapytała zbliżając się do instrumentu
-Jasne, nie wiedziałem że umiesz grać-powiedział
-nigdy nie pytałeś
Usiadł przy instrumencie i zaczęła grać piosenkę w jej połowie Fabian dosuną sobie krzesło i wpatrywał się w nią
-świetnie grasz- powiedział
-nauczyć cię?
-a chce ci się?
-jasne przecież przyszliśmy się tu uczyć-zaśmiała się dziewczyna
-A no tak zapomniałem-powiedział śmiejąc się z dziewczyną
pokazała początek piosenki. Zaczęli grać wspólnie aż w pewnym momencie ich dłonie się zetknęły momentalnie przestali grać i spojrzeli sobie prosto w oczy ich twarze zaczęły się do siebie przybliżać Sandie już czuła oddech chłopaka na swojej twarzy. Nagle do pokoju wpadł Natt odsunęli się od siebie
-co wy robicie?
-gramy nie widać-powiedziała czerwonowłosa- o jak już późno-dodała szybko-muszę iść pa-i wyszła z pokoju
Gdy wyszła na korytarz zobaczyła Katie,która stała przed czyimiś drzwiami.
-Yyyyy-nie wiedziała jak zacząć rozmowę,gdyż czarnowłosa nie często patrzy się na obce drzwi-Co ty robisz?
Dziewczyna podskoczyła,zrobiła głupi uśmiech i zaczęła mówić:
-Ja czekam na Christophera.
-Randka?
-Nie.Spacer.
-Teraz to się tak na to mówi?
-A Fabian i ty?
-To co innego-Sandie pstryknęła przyjaciółkę w nos i poszła powolnym krokiem do pokoju.Nathalia słuchała głośno muzyki,której czerwonowłosa nie mogła znieść.Wyłączyła więc ją i usłyszała:
-Włącz to!
-Nie!To jakieś badziewie.
-Uwielbiam właśnie TĄ piosenkę!
-Mnie to nie obchodzi.-Nathalia złapała za swój telefon i szybko włączyła znowu muzykę.
-Wyłączysz to?!-krzyknęła Sandie.
-Nie!-warknęła blondynka wytykając język.
-To pogadamy inaczej-mruknęła nie dosłyszalnie dla Nathali.Wyrwała jej telefon,wyłączyła muzykę i wybiegła z pokoju.Za nią podążyła wściekła blondynka.
-Oddawaj idiotko!
Sandie się zaśmiała i zaczęła biec jeszcze szybciej.Po godzinie wróciła do pokoju.
-Oddaj mi telefon złodziejko!
-Okej.-rzuciła jej telefon
-Gdzie haczyk?-Sandie się uśmiechnęła.Blondynka odblokowała telefon i spostrzegła hasło.
-Założyłaś hasło?!
-Nieeee-powiedziała niewinnie Sandie.
-Czy na tapecie jest napisane ,,Każda Nathalia jest zapchlona"?
-Możliwe.
-Czemu tu nie ma karty pamięci?!
-Jak to zobaczyłaś?-złapała się teatralnie za głowę.
-Zawsze sprawdzam czy mam kartę bo mi często wypada!
-Ups.Oddam ci za tydzień ale musisz coś dla mnie zrobić.
-To znaczy?
-Sprzątasz pokój,myjesz toaletę,podchodzisz do pana Steigha i mówisz:Kocham pana jestem pana suczką hau hau.Przez cały jeden dzień masz tak do niego mówić.
-Nie!
-A i jeszcze : Jestem zapchlona,weź mnie do domu.
-Nie!
-To pożegnaj się z kartą pamięci.
-Dobrze zrobię to.
-Jak to zobaczę to ci oddam.
 Wyszła z pokoju cała zadowolona.Wiedziała już że wkopała Nathalie.Na korytarzu wpadła na Nathaniela.
-Czegoś szukasz po damskiej stronie szkoły?
-Tak.Katie.
-Mmm czuje romans.
-Nie!W życiu....Ma moją koszulkę.
-Katie?Jak to?
-Fabian mówi że ta wariatka weszła do pokoju w trzeciej w nocy,wyjęła moją koszulkę i zabrała ją ze sobą!
-Słucham?Katie była cały czas w pokoju.
-Wcale nie!
-Tak!
-Co się stało?-włączyła się do rozmowy zaciekawiona Katie.
-Zabrałaś mi moją koszulkę!I to tą z drużyny!
-Wcale nie!
-Tak!Fabian tak powiedział!-Stali tak i na siebie wrzeszczeli.Sandie szybko postanowiła to rozwiązać:
-A w co była ubrana?
-Co?!-krzyknął Natt-nie wiem!To nie zmienia faktu że ukradła mi ją!
-Nic ci nie ukradłam!
-A i owszem!
-Zamknąć się !!!-krzyknęła Sandie.Umilkli wreszcie.-Chodźcie do Fabiana.Jest w pokoju?
-Taaa-mruknął Nathaniel.
Weszli szybko do pokoju chłopaków.
-Fabian ? Czy widziałeś jak Katie była ubrana tej nocy ?-spytała Sandie szybko chłopaka.
-Tak.Miała o dziwo proste włosy i białą sukienkę...albo po prostu taką piżamę.
-To nie była Katie.-Wszyscy się spojrzeli na Sandie.-To nie mogła być ona.
-Niby czemu?-zdziwił się blondyn.
-Bo kiedyś próbowałam jej wyprostować te loki i się nie dało.A do tego Katie śpi w koszulce i majtkach lub spodenkach.
-To kto to był?
-To jest dobre pytanie.
-Sandie może wyjdziemy na spacer?-Niespodziewanie spytał Fabian.
-Dobrze.-odpowiedziała.
-Nie zostaje z tym debilem-spojrzała na Nathaniela-Idę do pokoju.
Natt został sam w pomieszczeniu.Złapał książkę w ręcę,czytał i czytał po chwili znużył go  sen.Śniło mu się że widzi dziewczynę która biegnie w jego stronę.Zawiesza mu się na szyi,całując go.Po chwili szepta:
-Jak minął dzień kochanie?
Znał skądś ten głos. Spojrzał dokładniej na twarz dziewczyny.Była to Katie.Roześmiana i patrząca na niego z miłością.Chłopak nie wiedział co się dzieje.Po chwili usłyszał Fabiana:
-Natt chodź z nami!-ujrzał trzymającą jego przyjaciela za rękę Sandie.Najwyraźniej byli parą.Ale skąd Katie i on? Jak to się stało?Czarnowłosa powiedziała tylko:
-Spotkamy się później.Muszę iść.
Blondyn stał wpatrzony w nią jak w obrazek.Nagle zaczęło padać.Wszedł do środka słysząc:
-Nathanielu.-głos był cichy i przerażający.Stał właśnie przed drzwiami pralni.Słyszał z niego pisk.Pisk należący do Katie.
-Evans!? Jesteś tam!?-krzyczał.Dziewczyna krzyczała jakby ktoś jej rozdzierał skórę.
-Wpadła w sidła. -usłyszał skądś.Wbiegł szybko do pomieszczenia.Drzwi się za nim zamknęły:
-Naiwny...-szeptało coś nadal.Spojrzał na podłogę gdzie leżała zakrwawiona Katie.Światło zgasło,a on tylko poczuł jak cos przeciera czymś ostrym po jego skórze.Złapał się za bolące miejsce.Poczuł ciepłą ciecz.Krew.Zapaliło się światło. Dziewczyna wisiała cała pocięta na sznurku.Nathaniel nie mógł w to uwierzyć.Skulić się jak małe dziecko po czym się obudził cały zalany potem. Wybiegł szybko z pokoju.Natrafił na Fabian i Sandie którzy byli siebie dość blisko.Chyba znowu im przeszkodził.
-Co się stało?-zdziwił się brunet.
-gdzie jest Evans?!-dyszla Natt.
-W pokoju.Albo w pralni...-powiedziała Sandie.
-Co?!Ona zginie!-Spojrzeli się na niego jak na wariata.Zaczął biec w stronę pomieszczenia w którym widział tą całą sytuacje.Kiedy już dobiegał do drzwi zobaczył że wychodzi stamtąd czarnowłosa.Cała i zdrowa.Spojrzał się na nią zadyszany.
-Ty żyjesz...-wyszeptał.Dziewczyna zdezorientowana powiedziała:
-A czemu miałabym nie żyć?
Chłopak spojrzał się na nią nadal z obawą.Podszedł do niej i spytał:
-Czy coś przed chwilą działo się w pralni?
-Nie...Walker boję się ciebie-omienła go zwinnie.Pobiegł za nią i powiedział:
-Śniło ci się coś strasznego ostatnio?
-Nie...Odczep się.
Ten zignorował uwagę i mocno ją przytulił:
-Boże przestraszyłaś mnie.Nie rób mi tego więcej.
Dziewczyna zaczęła się szarpać i mamrotać:
-Puść mnie.Debilu.Fuuuuu...
On jednak nie zwracał na to uwagi. Zobaczył nagle Fabiana i Sandie.Stali zszokowani.
-Uuuuuu-Ten dźwięk oddała Sandie.
-Nie uuuu tylko fuuuuu-Katie mocno podirytowana odepchnęła Natta i poszła do pokoju.Blondyn spojrzał w stronę pralni.Drzwi były otwarte.Nagle ujrzał na pierwszym schodku jakiś materiał.Była to koszulka.Jego piłkarska.Wziął ją do ręki,obejrzał i ujrzał na prawym rękawie krew.
-To nie był sen.Bynajmniej nie zwykły.-wymamrotał.Fabian nadal szwendał się z Sandie po okolicy.
-Martwię się o Katie-wypaliła Sandie.
-Ja o Nathaniela i ...o ...ciebie-spojrzał się na nią-mogę dokończyć co nam przerwano?
-To znaczy?
Przybliżył do niej twarz.Czuli na twarzy swoje oddechy.Serce biło szybko a oczy wędrowały po twarzy drugiej osoby.Sandie zamknęła oczy gotowa do pocałunku Już miało się to stać kiedy Nathaniel do nich podbiegł.
-Gołąbki muszę was rozdzielić!Fabian potrzebuję cię.Przepraszam Sandie.
Dziewczyna przeklneła pod nosem i udała się wściekła do pokoju.
-Fabian znalazłem koszulkę.
-To chciałeś mi pokazać?!
-Nie.Znalazłem ją w pralni.
-Pewnie ją upuściłeś ciamajdo!
-Nie!Ona jest zakrwawiona.Miałem sen.
-Jaki?
Nathaniel zaczął opowiadać.
-Idź do Sandie. Ona też miała koszmary ale ich nie pamięta.



Marakuja i Kaktus.

niedziela, 2 czerwca 2013

rozdział 1

W Granley znajduje się szkoła z internatem piękna i ogromna szkoła budowana w stylu gotyckim, po jednej stronie są pokoje uczniów a po drugiej klasy. Właśnie trwa trening damskiej drużyny piłki nożnej
jedna z dwóch napastniczek to Katie Evans dziewczyna o lekko kręconych czarnych włosach i niebieskich oczach lubi uczyć się języków obcych jak miała 4 lata jej ojciec zmarł w wypadku samochodowym bardzo to przeżyła, po roku czasu jej mama ożeniła się z tata drugiej napastniczki Sandie White dziewczyna o czerwonych włosach i brązowych oczach lubi przedmioty humanistyczne gdy maiała niecałe 4 lata jej mama zmarła na raka, dziewczyna strasznie to przeżyła myślała ze Katie chce jej zabrać tatę a tak naprawdę była jej mocniejszym wsparciem i tylko ona naprawdę ja rozumiała i stała się jej najlepszą przyjaciółką ich przyjaźń jest niesamowita przyjaźnie się już 11 lat wspierają się w trudnych chwilach i rozumieją się na boisku grają też razem w domu na instrumentach Sandie umie grac na perkusji i na fortepianie a Katie śpiewa i gra na skrzypcach. Po treningu trenerka powiedziała
- wspaniale dziewczyny jesteśmy gotowe na piątkowy mecz
-tak- krzyknęły wszystkie dziewczyny
poszły przebrały się Katie włożyła na siebie czarne converse jasne rurki wygodny podkoszulek i czarna skórę dziewczyna miała rockowy styl, Sandie ubiera się zazwyczaj na ciemne kolory dzisiaj ma na sobie t-shirt z zespołu Rise Aganist
szare rurki i cienmo szare converse
-dobra chodźmy bo zaraz będą te palanty-powiedziała Sandie
-ok zmywamy się- powiedziała Katie
nie lubiły chłopaków z ich szkoły zawsze mówią ze one nie umieją grać w piłkę
dlatego nie wchodzą sobie w drogę. Właśnie szły do domku rozmawiały
Były tak pochłonięte rozmową ze nie zauwazyły jak ktoś na nie wpadł
-Jak leziesz?Nie potrafisz chodzić?-krzykneła Katie na osobe,która ją potrąciła.Wstała z zimnej ziemi i spojrzała na chłopaka który według niej "nie potrafił prawidłowo chodzić". Był to wysoki chłopak,na oko metra osiemdzieśiąt pięć wzrostu. Blond włosy opadały mu na opaloną twarz zasłaniając piwne oczy.
-Nie dziwię się że nie umiesz chodzić włosy zasłaniają ci oczy.
-To ty wchodzisz ludziom pod nogi.Wiesz tu z góry nie widać karzełków.-uśmiechnał się cynicznie.
-Po pierwsze metr sześdziesiąt pięć to nie jest karzeł.Po drugie żal mi śliny na takich idiotów jak ty.-przeszła obok niego zdenerwowana.Spojrzała na przyjaciółkę,która patrzyła się na nowo przybyłych chłopaków z tajemniczym uśmiechem.
-Widziałaś tego obok?-zagadała po pewnym czasie Sandie do Katie.
-Blondyna,bruneta czy łysego szofera?-zaśmiały się obydwie.
-Tego bruneta.
-A no nawet ładny jest.
-Jest nie do przebicia.
-I tak wole blondynów.
-Właśnie z jednym się zetknełaś-uśmiechneła się szerzej do Katie.
-Ale ten jest okropny.Jakiś niedorozwinięty-Spojrzała w górę-Wracajmy do pokoju czuje że będzie padać.
Kiedy weszły do pokoju zastały tam siedziącą przed książką od francuskiego Nathalią. dziewczyna nazywała się Nathalia Smith miała blond włosy i szare oczy była dobra w naukach ścisłych miała bogatych rodziców lubi rap, rapuje i gra na gitarze jest ubrana w dres luźna bluzę niebieskie buty skate i na głowie ma full capa. Sandie nie lubiła jej bo zabrała ich wspólny pokój ale wyszło inaczej poza tym była blondynką a Sendie zawsze widziała w nich puste lalki
Po jej minie było widać że nie zbyt dobrze sobie radziła z tym tematem.Katie podeszła zerkając z ukosa na strone.
-Pomóc ci?-spytała.
-Jakbyś mogła.Ja nie zbyt jestem dobra z języków.-odpowiedziała zakłopotana Nathalia.
-Po co jej pomagać? Jak jest ułomna to nigdy tego nie zrozumie.-stwierdziła Sandie.
-Bądź dla Nathali trochę milsza.Musimy wytrzymać razem jeszcze rok.Przeżyjmy go w normalnej atmosferze.
-Co znaczy dla ciebie normalna atmosfera?
-To znaczy Sandie żeby nie było wrednych docinek.-Spojrzała błagalnym wzrokiem na czerwonowłosą dziewczyne.Jednak ta tylko się uśmiechneła i wyszła z pokoju.
-Nienawidzi mnie prawda?
-Nie,Nathalia.Ona nie zawsze taka jest.Kiedy miałam pięć lat też mnie nienawidziła.
-Serio?-zdziwiła się-Przecież wyglądacie jakbyście były rodzeństwem.
-Jesteśmy przyszywanym rodzeństwem.
-Jak to?
-Nie chcę o tym gadać. Sądzę że to moja sprawa.
-Dobrze zabierzmy się za francuza
W tym czasie Sandie szykowała małą niespodziankę dla Nathali. Wzieła tacę z przygotowaną herbatą i szybko poszła do dziewczyn.Gdy weszła kończyły już ostatnie zadanie z rozdziału.
-Chciałam cię Nathalia przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie.Przyniosłam herbate żebyśmy mogły wszystkie normalnie porozmawiać-cały czas się uśmiechała.Katie spojrzała się na przyjaciółkę podejrzliwie.
-Fu!-krzykneła blondynka szybko biegnąc do łazienki by wypluć herbate.Z łazienki słyszała tylko donośny śmiech czerwonowłosej dziewczyny.
-Co ty tam dodałaś?!-krzyczała Nathalia na nadal się śmiejącą Sandie-Czemu to zrobiłaś?!
Patrząc na blondynke dziewczyna wydawała z siebie coraz bardziej głośny śmiech.
-Masz taką głupią mine!-powiedziała tylko.Katie nie móc powstrzymać uśmiechu stwierdziła tylko:
-Pewnie jakiś sok.
-Katie to nie był zwykły soczek! To smakowało ochydnie!
-Właśnie wypiłaś świeżą herbatkę z nutką potu ze stópek jednego z zawodników przeciwnej drużyny!-Powstrzymując śmiech powiedziała szybko do Nathali. Do szarcyh oczu dziewczyny napłyneły łzy.
-Czemu mi to robisz?!
-A czemu nie?-zdziwiła się Sandie. Zapłakana dziewczyna szybko wybiegła z pokoju.Przyjaciółki spojrzały po sobie z uśmiechem.Po chwili zaczeły się śmiać z całej tej sytuacji.
-A teraz poważnie-odezwała się Katie-To było wredne.Sądzę że powinnaś ją przeprosić.
-To coś mam przepraszać? Nic jej nie będzie.
-Nie powinnaś tego robić,chociaż żart ci się udał.Gdybyś to zrobiła chłopakom to bym się nie czepiała.Ale ona jest naprawdę spoko.
-Spoko? Ty serio jesteś za miła.Ona jest dziwna. Gdyby nie ona nadal byśmy miały dwuosobowy pokój,nie potrzeba nam więcej idiotek.
-Ale chociaż ją przeproś.
-Hmm jestem ciekawa czy stereotyp że blondynki są głupie w tym przypadku się sprawdzi.-zamyśliła się Sandie.
-W ogóle mnie nie słuchasz!
-Tak tak przeproszę ją jak będę chciała.
-Znaczy się jak będzie umierać?
-Może nawet później.-uśmiechneła się szeroko-Dobra idę pod prysznic.Aż mi łzy poleciały ze śmiechu.
-Tylko jak ją spotkasz to chociaż się nie odzywaj.Nie pogarszaj sytuacji.
-Spróbuję.
-Nadal widzę ten twój uśmiech.
-Ups-wyszła kierując się w stronę łazieniki.Korytarz który na codzień o tej godzinie był zapełniony czekającymi na prysznic dziewczynami był o dziwo pusty.Zdziwiona weszła do łazienki a tam zobaczyła gromadkę dziewczynm,które pocieszały Nathalie.
-Jak tam herbatka? Smaczna była?-krzykneła Sandie rozbawiona tym co zobaczyła.
-Ej ona jest nowa-powiedziała jedna z dziewczyn.
-I co z tego?Nowa musi mieć jakieś wspomnienia ze szkoły.-Powiedziała to i weszła do jednej z kabin,słysząc ciągle jak pocieszają zdruzgotaną blondynke.
Kiedy wyszła spod prysznica nikogo już nie było w łazience.Po drodzę trzepiąc włosy ręcznikiem przez przypadek na kogoś wpadła.Spojrzała się na tą osobą i ujrzała nowo przybyłego chłopaka.
-Przepraszam,czytałem i nie zauważyłem cię-powiedział nieco zmieszany.
-Ja też cię przepraszam-stwierdziła zacinając się-Jestem Sandie.Sandie White-Podała mu szybko rękę.
-Ja jestem Fabian Hoover.-uśmiechnął się szeroko.-Ja już muszę iść.No wiesz cisza nocna.
-A tak.-zaczerwieniła się-To do zobaczenia?
-Tak,do zobaczenia.-Szybkim krokiem go omineła i weszła do pokoju.
-Czemu jesteś cała czerwona?-spytała się Katie.
-Jestem cała czerwona?
-No tak.
-No bo ciepła woda była.
-Ciepła woda? Zbyt długo cię znam.
-Ten nowy.
-Fuu.
-Nie ten! Brunet!-Katie zagwizdała cicho.
-Umówiłaś się już z nim?
-Debilu!-rzuciła w czarnowłosą poduszką.
-Tylko się pytam!-zaśmiała się Katie.W tym samym momencie weszła do pokoju Nathalia.
-I co powstało jezioro o nazwie ,,Łzy Nathalki"?-dogryzła jej Sandie.
-Sandie-szepneła cicho przyjaciółka do jej ucha-Przestań już.
-Wredna jesteś wiesz?-niespodziewanie odezwała się blondynka.
-Odkryłaś Ameryke!Katie idziemy spać?
-Tak.Na dzisiaj już starczy.
Sandie szybko przykryła sie kołdrą odwracając sie plecami do dziewcząt.
-Nie przejmuj się.Nie długo jej przejdzie.-szepneła do blodnynki dodając głośno-Dobranoc dziewczyny.
Usłyszała tylko odpowiedź Nathali,gdyż Sandie najwyraźniej spała.
Pornek zaczął sie standardowo nudno.Śniadanie,ogarnięcie się i pójście na lekcje.
-Czemu tak się rozglądasz?-spytała się czarnowłosa patrząc na przyjaciółke.
-Szukam kogoś -szepnęła tylko.
-Tylko nie Nathali.Dużo jej i tak namąciłaś w glowie.
-I tak to jest dopiero początek ale nie jej.Na nią ledwo co mogę patrzeć.Chociaż jest nawet ładna.
-Jak to?-zdziwiła się.
-Jak zamkniesz prawe oko,po chwili lewe i wyobrazisz sobie słonia.To lepszy obraz niż ten jak je otworzę.
-Wredota.
-Tak to ja.
-To kogo szukasz? i czemu po stronie klasy chłopców?
-Bo tak.-Nadal rozgladała się szukając wysokiego bruneta.
-Sandie spójrz.To powinno cię zaciekawić.-Ich wzrok padł na Nathalie z czarnowłosym chłopakiem.Przytulalał ją i szeptał jej coś na ucho.
-Czy to Christopher Anderson?
-Najwyraźniej.
Chłopak czule pocałował ją w czoło. Blondynka na ten gest szybko zaczeła się śmiać.Christopher był to przystojny chłopak o zielonych oczach i czarnych włosach.Był popularny wśród dziewczyn.Obrońca drużyny męskiej i jeden z przewodniczących w samorządzie uczniowskim.
-Katie.
-Słucham?
-Dowiedz się coś o tym.
-Czemu?
-Bo nie wierzę żeby on z nią był tak normalnie,chyba że z litości.
-Może on ją serio kocha?
-Takiego czegoś nie da się kochać.
Katie tylko westchneła.Udały się na lekcje. Pierwsza była lekcja muzyki.Weszły szybko do sali,gdzie stała już nauczycielka.Była to starsza kobieta.Ze spietych brązowych włosów były widoczne pojedyńcze siwe włosy.Podciągneła okulary i spytała:
-Kto może mi zaspiewać tekst ze strony piątej ?
-Ja-odezwała się z końca sali Nathalia.
-Szybko dajcie mi zatyczki do uszu.-skwitowała Sandie.Blondynka szybko się zaczerwniła.
-Ty wredna małpo!-zwróciła się do czerwonowłosej-masz przestać mnie wyzywać!
-Bo co?Zabijesz się łzami?-Nie spodziewanie w jej policzek uderzyyła ręka szarookiej dziewczyny,
-Pożałujesz!-Sandie wstała i rzuciła się na nią.Cała klasa zaczeła krzyczeć,a nauczycielka prosić by przestały.
-Doysć!Dziewczynki proszę was!-krzyczała.
-Ty wstrenta małpo!-wrzeszczała Nathalie.
-Powtarzasz się psie!
-Co tu się dzieje?!Dosyć!-Krzyknął profesor Steight.Nathalia szybko odsuneła się od zdenerwowanej i nabuzowanej Sandie. Katie szybko podbiegła by przytrzymać przyjaciółkę żeby nie rzuciła sie na blondynke.
-Do mojego gabinetu!-wrzasnął na nie.-Proszę prowadzić dalej lekcję-dodał potulnie w stronę nauczycielki.W gabinecie panowała upiorna cisza.
Pan Steight cały czas przyglądał się czemuś za oknem.
-Jak mam was ukarać moje drogie?-wreszcie się odezwał.
-Najlepiej wyrzucając Nathalie a mnie zostawiając w spokoju-uśmiechneła się do profesora Sandie.
-Gdybyś mnie nie drażniła nigdy by do tego nie doszło.-skwitowała blondynka.
-Ja?Ja jestem ucywilizowana.A nie jak ty.Jak jakieś zwierzę sie na mnie rzuciłaś.
-To ty jesteś małpą.
-Jak ja jestem małpą to ty zapchlonym psem.
-Dosyć!Czy wy nie potraficie się dogadać?
-Nie-odpowiedziały razem.
-Mam pomysł. Macie szlaban.
-To wcale pan się nie postarał co do tego pomysłu-powiedziała Sandie.
-ale macie szlaban razem-uśmiechnął się do niej.
-Nie! Ja tam umre albo oślepnę patrząc się na jej piękny psi ryjek!
-Zamknij się!-odezwała się Nathalia.
-Jeszcze pcheł dostane.
Profesor Steight pożegnał się szybko z uczennicami mówiąc że od ich gadania boli go głowa.Kazał im się stawić u niego jutro o szóstej rano.Wróciły od razu na lekcje. Wszyscy z klasy przyglądali się nawzajem znienawidzonym dziewczynom.Sandie przysiadła się do Katie.
-Jak poszło?-szepneła przyjaciółka.
-Szlaban od jutra,szósta rano.
-I co będziesz tam robić?
-Jeszcze nie wiem. Wiem tylko że z tym zapchlonym psem.
-Przesadzasz.
Zabrały się szybko do przepisywanbia nut z książki.Po skończonych lekcjach podeszły do Chrisa.
-Cześć-przywitała się Katie-Co tam?
-Cześć. A nawet nawet-uśmiechnął sie-Ziemia do Sandie na co tak patrzysz?
Dziewczyna akurat w tym samym momencie patrzała w stronę grupki chłopców.
Był tam Fabian.Kiedy spojrzał w jej stronę szybko odwróciła wzrok.
-Uuuuu-skwitował Chris.
-Zamknij się.-zaczerwniła się Sandie uderzając go w rękę.
-Podoba ci się Hoover?
-Od razu że podoba.Nie twój interes zresztą.Uważam ze jest spoko.
-Taaaakkk-powiedział sarkastycznie.-Widziałyście Nati?
-Nati?-równocześnie spytały się dziewczyny.
-No tak. Ma z wami pokój.Moja dziewczyna taka średniego wzrostu,blondynka...
-Ten pies pobiegał i się zgubił?
-Pies?-zdziwił się na stwierdzenie Sandie.-A już rozumiem.Nie lubisz jej?
-Brawo! Sto punktów dla Andersona!
-Katie czemu siedzisz cicho?
-Zastanawiam się od kiedy ty masz dziewczyne.
-Katie moja droga mówiłem ci o tym już miesiąc temu.
-Serio?
-Jesteś nierozgarnięta.
-Przepraszam.To ile jesteście razem?
-Miesiąc.
-Ja bym się brzydziła-szepneła Sandie.Christopher jednak zignorował to.
-Lecę jej poszukać.Siemka-ruszył przed siebie zostawiając dziewczyny same na korytarzu.
-Popatrz spokojnie w lewo.Chyba ktoś się tobie przygląda.
-Kto?-Kiedy spojrzała w tamtą stronę nie zobaczyła żeby ktoś się na nią patrzył.
-Kto?-spytala ponownie.
-Taki ładny-uśmiechneła się Katie-Nie wiem jak się nazywa.
-Jaki kolor włosów?-szybko spytała się.
-Brąz.Mówiłaś że jakoś na F zaczyna się jego imie.
-Fabian?
-Bingo!Chodź do niego.-złapała przyjaciółkę za rękę i zaczeła ruszać sie w stronę grupy chłopców.
-Katie nie! No nie rób mi tego!
-Siema.Jesteś tu nowy? Jestem Katie.Wy się chyba znacie co nie?-Spojrzała się z uśmiechem na Sandie.Przyjaciólka spojrzała się na Katie morderczym wzrokiem,który po chwili zmiękł gdy spojrzała się na bruneta.
-Siema.Tak znamy się. Jestem Fabian Hoover,
-Miło mi.-wyszczerzyła zęby Katie.-O jezu zapomniałam że miałam iść pomóc Nathali przy francuskim.To narka.-Pobiegła szybko zostawiając Sandie i Fabiana samych.
-Katie nie jest zbytnio rozgarnięta.-powiedziała uciekając wzrokiem.
-Ale jest miła.
-Aż czasami za miła.-zapadła cisza-Więc?
-No więc....-żadne z nich nie wiedziało co powiedzieć.Wreszcie przyszedł jego blond kolega,który już miał pierwsze zetknięcie z Katie.Szturchnął Fabiana mówiąc:
-Zanudzisz ją jak tak będziesz cicho.Jestem Nathaniel Walker.Mów mi jednak Natt.
-Ym no ja jestem Sandie White.
-Dobrze wiedzieć. Ja spadam pobiegać a ty lepiej z nią gadaj a nie stoisz jakbyś ducha zobaczył.-Następna osoba zostawiła ich samych.
-On nie zawsze taki jest.
-Rozumiem.
-To jak leci dzień?
-Nawet dobrze a twój?
-Słyszałem że masz szlaban od jutra.
-Plotki się szybko rozchodzą?
-No nawet bardzo.-Po chwili przeszkodziła im nauczycielka która kazała im iść do stołówki
-To do zobaczenia.
-No do zobaczenia-cala czerwona weszła do pokoju. Złapała poduszkę i rzuciła w stronę przyjaciółki.
-Katie! Wariatko!
-Haha to było zabawne doświadczenie.
-Wcale nie! Poniżające.
-Ale chociaż z nim pogadałaś.
-Krótko.
-Jak to?
-Albo cisza,albo Nathaniel,albo ta stara babka od fizyki.
-Ta starucha wam przeszkodziła?
-No.-schowała głowę w poduszkę.
-Następnym razem będzie lepiej.
-Nie będzie.Czy ty widziałaś tą porażkę?
-Tak serio?Pobieglam po ciasteczko.
-Jakie ciasteczko?
-Czekoladowe.
-Zostawiłaś mnie dla ciastka?
-Przykro mi.-uśmiechneła się do Sandie.-Nathalia powiedziała że musi z tobą pogadać.
-Znowu sie na mnie rzuci?
-Nie. Chce się z tobą pogodzić.
-Nie! No co ty!
-Haha cicho chyba idzie.
Nathalia weszła do pokoju i szybko powiedziała :
-Sandie chcę z tobą pogadać.
-Tak wiem.
-To chciałabym ci powiedzieć że przepraszam że cię uderzyłam.
-Ok.
-A ty nie chcesz mi nic powiedzieć?
-Nie.
-Żadnego przepraszam?
-Jeszcze czego? Herbaty z ciastkami?
-Wiesz co?Jesteś do niczego.
-Żartujesz sobie? Zapchlona blondynka mówi że jestem do niczego.Gratuluję.Popłaczę się zaraz.
Nathalia złapała ciuchy z szafy i wyszła z pokoju.
-A wracając do Fabiana.-zaczeła Katie.Caly wieczór przeszedł im na gadaniu o owym brunecie.
Rano Sendie musiała wstać wcześniej bo miała kare razem z Nathalią, gdy wstała dziewczyny już nie było w pokoju. Poszła do łazienki o dziwo nie była zapełniona pomyślała, że to dobry sposób na nie czekanie w kolejce do pryszniców. Poszła do pokoju przebrała się w mundurek. Gdy wychodziła obudziła Katie
-wstawaj!
-już- Powiedziała przebudzając się
-ja muszę iść do dyrektora zobaczyć co za kare wymyślił.
-ok. Tylko Sandie bądź miła
-Postaram się- uśmiechnęła się łobuzersko
Wyszła z pokoju i poszła w strone szkoły.
Gdy weszła do gabinetu dyrektora zobaczyła ze Nathalia już tam jest.
-Witam piesku- powiedziała czerwono włosa
-Zamknij się- odpowiedziała blondynka
-Dziewczyny spokojenie- powiedział dyrektor
-Wiec co będziemy robić?- Zapytała brązowooka
-Będziecie sprzątały toalete
-co?!-powiedziały równocześnie
-tak damską na 1 piętrze do roboty!
Poszły na pierwsze piętro niezadowolone weszły do toalety.
-ty sprzątasz kible a ja resztę- Powiedziała Sandie
-Dlaczego ja?!- krzyknęła Nathalia
-Bo przez ciebie tu jesteśmy! Gdybyś mnie nie walnęła to byś my tu nie były- odparła dziewczyna
nic nie powiedziała tylko zabrała się za sprzątanie toalety a w tym czasie podbiegła Sandie
wsadziła jej głowę do toalety i spuściła wodę.
Wybuchła śmiechem i wybiegła z toalety. Po drodze wpadła na Chrisa i Katie.
-Patrzcie na to- powiedziała do nich
-ale na c.....-gdy ja zobaszyli wybuchli histerycznym śmiechem
Dziewczyna miała mokre, potargane włosy jej koszula od mundurka była mokra. Każda osoba która przechodziła się śmiała. Jaj wzrok zatrzymał się na czarnowłosym chłopaku
-z czego się śmiejesz?!- krzykneła
-gdybyś siebie widziała też byś się śmiała
-Ty debilu jak tak masz mnie zamiar traktować to z nami koniec!
-Dobra nie przesadzaj....
-Nie chce cię słuchać daj i spokój!
I wybiegła z płaczem w stronę pokoi. Sendie nadal się śmiała tak jak jej przyjaciółka.
-to nie śmieszne zerwała ze mną
-spokojnie nic nie będzie pomożemy ci ją odzyskać- Chris był jedynym z drużyny meskiej który uważał ze są naprawdę dobre był ich przyjacielem.
-dobra ide do szafki po książki
-Ej szkoda mi go-Powiedziała czarnowłosa
-Pomożemy mu, ja ide się przejść
-Ide z tobą.
Dziewczyny myślały że te lekcje będą trwały wieki. Ale po lekcjach miały mecz i były straszne szczęsliwe bo mogą po raz kolejny zmierzyć się z preston high school.
Więc po lekcjach poszły do pokoju po stroje i wybiegły na mecz. Na korytarzu wpadły na Fabiana i Natta.
-Sorka ale śpieszy nam się- Powiedziała Katie
-Gdzie?-zapytał Natt
-Na mecz.
-A w co gracie? - Spytał się Fabian
-W piłke nożną- powiedziała Sandie
-Wy gracie w piłke?!-Zapytał się Nathan
-tak atakujące-powiedziała czarnowłosa
-dobra chce to zobaczyć!-odpowiedział
poszli na boisko szkolne i udali się na mecz.
Usiedli na miejscach widowni wypatrując drużyny dziewcząt.
-Może zgłosimy się do drużyny męskiej?-spytał Natt.
-No mógłbym.Od kiedy ty masz taki zapał do gry w piłki nożnej? Myslałem że nudzą cię męczę.
-Dokopanie im będzie ciekawym doświadczeniem.
Nagle przez megafon słychać było odgłos sędziego który ogłaszał rozpoczęcie meczu.
-A o to drużyna Preston high school.Powitajmy dziewczęta wielkimi brawami!
Z szatni wyszła grupka dziewcząt w zielonych strojach.Dość śmiało zaczeły krzyczeć:
-Preston High School wygra! Rozgnieciemy Was!
-No dobrze-odezwał się ponownie sędzia-A teraz prosimy o wielkie oklaski dla gospodarzy.
Z widowni było słychać głośne brawa.A także hasła:
-Wygracie dziewczyny!To wasz mecz!
Drużyny stały na przeciw siebie i według starego zwyczaju szkoły zawodnik powinnien podać rękę zawodnikowi naprzeciw siebie.Po tej drobnej tradycji wszyscy ustawili się na pozycje.
-Rzut monetą roztrzygnie kto będzie zaczynał!-krzyknął sędzia.
-Słucham?!To my zaczynami!Jesteśmy gośćmi!-wrzeszczała blondynka z Preston high school.
-Zamknij się i zaczynajmy grać!-zdenerwowała się Sandie.
-To niesprawiedliwe!-dalej wydzierała się blondynka.
Kiedy napastniczka drużyny przeciwnej nadal bulwersowała się i wymachiwała rękoma w stronę czerwonowłosej Katie podeszła do sędziego,następnie do drugiej atakującej.Coś szepneła jej na ucho po czym staneła na środek i rzuciła monetą krzycząc:
-Gospodarze zaczynają!
Po krótkiej chwili piłka była w grze.Kibice szaleli,a dziewczęta walczyły o największą liczbę punktów.Fabian z widowni cały czas obserwował Sandie.
-Dobrze gra prawda?-Zagadał do Nathaniela.
-Nadal uważam że lepiej graliśmy.-po tym stwierdzeniu przeciwnicy strzelili gola gospodarzom-Jak gracie?!
Katie słysząc to spojrzała się w stronę Natta mierząc go zabójczym spojrzeniem.Jednak zignorowała dogryzkę.Gdy wreszcie dorawała się do piłki mając swoją upragnioną akcję znowu usłyszała uwagę ze strony blondyna:
-Boże!Jak ty grasz!?Dziewczyno!Kto cię wpuścił do drużyny?!
-Natt uspokój się-powiedział mu Fabian-Dobrze gra.Chyba zalazłeś jej za skórę.
-Czemu tak myślisz?
-Spójrz.
Katie cała zdenerwowana po nie udanej akcji podeszła do Sandie coś szpecząc jej do ucha. Znowu zaczeła się akcja. Sandie szybko zabrała piłkę przeciwniczce i podała do czarnowłosej.A ta szybko z całej siły strzeliła bramkę.Spojrzała szybko na Natta pokazując triumfalną minę.Po wygranym meczu Sandie i Katie udały się pod prysznic.
-I jak wrażenia?Udany mecz prawda?-spytała czerownowłosa przyjaciółke z drugiej kabiny prysznicowej.
-Gdyby nie było szkodnika na widowni by było o wiele lepiej.
-Nie przejmuj się nim.
Po długim prysznicu udały się do pokoju,gdzie była już Nathalia.
-Ymmm cześć Katie-zignorowała Sandie.
-Bry Nathalia.Czemu tylko mnie przywitałaś?-spojrzała z ukosa na blondynke.
-Bo tak mi się podoba-prychneła.
-Może trochę milej co?
-Katie nie wiedziałam że jesteś taka miła.
-To sarkazm?W porównaniu do ciebie nie zrywam z chłopakiem za zaśmianie się z zabawnego widoku.
Sandie patrzała się w tą sytuacje z zaciekawieniem.Wiedziała że Katie była miła,a czasem nawet za bardzo ale jeśli chodziło o dobro lub krzywdę innych to była na to bardzo wrażliwa.
-A co cię to obchodzi? Może na to właśnie czekałaś?
-Słucham? Na Chrisa?Żartujesz?
-Pewnie potajemnie ci się podoba.
-Jesteś żałosna.
Czarnowłosa wyszła z pokoju.Sandie podeszła do blondynki i szepneła:
-Teraz to dopiero zaczęłaś wojnę.
Nathalia zignorowała to i zabrała się za jedzenie kanapki.Czerwonowłosa w tym czasie poszła za przyjaciółką.
-Katie nie denerwuj się-uśmiechneła sie do niej Sandie-Jednak stwierdzenie głupia jak but obraża buta.Wiem że wyszłaś bo nie lubisz być niemiła.
Za chwile czerownowłosa poczuła jak ktoś czochra ją po jej włosach. Był to Christopher ,który szeroko się uśmiechając przywitał dziewczyny:
-Siemka Nathalia zmiękła?
-Jeszcze raz tkniesz moje włosy a ogolę cię na łyso-parskneóła Sandie układając swoje włosy.-Twoja była,bądź wybranka zdenerwowala naszą opanowaną Katie.
-Nathalia? Jak?-spojrzał na cicho idącą obok dziewczyne-Co ci powiedziała?
-Że się do ciebie dobieram-mrukneła cicho czarnowłosa.
-Nie przejmuj się.Ja tak nie uważam-zaśmiał się-A może?Podkochujesz się we mnie potajemnie? Przyznaj się!
-Nie!Idioto-zaczeła się śmiać i uderzyła go w ramie.Po czym zaczął ją łaskotać.Śmiech dziewczyny rozniósł się po okolicy,w tym samym momencie z budynku wyszła była dziewczyna chłopaka patrząc na to zdarzenie piorunującym spojrzeniem.Sandie widząc to uśmiechneła się i szybko wytkneła jej język.Chciała dokopać blondynce.
-Christopher!Przestań!-śmiała się dalej Katie.Chłopak wreszcie przestał,wyciągnął telefon i szybko zaczął ogarniać włosy,które były rozczochrane po ciężkiej "walce".
-Mam szlaban.Musze lecieć-pobiegł jak najszybciej,gdyż dobijała już dziewiętnasta.Gdy czerwonowłosa się odwróciła z zadowoloną miną w stronę miejsca gdzie stała blondynka już jej nie było.
Ale na jej miejscu widziała już dwóch wysokich chłopaków. Od razu rozpoznała w nich Fabian i Nathaniela,głownie Fabiana.Blondyn spojrzał w ich stronę po czym odszedł od przyjaciela.Brunet nieśmiało zaczął iść w stronę dziewczyn.
-Dobry mecz.Gratuluję-zaczął rozmowe.
-Dzięki.Eh niestety musze was opuścić-szybko powiedziała Katie-Przypomniałam sobie że pani Brown chciała bym jej pomogła przy...yyyy...rozstawianiu sprzętu muzycznego.Na razie!
Po chwili nie było widać już czarnowłosej.Jednak za rogiem zawróciła się i ciekawa jak potoczy się dalsza rozmowa przyjaciółki z nowym uczniem schowała się w krzakach.
-ładna pogoda co nie?-uśmiechnął się Fabian.
-Nawet dobra.Chociaż trochę jest zimno.-zapadła cisza.
-No dawaj Sandie.-szepneła ledwo słyszalnie w krzakach Katie z nadzieją ze jej przyjaciółka dopomoże chłopakowi w tej trudnej dla niego rozmowie.Domyślała się że Fabian ją lubi ale jest nieśmiały.Nagle poczuła że nie tylko ona siedzi w krzakach.Gdy już miała zobaczyć co z nią siedzi poczuła że coś ją łapie za rękę i zakrywa jej usta.
-Co ty tu robisz?-szepnął wściekły blondyn.Ugryzła go w rękę czując że się czerwieni-Auć.Jesteś nienormalna?
-I kto to mówi.Lepiej mi powiedz co ty tu wyprawiasz?
-Staram się zobaczyć jak idzie Fabianowi z Sandie.
-No to ja też po to tu przyszłam.
-Jak na razie im coś nie styka.I tak grasz jak pokręcona.
-Zamknij swój obrzydliwy pyszczek i daj się skupić na ich rozmowie.
-Chcesz im pomóc?
-Oczywiście.
-Mam plan.
-No mów.
-Jutro jest sobota prawda?
-Brawo wiesz kiedy jest sobota.
-Idźmy razem do kina.
-Fuuu...Nigdzie sie z tobą nie pokarzę.Chyba że na wystawie małp cyrkowych.
-Śmieszne Evans ale chodzi mi o to że wy macie niby wypad jako przyjaciółki a my mamy jako kumple.Ustalamy na które miejsca się ustawiamy,robimy wymówke np toaleta i zmywamy się do góry na wszelkie wolne miejsca tak żeby nas nie dojrzeli.
-Skąd to wziąłeś?Jesteś za głupi przecież żeby to wymysleć.Ale przyznam dobry plan.To o której?
-Jutro o 12:45 w kinie.
-Postaram się.
-Musisz to zrobić.Jasne?
-Nie będziesz mi mówił co mam robić Walker.
-Nie warcz bo pomyśle że masz pazurki.Taka dizewczyna jak ty powinna mruczeć.
-Ach tak?
-Tak.
Po tym słowie został wyrzucony z krzaków przed nogi Sandie i Fabiana.Odwrócił się widząc że w krzakach już nikogo nie ma.Obydowje patrzyli się na niego nie wiedząc jak zrozumieć zaistniałą sytuacje.
-Yyyy no bo ja coś tam zgubiłem.-tłumaczył się.-Nie ważne.
Szybkim krokiem udał się do budynku.
-To o czym rozmawialiśmy?-spytała Sandie.
-O tym że dobrze grasz.
-To może się przejdziemy?
-Mi się ten pomysł podoba.
Zaczeli krążyć wokół budynku cały czas rozmawiając o wszystim i o niczym.Sandie spojrzała się na godzinę w telefonie widząc dwudziestą pierwszą trzydzieści spojrzała się na niego i oznajmiła że musi szybko iść pod prysznic przed ciszą nocną.On ją szybko złapał za ramie mówiąc:
-Słuchaj może się wybierzemy któregoś razu znowu na spacer-zaczerwieniła się i spojrzała w jego brązowe oczy.Przyciągaly ją.Patrzyli się na siebie tak przez chwile.Chłopak spojrzał na jej ramie i uświadomił sobie że cały czas je trzyma.Zabral szybko rękę.Dziewczyna się zmieszała,nerwowo włożyła rekę we włosy i zaczeła się drapać po głowie nie wiedząc co powiedzieć.
-To może jutro wieczorem?-Przerwał cisze Fabian.
-Jeżeli Katie niczego nie wymyśli ok?
-Dobrze.To może odporowadzić cię pod pokój?-spytał nieśmiało.
-No fajnie by było.
Zaczeli zmierzać w stronę pokoju.
-Myślisz że przyjeli by mnie do męskiej drużyny piłkarskiej?
-Tak.To znaczy jesli dobrze grasz.
-Gram chyba dobrze.
-Możemy sie przekonać-uśmiechneła się do niego.
-Meczyk?
-Jak znajdziesz drużyne to oczywiście.A o co ?
-Dla każdego zawodnika się coś znajdzie.
-Dobrze.
Znaleźli się pod pokojem Sandie.Ze złością że to koniec przechadzki spojrzała na drzwi pokoju.
-To do jutra?
-No chyba tak.
-Dobranoc.
-Dobranoc-Patrzała jak odchodzi po czym weszła do pokoju.Zobaczyła już zanurzoną w śnie Katie.Nathalia robiła coś przy lustrze. Nie odzywając się wzieła rzeczy i poszła pod prycznic.Gdy zaczeła się lać woda usłyszała ciche stapanie mokrych stóp po kafelkach.Zakręciła wode,dziwiąc się kto może być o tej godzinie w łazience:
-Ktoś tu jest?
Nikt się jednak nie odezwał.Stwierdziła że się przesłyszała i znowu odkeciła wodę.Po chwili jednak usłyszała szept:
-Sandie.-Nie znała tego głosu.Znieruchomiała.Obwineła się ręcznikiem szybko wychodząc z kabiny:
-Kto tu jest?!
Nadal nikt się nie odzywał.Ubrała się szybko i poszła popłozyć się myśląc że się przesłyszała przez brak snu.Zasneła. Śniło jej sie że idzie korytarzem,zobaczyła rozwidlenie dróg.Rozpoznała w drzwiach między rozwidleniem piwnice szkolną,która była w tym momencie pralnią.Drzwi delikatnie sie uchyliły.
-Kto tam jest?-spytała ale nie usłyszała odpowiedzi.Ciekawa kto moze jej robić takie kawały weszła tam.Zapaliła światło,i zeszła po szkrypiących schodach.Rozejrzała się lecz nikogo nie zobaczyła.Dostrzegła tylko wielkie lustro,które według pani od histori stało tu od setek lat.Nagle usłyszała szelest.
-Sandie-ktoś szeptał tuż koło niej.Odwróciła się by zobaczyć kto.
-To nie jest śmieszne!Kto tu jest?-zaczeła krzyczeć.
-Sandie-usłyszala szept tuż przy uchu.Znieruchomiała wolno odwracając głowę w stronę lustra.Dalej widziała tylko ciemność.
Katie obudziła się slysząc przeraźliwy krzyk.Spojrzała na zegarek.Wybiła akurat druga piędziesiąt.Spojrzała czy Sandie się też obudziła,leczo dziwo nie było jej w łóżku.
-Nie wróciła?-szepneła.Spojrzała do kosza z brudnymi ubraniami widząc że musiała być jeśli jej bluzka którą miała na spacerze tam leży.Odczekała dziesięć minut mysląc że czerwonowłosa poszła do ubikacji.Gdy jednak jej nie zastała bez wachania wyszła z pokoju szukając przyjaciółki.
-Sandie-mówiła co kilka minut na korytarzu myśląc że może ją usłyszy.Doszła na najniższe pietro.Widząc zapalone światło przez uchylone drzwi piwnicy zeszła na dół.
-Mrozi krew w żyłach-pomyślała.
Jej oczom ukazała się leżąca postać na ziemi,którą była Sandie.Podbiegła do niej i zaczeła ją szturchać.
-Sandie co ty tu robisz? obudź się!-Gdy zobaczyła że nic to nie dało szybko sprawdziła czy bije jej serce.Biło normalnie.Katie szybko pobiegła na góre szukając jakiejkolwiek pomocy.Wbiegła na kogoś przewracając się przy tym.Byl to Fabian.
-Fabian!Ona zemdlała!Pomóz mi!-ciągneła za rekę w stronę piwnicy zaspanego chłopaka.
-Kto?
-Sandie.
Chłopak szybko pobiegł tam i zaczął ją budzić.Gdy okazało się że to nic nie daje kazał Katie iść po pielęgniarke.Starsza kobieta w mgnieniu oka przyszła.Kazała brunetowi zanieść poszkodowaną do gabinetu.A gdy to zrobił rozkazała im pójść spać.Po drodzę do pokoju spytał się:
-Jak ją znalazłaś?
-Usłyszałam krzyk.
-Martwię się o nią
-Ja też.Mam nadzieje że tylko zemdlała.
Juz od szóstej czarnowłosa czuwała nad Sandie.Zmieniała jej mokra szmatkę na czole co piętnaście minut gdyż okazało się że wraz z zemdleniem złapała ją wysoka gorączka.
-Jak pani mysli co jej jest?-zmartwiła się Katie.
-Zemdlała bo pewnie jest chora.
-Nie czuła się wczoraj chora.
-W nocy najprawdopodobniej lunatykowała.Możliwe że choroba dopiero objawiła się w nocy.Wychodzę,poradzisz sobie z nią?
-Tak.
Katie nadal czuwając nad przyjaciółką ujrzała że otwierają jej się oczy.Zaspana podniosła się na łokciach i patrząc na przyjaciółkę powiedziała:
-Miałam paskudny sen-dopiero po tych słowach ujrzała gdzie jest-Gdzie ja jestem?
-U pielęgniarki.
-Czemu?
-Zemdlałaś wczoraj.
-Co? Ale czekaj opowiem ci ten sen zanim go zapomnę.Śniło mi się że ktoś był w piwnicy.Poszłam to sprawdzić.Coś mnie wołało ale nic nie mogłam ujrzeć.Tam nikogo nie było! Wymawiało tylko moje imię.
-Sandie.Dlatego znaleźliśmy cię w piwnicy?
-Słucham?!Jak to w piwnicy?
-Znalazłam cię nieprzytomną w pralni.
-To niemożliwe.To był sen.
-Leż tutaj mam bilety na 12:45 do kina.Idziesz czy czujesz się za słabo?
-Żartujesz?Oczywiście że idę.To mam jeszcze 5 godzin?Ogarnę się chociaż.
-Poleż jeszczę.
-Oczywiście-uśmiechneła się łozbuzersko.Czarnowłosa wyszła do pokoju żeby się szykować na wyjście do kina.Nadeszła godzina 12:30.Dziewczyny już były w kinie.
-Katie czy to nie Natt i Fabian?-spytała Sandie.
-O niee!-udawała czarnowłosa-tylko nie oni.
Weszły na sale zajmując miejsca.Za chwile Fabian jak i Natt zajeli miejsce obok nich.
-Macie tutaj miejsca? Co za zbieg okoliczności.-zastanowiła się Sandie.
Mineło dziesięć minut filmu po czym czerwonowłosa szepneła do Katie:
-To jakieś romansidło!
-Tak wiem-uśmiechneła się czarnowłosa-Chyba musze do toalety.
Wstała z miejsca i widząc że przyjaciółka nie patrzy udała się na rzędy ustawione wyżej tam usiadła i oglądała film.Około dziesięciu minut później Nathaniel szpenał Fabianowi że musi iść po popcorn.
-PRzecież nie chciałeś popcornu.-szepnął brunet.
-Nabrałem ochoty-Widząc że kumpel też nie patrzył na niego udał się w stronę Katie.
-Zostawmy ich samych.
-No dobra.Nie zorientują się że tu jesteśmy?
-Nie.
Po czterdziestu pięciu minutach filmu mozna było zauważyć że Sandie i Fabian śmieją się do siebie.Widząc to Natt zrobił zadowloną minę.
-Jakie ty nudne filmy wybierasz.-ziewnął.
-Ty ogółem jesteś nudny.
-Tak jak całe twoje życie.
-Nic o nim nie wiesz.
-I nie zamierzam wiedzieć.Wystarczy mi patrzeć jak biega lamaga na boisku.
-Ty idioto!-krzykneła na całą salę unosząc pięść Katie.Wszyscy zwrócili się w stronę dobiegającego krzyku.-Yyy chodziło mi że bardzo kochany idioto.Przepraszam.
Sandie spojrzała się i wysłała jej smsa ,,Czemu nie siedzisz tutaj? Jakieś problemy w łazience? ; )" Czarnowłosa szybko poszła na sowje miejsce obok przyjaciółki tłumacząć że była długa kolejka.Tak samo wykrecił się NAthaniel wracając z górnego rzędu.
Po kinie dziewczyny siedziały w pokoju i rozmawiały.
-wiec w poniedziałek po lekcjach są eliminacje do drużyny-Powiedziała Sandie
-ciekawe kto przyjdzie- odparła Katie
-pewnie połowa dziewczyn nie umie grać w piłke
-napewno ktoś się znajdzie
-oby- powiedziała czarwonowłosa
włąśnie zadzwonił telefon brązowookiej gdy go wzieła do ręki zobaczyła sms'a od Fabiana
-idziesz na spacer :)?
Jak tylko go przeczytała zalała ja fala ciepła, uśmiechneła się pod nosem i zapytała się przyjaciółki
-robimy coś czy...
-wiesz ja się chyba położę
-ok to ja pójdę na spacer
-ok
więc szybko odpisała na sms'a i napisała:
-ok za 10 min przed szkołą?
-jasne odpisał jej
Katie domyśliła się po co Sadnie idzie na spacer więc po jej wyjściu poszła za nią
zchowała się się za drzewem w parku koło ławki na której usiedli
-jak się czujesz?- Zapytał zmartwiony chłopak
-dobrze- uśmiechnęła się
-to.. Jaki jest twój ulubiony zespół ?
-no mam taki jedena ale nie jest znany Rise Against
-o znam ich najlepsza piosenka to...
-Make it stop-powiedzieli równocześnie uśmiechając się zarazem na taką zgodność
-Świetnie mi się z tobą rozmawia- powiedział Fabian
-Dziękuje mi z tobą też- uśmiechneła się
-a jeszcze miałem ci powiedzieć że jutro gramy ten macz zobaczysz czy się nadaje.
- dobra potem ustalimy składy.
-ok idziemy się przejść a potem odprowadzę cię do pokoju bo późno się robi

wstali i poszli katie poszła do pokoju a oni spacerowali aż do ciszy nocnej on odprowadził ją do pokoju i poszli spać.
Proszę o komentarze. z góry sorka za błędy
                   Kaktus i Marakuja