6 Października
Dziś w nocy po raz kolejny miałam koszmary. Ciesze się, że powiedziałyśmy sobie wszystko z Katie. Ranek miną zwyczajnie: prysznic, śniadanie i lekcje. Lekcję były nudne, ale historia była ciekawa. Szczególnie, że był mój ulubiony temat mitologia! Na tej lekcji byłam bardzo aktywna. Zgłosiłam się do zrobienia dodatkowej pracy. Fabian zapytał się czy może zrobić ja ze mną. Zgodziłam się. No więc po lekcjach umówiłam się z nim na spacer, a następnie odrobimy prace domową u mnie. Lekcje się skończyły i poszłam do pokoju się przebrać.
-Wychodzisz gdzieś dzisiaj?-zapytałam Katie
-Nie, zostanę w pokoju.-odpowiedziała
-ok-to ja lecę.
Przed lustrem spojrzałam jak wyglądam. Czarne trampki, szare rurki, koszulka Rise Against i na to czerwona koszula w kratkę. Wyszłam z pokoju i poszłam w stronę pokoju Fabiana. Spotkaliśmy się w połowie drogi.
-To idziemy?-zapytał
-tak-oznajmiłam.
O dziwo od razu złapał mnie za rękę. I poszliśmy na spacer. Było niesamowicie! Ale jak wracaliśmy spotkaliśmy Katie i Chrisa! Gdy ją zobaczyłam od razu puściłam rękę Fabiana Dziwne ostatnio spędzają ze sobą dużo czasu. Ale to nie moja sprawa. Po spacerze poszliśmy z Fabianem do mnie.
Pracowało mi się z nim naprawdę dobrze. Opisaliśmy wszystkich Greckich bogów i kilka mitów.
Po jakim czasie Katie wraz z Chrisem weszli do pokoju. Katie mina mnie rozwaliła.
-To ty tutaj jesteście?
-Tak robimy prace z historii.-powiedziałam z uśmiechem
-Aha- powiedziała
-Ale jak chcesz to możemy sobie iść- powiedziałam
-Nie! Zostańcie jak chcecie.-powiedziała pośpiesznie.
Gadałam sobie z Fabianem ,następnie przyłączyliśmy się do Katie i jej towarzysza. Gadaliśmy aż do wieczora. Było naprawdę spoko nawet z Chrisem się dogadywałam. Gadaliśmy na różne tematy mieliśmy świetne humory do puki nie przyszła Nathalia. Spojrzała na nas zaczęła krzyczeć i wyszła z pokoju. Gdy dobijała godzina 21 a chłopacy sobie poszli to porozmawiałyśmy z Katie o tych dziwnych rzeczach:
-Może pójdziemy dzisiaj do pralni o północy?
-Dlaczego akurat o północy?
-Dla efektu- zaśmiałam się.
-aha- powiedziała z szerokim uśmiechem
-a może obejrzymy sobie jakiś horror?
-ok. jaki?-zapytała
-Piłę ostatnią cześć?
-może być.
Zaczęłyśmy oglądać nie było to oczywiście straszne, ale ohydne. Następnie przebrałyśmy się w piżamy. Czekałyśmy aż Nathalia zaśnie i udałyśmy się do pralni. Było mrocznie i dziwnie. Ale jak na razie się nie bałam. Zaczęłyśmy szukać. Po pewnym czasie znalazłam stos gazet.
-Katie bierzemy to nie?
-Tak poszukajmy jeszcze czegoś.
Ale usłyszałam te krzyki.
-Katie chodź już proszę.
-Co się stało?
-Te krzyki są nie do zniesienia.
Katie wzięła gazety i wybiegłyśmy.
Schowałyśmy gazety do szafy i powiedziałam ze przeczytamy je jutro po lekcjach.
Zgodziła się i poszłyśmy spać.
Marakuja
sobota, 28 września 2013
poniedziałek, 23 września 2013
4 Październik Pamiętnik Katie.
4 Października.Pamiętnik Katie.
Wstałam dziś o siódmej.Za późno by zjeść śniadanie.Spojrzałam za okno i ujrzałam szare chmury,deszcz,ogólnie paskudną pogodę.Ubrałam się w mundurek i poszłam do szkoły.Sandie siedziała już w ławce z Fabianem.Uśmiechnęła się do mnie i pokazała ręką żebym podeszła.
-Przepraszam.Nie mogłam cię dobudzić.Masz.-podała mi coś zawiniętego w papier.Spojrzałam na nią pytająco.Ona się zaśmiała na widok mojej miny i powiedziała że to tylko bułka.Byłam jej bardzo wdzięczna.Pomyślałam że jak Sandie siedzi z Fabianem,to ja nie mam gdzie się podziać.Rozejrzałam się po klasie i ujrzałam samotnego Chrisa.Uśmiechnełam się i przysiadłam obok niego.
-Cześć-pomachałam mu ręką przed twarzą.Nawet mnie nie zauważył!
-O hej-ocknął się.
-Co taki zamyślony?-spytałam ciekawa.
-A tak jakoś.
A więc tajemnica?Ciekawe.Nadal nie wiem o co wtedy chodziło.Kiedy chciałam się dopytać weszła nauczycielka.Cały czas gadałam z Chrisem.Był on drugą osobą z którą tak swobodnie rozmawiałam.Po lekcjach umówiliśmy się na spacer godzinę po obiedzie.Weszłam do pokoju cała szczęśliwa.Jakie było moje zdziwienie jak zobaczyłam w nim Gabrielle.
-Co ty tu robisz?-Już na sam jej widok dostawałam białej gorączki.Spojrzałam na jej ręce,trzymała w nich mój wisiorek.Tak.Ponownie chciały mi go zabrać.
-Nic-schowała ręce do tyłu.Myśli że jestem debilką?
-Oddaj mi go-rozkazałam.Czułam że coraz bardziej się wściekam.Podeszłam o krok,ona się cofnęła i uderzyła delikatnie o kąt biurka.
-Ale o co ci chodzi?-spytała niewinnie.
-O mój wisiorek.-powiedziałam przez zęby.Gdyby nie to że dostałabym się do więzienia,ona by już nie żyła.
-Nie mam go.Zwariowałaś?-I właśnie w tym momencie nie wytrzymałam.Czułam że gniew się poszerza,a mój umysł krzyczy ,,Zabij ją".Podeszłam do niej szybkim krokiem i szarpnęłam za jej koszulkę.
-Oddasz?-spytałam wściekła.Ona jednak był twarda.Przycisnęłam ją do konta biurka.Syknęła z bólu.
-To jak?
Wyciągnęła rękę,a ja złapałam swoją zgubę.
-Wynoś się-powiedziałam,a ona szybko wybiegła z pokoju.Spojrzałam na wisiorek.Jest srebrny z serduszkiem.Mama zawsze mówiła że to będzie przypominało że ona jest i będzie ze mną zawsze.Ścisnęłam go mocno i postanowiłam chować go na własnej szyi..Bardzo ładnie się prezentował.Kiedyś śmiałam się że jest za duży.Usłyszałam dźwięk klamki.
-Co się tu stało?Gabriella płacze-To była Sandie.A ja o dziwo byłam dumna z tego co zrobiłam.Pochwaliłam się jej,a ona jak zwykle mi pogratulowała.Śmiałyśmy się i gadałyśmy około godzinkę.Po obiedzie poszłam pod prysznic.Chciałam prezentować się dobrze przed Chrisem.Nie wiem dlaczego ale miałam takie pragnienie.
-Dla kogo się tak stroisz?-spytała Sandie.A jednak zauważyła!
-Dla nikogo-skłamałam.
-A z kim wychodzisz?-Czułam że coraz bardziej zaczynam się gubić.Skłamać czy nie ?Pytałam samą siebie.A dobra...Powiem prawdę.Pomyślałam.
-Z Chrisem.
-Uuuuu-zaczeła się śmiać Sandie.Nagle do pokoju weszła Nathalia,a ja poczułam że robi mi się gorąco.-Ty wiesz z kim Katie wychodzi?
Blondynka spojrzała się na mnie jak na debila.Po chwili wyprostowała głowę i spytała:
-No z kim?-Oby jej ta głowa się przekrzywiła bardziej.
-Z Chrisem-Zaśmiała się Sandie i o mały włos nie zleciała z krzesła.Nathalia spojrzała się na mnie z nienawiścią.
-Wiesz co ci grozi?-spytała.A ja prychnęłam.No zabawna była,na pewno bardziej od małpy w cyrku.
-Co niby?Zostanie plastikiem?Oblanie olejkami?-powiedziałam z pogardą.
Ona wymamrotała coś pod nosem i usiadła do książek.Przebrałam się prędko w czarną bluzkę z dekoltem,czarne rurki i trampki.Narzuciłam jeszcze czarną skórę,a włosy rozpuściłam.Rozmawialiśmy z Chrisem ponad godzinę!Nie wierzyłam że mamy tyle wspólnego.
-Masz włosy jak Shakira...-zaśmiał się.Ja wtedy wybuchłam śmiechem także.
-Ale czarne!-poprawił się.
Do wieczora miałam wspaniały dzień.Kiedy wracaliśmy (bo oczywiście dostałam szlaban) spotkaliśmy Nathaniela i Gabrielle.
-Szmata-szepnęła jak nas omijała.Stanęłam.Nie wiedziałam czy dać jej w twarz czy ominąć i zignorować.Podejmowałam właśnie decyzje dnia.Odwróciłam się i powiedziałam tylko:
-Jedyną szmatą jaką znam jesteś ty.
-Nie mów tak do niej-warknął Natt.Właśnie teraz żałowałam że jej nie uderzyłam.
-Bo co?-warknęłam buntowniczo.Nie będzie mi mówił co mam robić!
-Bo pożałujesz Evans.
Zaczynał mnie denerwować.Zaczęłam się trząść od złości.
-Nie będziesz mi groził.
On podszedł i złapał mnie za nadgarstek.Zaczeło mnie boleć, więc jęknęłam cicho.Nagle stało się coś niespodziewanego.Nathaniel leżał na ziemi z krwawiącym nosem.Spojrzałam co go tak uderzyło i ujrzałam wściekłego Chrisa.
-Zdrajca-powiedziała Gabriella schylając się do Natta.
-Zamknij się!-krzyknął Christopher.Nie widziałam go tak wściekłego.Może dlatego że nie dawno zaczęliśmy gadać.Nie mogłam myśleć racjonalnie.Kiedy ocknęłam się,chłopacy bili się na ziemi.Gabriella krzyczała jak szalona żeby przestali.Oni jednak okładali się pięściami.
-Przestać!-krzyknęłam najgłośniej jak mogłam.Miałam już dosyć całej tej sytuacji.Obydwoje chłopaków spojrzeli się na mnie zdziwieni.-Chris nie warto tracić czasu na tego śmiecia.
Christopher grzecznie wstał i się posłuchał.Ostatni raz spojrzałam na obolałego Nathaniela, który nadal nie mógł się podnieść.Ucieszyłam się,ma za swoje.Zaproponowałam Chrisowi że pomogę mu w ogarnięciu się po tej małej bójce,on jednak był nie ugięty i nie chciał pomocy.Przed piwnicą stanęliśmy i nie wiedzieliśmy co powiedzieć.Byłam mu bardzo wdzięczna,ale nie wiedziałam jak to okazać.
-Bardzo ci dziękuję-powiedziałam po dłuższej chwili.On spojrzał mi prosto w oczy.Zrobiło mi się gorąco.(który to już raz w ten dzień?)
-Nie ma sprawy.Zawsze możesz na mnie liczyć.-Po tych słowach moje serce napełniło szczęście.Złapał jeden kosmyk moich włosów i owinął sobie wokół palca.
-Czemu wcześniej cię nie poznałem?-spytał smutny.Też zaczęło dręczyć mnie to pytanie.
-Może nie było nam przeznaczone się spotkać wcześniej i porozmawiać?-powiedziałam tak jak myślałam.-Jest późno.Przepraszam.
Było mi głupio że go zostawiam w takim momencie.
-Rozumiem-Jego uśmiech zwalił mnie z nóg.Nadal bawił się moimi włosami.Pocałował mnie w czoło i szepnął:
-Dobranoc Katie.
Moje serce biło bardzo szybko,a twarz z pewnością poczerwieniała.Zeszłam do piwnicy z milionem,a nawet miliardem pytań!Zaczęłam w niej sprzątać.Kiedy już się ogarnęłam przypomniałam sobie że miałam czegoś szukać.Miałam na to 15 minut.(Dobry czas no nie?) Stwierdziłam ze zrobię to kiedy indziej.Nagle coś przebiegło koło mojej latarki.
-Kto tu jest?-spytałam.Nie ukrywam że miałam nadzieje że to Nathaniel.Jednak to było coś innego.Latarka zaczęła mrugać,a ja bać.Nagle światło zaczęło się obracać o 180 stopni!Moja latarka się sama ruszała!Podeszłam szybko i ją zatrzymałam.Był to następny błąd.Była tam ta sama zmora co wcześniej.Ułamek sekundy i nic nie widziałam.Po omacku próbowałam znaleźć latarkę ale na marne.Zaczęłam płakać.Po jakimś czasie (wydaje mi się że długim) ktoś wszedł.
-Halo!Pomocy!-krzyknęłam przez łzy.
-Katie?-usłyszałam.Sandie!Nareszcie!-pomyślałam.-Katie co się stało?
-Zapal światło nic nie widzę...
-Świecę ci prosto na twarz latarką.
Wtedy ogarnęło mnie zdziwienie.
-Katie jesteś ślepa?!
Ciemność nadal mnie ogarniała,nic nie mogłam na to poradzić.Sandie zaprowadziła mnie do pokoju.Powoli zaczynałam coś widzieć.
-Co się stało?-spytała groźnie.Wszystko jej opowiedziałam.Zaczeło się robić niebezpiecznie.Sandie opowiedziała mi o swoich przeżyciach.Postanowiłyśmy coś z tym zrobić i to szybko!Idę spać.Nareszcie mogę coś widzieć ale jestem zbyt zmęczona,żeby porysować czy pisać.Dobranoc
,,It´s scratchin on the walls
In the closet in the halls
It comes awake and I can´t control that
Hidin' under the bed
In my body in my head
Why won´t somebody come and save me from this
Make it end"
Kaktus
Wstałam dziś o siódmej.Za późno by zjeść śniadanie.Spojrzałam za okno i ujrzałam szare chmury,deszcz,ogólnie paskudną pogodę.Ubrałam się w mundurek i poszłam do szkoły.Sandie siedziała już w ławce z Fabianem.Uśmiechnęła się do mnie i pokazała ręką żebym podeszła.
-Przepraszam.Nie mogłam cię dobudzić.Masz.-podała mi coś zawiniętego w papier.Spojrzałam na nią pytająco.Ona się zaśmiała na widok mojej miny i powiedziała że to tylko bułka.Byłam jej bardzo wdzięczna.Pomyślałam że jak Sandie siedzi z Fabianem,to ja nie mam gdzie się podziać.Rozejrzałam się po klasie i ujrzałam samotnego Chrisa.Uśmiechnełam się i przysiadłam obok niego.
-Cześć-pomachałam mu ręką przed twarzą.Nawet mnie nie zauważył!
-O hej-ocknął się.
-Co taki zamyślony?-spytałam ciekawa.
-A tak jakoś.
A więc tajemnica?Ciekawe.Nadal nie wiem o co wtedy chodziło.Kiedy chciałam się dopytać weszła nauczycielka.Cały czas gadałam z Chrisem.Był on drugą osobą z którą tak swobodnie rozmawiałam.Po lekcjach umówiliśmy się na spacer godzinę po obiedzie.Weszłam do pokoju cała szczęśliwa.Jakie było moje zdziwienie jak zobaczyłam w nim Gabrielle.
-Co ty tu robisz?-Już na sam jej widok dostawałam białej gorączki.Spojrzałam na jej ręce,trzymała w nich mój wisiorek.Tak.Ponownie chciały mi go zabrać.
-Nic-schowała ręce do tyłu.Myśli że jestem debilką?
-Oddaj mi go-rozkazałam.Czułam że coraz bardziej się wściekam.Podeszłam o krok,ona się cofnęła i uderzyła delikatnie o kąt biurka.
-Ale o co ci chodzi?-spytała niewinnie.
-O mój wisiorek.-powiedziałam przez zęby.Gdyby nie to że dostałabym się do więzienia,ona by już nie żyła.
-Nie mam go.Zwariowałaś?-I właśnie w tym momencie nie wytrzymałam.Czułam że gniew się poszerza,a mój umysł krzyczy ,,Zabij ją".Podeszłam do niej szybkim krokiem i szarpnęłam za jej koszulkę.
-Oddasz?-spytałam wściekła.Ona jednak był twarda.Przycisnęłam ją do konta biurka.Syknęła z bólu.
-To jak?
Wyciągnęła rękę,a ja złapałam swoją zgubę.
-Wynoś się-powiedziałam,a ona szybko wybiegła z pokoju.Spojrzałam na wisiorek.Jest srebrny z serduszkiem.Mama zawsze mówiła że to będzie przypominało że ona jest i będzie ze mną zawsze.Ścisnęłam go mocno i postanowiłam chować go na własnej szyi..Bardzo ładnie się prezentował.Kiedyś śmiałam się że jest za duży.Usłyszałam dźwięk klamki.
-Co się tu stało?Gabriella płacze-To była Sandie.A ja o dziwo byłam dumna z tego co zrobiłam.Pochwaliłam się jej,a ona jak zwykle mi pogratulowała.Śmiałyśmy się i gadałyśmy około godzinkę.Po obiedzie poszłam pod prysznic.Chciałam prezentować się dobrze przed Chrisem.Nie wiem dlaczego ale miałam takie pragnienie.
-Dla kogo się tak stroisz?-spytała Sandie.A jednak zauważyła!
-Dla nikogo-skłamałam.
-A z kim wychodzisz?-Czułam że coraz bardziej zaczynam się gubić.Skłamać czy nie ?Pytałam samą siebie.A dobra...Powiem prawdę.Pomyślałam.
-Z Chrisem.
-Uuuuu-zaczeła się śmiać Sandie.Nagle do pokoju weszła Nathalia,a ja poczułam że robi mi się gorąco.-Ty wiesz z kim Katie wychodzi?
Blondynka spojrzała się na mnie jak na debila.Po chwili wyprostowała głowę i spytała:
-No z kim?-Oby jej ta głowa się przekrzywiła bardziej.
-Z Chrisem-Zaśmiała się Sandie i o mały włos nie zleciała z krzesła.Nathalia spojrzała się na mnie z nienawiścią.
-Wiesz co ci grozi?-spytała.A ja prychnęłam.No zabawna była,na pewno bardziej od małpy w cyrku.
-Co niby?Zostanie plastikiem?Oblanie olejkami?-powiedziałam z pogardą.
Ona wymamrotała coś pod nosem i usiadła do książek.Przebrałam się prędko w czarną bluzkę z dekoltem,czarne rurki i trampki.Narzuciłam jeszcze czarną skórę,a włosy rozpuściłam.Rozmawialiśmy z Chrisem ponad godzinę!Nie wierzyłam że mamy tyle wspólnego.
-Masz włosy jak Shakira...-zaśmiał się.Ja wtedy wybuchłam śmiechem także.
-Ale czarne!-poprawił się.
Do wieczora miałam wspaniały dzień.Kiedy wracaliśmy (bo oczywiście dostałam szlaban) spotkaliśmy Nathaniela i Gabrielle.
-Szmata-szepnęła jak nas omijała.Stanęłam.Nie wiedziałam czy dać jej w twarz czy ominąć i zignorować.Podejmowałam właśnie decyzje dnia.Odwróciłam się i powiedziałam tylko:
-Jedyną szmatą jaką znam jesteś ty.
-Nie mów tak do niej-warknął Natt.Właśnie teraz żałowałam że jej nie uderzyłam.
-Bo co?-warknęłam buntowniczo.Nie będzie mi mówił co mam robić!
-Bo pożałujesz Evans.
Zaczynał mnie denerwować.Zaczęłam się trząść od złości.
-Nie będziesz mi groził.
On podszedł i złapał mnie za nadgarstek.Zaczeło mnie boleć, więc jęknęłam cicho.Nagle stało się coś niespodziewanego.Nathaniel leżał na ziemi z krwawiącym nosem.Spojrzałam co go tak uderzyło i ujrzałam wściekłego Chrisa.
-Zdrajca-powiedziała Gabriella schylając się do Natta.
-Zamknij się!-krzyknął Christopher.Nie widziałam go tak wściekłego.Może dlatego że nie dawno zaczęliśmy gadać.Nie mogłam myśleć racjonalnie.Kiedy ocknęłam się,chłopacy bili się na ziemi.Gabriella krzyczała jak szalona żeby przestali.Oni jednak okładali się pięściami.
-Przestać!-krzyknęłam najgłośniej jak mogłam.Miałam już dosyć całej tej sytuacji.Obydwoje chłopaków spojrzeli się na mnie zdziwieni.-Chris nie warto tracić czasu na tego śmiecia.
Christopher grzecznie wstał i się posłuchał.Ostatni raz spojrzałam na obolałego Nathaniela, który nadal nie mógł się podnieść.Ucieszyłam się,ma za swoje.Zaproponowałam Chrisowi że pomogę mu w ogarnięciu się po tej małej bójce,on jednak był nie ugięty i nie chciał pomocy.Przed piwnicą stanęliśmy i nie wiedzieliśmy co powiedzieć.Byłam mu bardzo wdzięczna,ale nie wiedziałam jak to okazać.
-Bardzo ci dziękuję-powiedziałam po dłuższej chwili.On spojrzał mi prosto w oczy.Zrobiło mi się gorąco.(który to już raz w ten dzień?)
-Nie ma sprawy.Zawsze możesz na mnie liczyć.-Po tych słowach moje serce napełniło szczęście.Złapał jeden kosmyk moich włosów i owinął sobie wokół palca.
-Czemu wcześniej cię nie poznałem?-spytał smutny.Też zaczęło dręczyć mnie to pytanie.
-Może nie było nam przeznaczone się spotkać wcześniej i porozmawiać?-powiedziałam tak jak myślałam.-Jest późno.Przepraszam.
Było mi głupio że go zostawiam w takim momencie.
-Rozumiem-Jego uśmiech zwalił mnie z nóg.Nadal bawił się moimi włosami.Pocałował mnie w czoło i szepnął:
-Dobranoc Katie.
Moje serce biło bardzo szybko,a twarz z pewnością poczerwieniała.Zeszłam do piwnicy z milionem,a nawet miliardem pytań!Zaczęłam w niej sprzątać.Kiedy już się ogarnęłam przypomniałam sobie że miałam czegoś szukać.Miałam na to 15 minut.(Dobry czas no nie?) Stwierdziłam ze zrobię to kiedy indziej.Nagle coś przebiegło koło mojej latarki.
-Kto tu jest?-spytałam.Nie ukrywam że miałam nadzieje że to Nathaniel.Jednak to było coś innego.Latarka zaczęła mrugać,a ja bać.Nagle światło zaczęło się obracać o 180 stopni!Moja latarka się sama ruszała!Podeszłam szybko i ją zatrzymałam.Był to następny błąd.Była tam ta sama zmora co wcześniej.Ułamek sekundy i nic nie widziałam.Po omacku próbowałam znaleźć latarkę ale na marne.Zaczęłam płakać.Po jakimś czasie (wydaje mi się że długim) ktoś wszedł.
-Halo!Pomocy!-krzyknęłam przez łzy.
-Katie?-usłyszałam.Sandie!Nareszcie!-pomyślałam.-Katie co się stało?
-Zapal światło nic nie widzę...
-Świecę ci prosto na twarz latarką.
Wtedy ogarnęło mnie zdziwienie.
-Katie jesteś ślepa?!
Ciemność nadal mnie ogarniała,nic nie mogłam na to poradzić.Sandie zaprowadziła mnie do pokoju.Powoli zaczynałam coś widzieć.
-Co się stało?-spytała groźnie.Wszystko jej opowiedziałam.Zaczeło się robić niebezpiecznie.Sandie opowiedziała mi o swoich przeżyciach.Postanowiłyśmy coś z tym zrobić i to szybko!Idę spać.Nareszcie mogę coś widzieć ale jestem zbyt zmęczona,żeby porysować czy pisać.Dobranoc
,,It´s scratchin on the walls
In the closet in the halls
It comes awake and I can´t control that
Hidin' under the bed
In my body in my head
Why won´t somebody come and save me from this
Make it end"
Kaktus
3 Październik Pamiętnik Sandie
3 Październik pamiętnik Sandie.
Krzyki, nie dręczą mnie już od kilku dni. Może tak naprawdę mi się zdawało? Nie wiem. Dziś jest poniedziałek, nienawidzę poniedziałków. Za 2 tygodnie mamy dni otwarte dla rodziców. Zadzwoniłam do taty i powiadomiłam go o tym ale wątpię żeby przyjechał. Ranek jak ranek, każdego ranka robię to samo. Lekcje były nudne. Przez prawie cały czas gadałam z Katie.
Opowiadałam jej też o mnie i Fabianie ale ominęłam fakt naszych pocałunków. Same nie wiem na czym stoimy ale to się okażę. Po lekcjach poszłam do Fabiana. Siedzieliśmy na jego łóżku i rozmawialiśmy.
-Słuchaj może spotkalibyśmy się jutro po lekcjach ?Chce ci coś pokazać.-powiedział
-Ok-powiedziałam z uśmiechem .
Siedzieliśmy tak jeszcze godzinę ,aż do momentu gdy przyszedł Nathaniel ze swoim plastikiem.
-Muszę iść- powiedziałam cicho.
-Ok chodź, odprowadzę cię.
Wyszliśmy i od razu zaczęłam rozmowę:
-Przepraszam lubię spędzać z tobą czas ,ale nie zniosę jej towarzystwa.
-Tez lubię spędzać z tobą czas-powiedział i otarł palcami moja dłoń ,a ja złapałam go za rękę.
Doszliśmy do pokoju.
-Napisze do ciebie wieczorem. Przejdziemy się na spacer.-powiedział-Oczywiście ja będziesz miała ochotę.-dodał szybko
-To czekam na wiadomość-powiedziałam
On przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
-To do zobaczenia-szepnął mi do ucha.
Oderwałam się od niego i poszłam do pokoju. Gdy weszłam zobaczyłam Katie ,która uczyła się z Chrisem. Nie lubię go.
-Co wy robicie?- spytałam zamykając drzwi.
-Myy noo...-wymamrotał ten burak.
-Nathalia na chwile wyszła ,a ja pomagam mu w Francuskim..-Świetnie kłamała. Byłam z niej naprawdę dumna.
W tym momencie wbiegła Nathalia ,gdy zobaczyła ich razem wybuchła.
-Ty dziwko mówiłam żebyś trzymała się z dala od niego.
-Ej.. bez takich Nathalia ona tylko pomaga mi w lekcjach.
-tak jasne! Myślisz ze jestem głupia!?- spojrzała na stolik nocny Katie i wzięła z niego łańcuszek
-odwal się od niego albo już nie znajdziesz tego łańcuszka!
-Ty suko teraz przesadziłaś!-krzyknęłam i razem z Katie rzuciłam się na nią. Wiedziałam ile ten łańcuszek dla niej znaczy ,to był łańcuszek od jej mamy. Chciałam go odzyskać ale ona wywaliła go przez okno. Pod naszymi oknami by gęste krzaki. O cholera pomyślałam.
-Jesteś nienormalna! Zrywam z tobą!-krzyknął Chris
-co?-powiedziała ze łzami w oczach Nathalia
-To co słyszałaś- powiedział-Chodź Katie idziemy poszukać twojego łańcuszka.
-Zaraz do was dojdę, tylko zadzwonię po Fabiana ,pomoże nam.
-Ok – powiedzieli.
Zadzwoniłam po Fabiana, powiedział ze spotkamy się przy wejściu od szkoły
gdy zeszłam na dół Fabian już czekał ,a razem z nim Nathaniel.Byłam przez to zirytowana.Poszliśmy w milczeniu
-Po co on tu przyszedł ? - zapytałam się Fabiana cicho.
-Zapytał się po twoim telefonie gdzie idę i powiedziałem mu co się stało. Stwierdził że on że też idzie
-aha .
Poszliśmy do Katie i Chrisa. Szukali łańcuszka. Gdy Katie zobaczyła Natta zatkało ją.Postawiła mi pytające spojrzenie ,a ja pokazałam jej ze nie wiem o co chodzi.
Po 40 minutach znaleźliśmy zgubę.
-No czupiradło ma już ma swoją zgubę.-powiedział Nathaniel.
Katie już chciała coś powiedzieć ale Chris ją przegonił:
-Nie mów tak do niej!-uniósł się
-Bo co mi zrobisz?
Nie wiem dlaczego ale zaczęli się bić. Fabian szybko podbiegł i ich rozdzielił. Nathaniel poszedł w stronę budynku szkoły. Katie i Chris też poszli a ja zostałam sama z Fabianem. Postanowiliśmy się przejść i poszliśmy na długi spacer. Po jakimś czasie spojrzałam na zegarek.. 21 muszę już iść.
-Fabian wracajmy już późno się robi
-ok .
Odprowadził mnie do pokoju przytulił na pożegnanie i przypomniał o wczorajszym wypadzie.
Zmęczona dnie położyłam się spać myśląc ze będzie normalna noc ale bardzo się myliłam.....
Marakuja
Krzyki, nie dręczą mnie już od kilku dni. Może tak naprawdę mi się zdawało? Nie wiem. Dziś jest poniedziałek, nienawidzę poniedziałków. Za 2 tygodnie mamy dni otwarte dla rodziców. Zadzwoniłam do taty i powiadomiłam go o tym ale wątpię żeby przyjechał. Ranek jak ranek, każdego ranka robię to samo. Lekcje były nudne. Przez prawie cały czas gadałam z Katie.
Opowiadałam jej też o mnie i Fabianie ale ominęłam fakt naszych pocałunków. Same nie wiem na czym stoimy ale to się okażę. Po lekcjach poszłam do Fabiana. Siedzieliśmy na jego łóżku i rozmawialiśmy.
-Słuchaj może spotkalibyśmy się jutro po lekcjach ?Chce ci coś pokazać.-powiedział
-Ok-powiedziałam z uśmiechem .
Siedzieliśmy tak jeszcze godzinę ,aż do momentu gdy przyszedł Nathaniel ze swoim plastikiem.
-Muszę iść- powiedziałam cicho.
-Ok chodź, odprowadzę cię.
Wyszliśmy i od razu zaczęłam rozmowę:
-Przepraszam lubię spędzać z tobą czas ,ale nie zniosę jej towarzystwa.
-Tez lubię spędzać z tobą czas-powiedział i otarł palcami moja dłoń ,a ja złapałam go za rękę.
Doszliśmy do pokoju.
-Napisze do ciebie wieczorem. Przejdziemy się na spacer.-powiedział-Oczywiście ja będziesz miała ochotę.-dodał szybko
-To czekam na wiadomość-powiedziałam
On przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
-To do zobaczenia-szepnął mi do ucha.
Oderwałam się od niego i poszłam do pokoju. Gdy weszłam zobaczyłam Katie ,która uczyła się z Chrisem. Nie lubię go.
-Co wy robicie?- spytałam zamykając drzwi.
-Myy noo...-wymamrotał ten burak.
-Nathalia na chwile wyszła ,a ja pomagam mu w Francuskim..-Świetnie kłamała. Byłam z niej naprawdę dumna.
W tym momencie wbiegła Nathalia ,gdy zobaczyła ich razem wybuchła.
-Ty dziwko mówiłam żebyś trzymała się z dala od niego.
-Ej.. bez takich Nathalia ona tylko pomaga mi w lekcjach.
-tak jasne! Myślisz ze jestem głupia!?- spojrzała na stolik nocny Katie i wzięła z niego łańcuszek
-odwal się od niego albo już nie znajdziesz tego łańcuszka!
-Ty suko teraz przesadziłaś!-krzyknęłam i razem z Katie rzuciłam się na nią. Wiedziałam ile ten łańcuszek dla niej znaczy ,to był łańcuszek od jej mamy. Chciałam go odzyskać ale ona wywaliła go przez okno. Pod naszymi oknami by gęste krzaki. O cholera pomyślałam.
-Jesteś nienormalna! Zrywam z tobą!-krzyknął Chris
-co?-powiedziała ze łzami w oczach Nathalia
-To co słyszałaś- powiedział-Chodź Katie idziemy poszukać twojego łańcuszka.
-Zaraz do was dojdę, tylko zadzwonię po Fabiana ,pomoże nam.
-Ok – powiedzieli.
Zadzwoniłam po Fabiana, powiedział ze spotkamy się przy wejściu od szkoły
gdy zeszłam na dół Fabian już czekał ,a razem z nim Nathaniel.Byłam przez to zirytowana.Poszliśmy w milczeniu
-Po co on tu przyszedł ? - zapytałam się Fabiana cicho.
-Zapytał się po twoim telefonie gdzie idę i powiedziałem mu co się stało. Stwierdził że on że też idzie
-aha .
Poszliśmy do Katie i Chrisa. Szukali łańcuszka. Gdy Katie zobaczyła Natta zatkało ją.Postawiła mi pytające spojrzenie ,a ja pokazałam jej ze nie wiem o co chodzi.
Po 40 minutach znaleźliśmy zgubę.
-No czupiradło ma już ma swoją zgubę.-powiedział Nathaniel.
Katie już chciała coś powiedzieć ale Chris ją przegonił:
-Nie mów tak do niej!-uniósł się
-Bo co mi zrobisz?
Nie wiem dlaczego ale zaczęli się bić. Fabian szybko podbiegł i ich rozdzielił. Nathaniel poszedł w stronę budynku szkoły. Katie i Chris też poszli a ja zostałam sama z Fabianem. Postanowiliśmy się przejść i poszliśmy na długi spacer. Po jakimś czasie spojrzałam na zegarek.. 21 muszę już iść.
-Fabian wracajmy już późno się robi
-ok .
Odprowadził mnie do pokoju przytulił na pożegnanie i przypomniał o wczorajszym wypadzie.
Zmęczona dnie położyłam się spać myśląc ze będzie normalna noc ale bardzo się myliłam.....
Marakuja
1 Październik Pamiętnik Katie
1 październik.Pamiętnik Katie.
Dobry. Znów śnił mi się dziwny sen.Podejrzewam że o przez to co znalazłam w tamten wieczór.Obudziłam się na korytarzu,przed drzwiami własnego pokoju.Weszłam do niego.Meble znowu były w innym ustawieniu.Spojrzałam na zeszyty leżące na stoliku.Jeden z nich był podpisany imieniem,,Polly Cold"spojrzałam że ktoś łapie za zeszyty.Nie widzi mnie?Pomyślałam.Jednak mnie nie widać.Dziewczyna najwyraźniej miała tak na imię.Zaczęłam jej się przyglądać.Tak z ciekawości.Miała brązowe lokowane włosy do ramion,niebieskie oczy,orli nos i szeroki uśmiech.Uśmiechała się do jakiejś kartki.Spojrzałam na nią przez ramię,był to list.Nie chciałam czytać,to chyba niegrzeczne.Chociaż ona mnie nie widzi.No ale jednak miałabym wyrzuty sumienia.Wyglądała na normalną.Spojrzałam na kalendarz na którym była data 2września 1974.Ona dopiero co zaczynała te szkołę.Chyba...Chciałam iść za nią ale się tak jakby prze teleportowałam.Byłam w tym samym miejscu,niektóre rzeczy tylko zmieniły położenie.Było jednak ciemno,a na kalendarzu widniała data 20 stycznia 1975.Nikogo nie było w pokoju.Spojrzałam na zegarek i ujrzalam godzinę dwudziestą drugą trzydzieści.Nagle do pokoju weszła Polly.Była zmęczona.Nie można było nie zauważyć worów pod oczami i bladej twarzy.Usiadła na łóżku skulona.Zaczęła płakać.Zrobiło mi się jej bardzo żal.Nagle zgasło światło,a przed nią pojawiła się ta sama postać która dręczyła mnie w snach.Dziewczyna pisnęła,a postać machnęła ręką.Wraz z jej ruchem ciało brunetki poleciało i zostało uderzone o ścianę.Dziewczyna krzyczała,wydaję mi się że błagała o pomoc.Tajemnicza dziewczyna podeszła do niej i paznokciem zrobiła szramę na twarzy,uśmiechnęła się szyderczo i jeszcze raz machnęła ręką.Ciało dziewczyny boleśnie wbiło się w szafkę.Pokój oświetlał tylko księżyc.Polly przeczołgała się do włącznika lecz coś pociągnęło ją do tyłu za twarz.Widziałam tylko jak wychudziała ręka zabiera ją w otchłań ciemności.Przerażona nie mogłam się ruszyć.Nagle coś usłyszałam.Był to cichy krzyk,,Ratunku"Obudziłam się cała spocona.Była czwarta rano,spojrzałam na Sandie.Spała o dziwo spokojnie.Skuliłam się i próbowałam poukładać myśli.Szybko pobiegłam do łazienki,umyłam się i zeszłam na stołówkę.Nikogo nie było,dopiero ją otwierali.No bo kto normalny o 4:30 idzie jeść śniadanie?Wpatrywałam się w stół,zamknęłam oczy i nagle zobaczyłam na nim krew która układała się w napis,,Jestem" Przestraszyłam się i zaczęłam rozglądać kto to mógł zrobić.Wstałam i szybko odsunęłam się od tego stołu.Odwróciłam się i zobaczyłam jakaś postać.Pisnęłam.Była to Gabriella.No tak.Twarz jak z horroru.
-Zwariowałaś?-spytała piskliwym głosem-mało nie zeszłam na zawał.Wariatka.
Obeszła mnie.
-Sama jesteś wariatką plastiku-powiedziałam.Nagle wszedł Nathaniel.
-Co Evans?Zazdrościsz jej urody?-zaśmiał się.Nie byłam mu dłużna.
-Wiesz co Walker? Tak samo mogę wyglądać jak ona.Puder,kredka,tusz,szminka i wyglądam jak twoja ukochana.Tylko jakby to powiedzieć?Wolę pokazać prawdziwą twarz,a nie maskę lalki Barbie.
Wyszłam szybko ze stołówki.Postanowiłam że się przejdę.Świeże powietrze działało kojąco.Po lekcjach zaczęłam rysować w nowym szkicowniku.Narysowałam portret.O dziwo była to Polly Cold.Ta sama co ze snu.Sandie usiadła obok mnie i powiedziała:
-Bardzo ładne.Kto to?
-Nie wiem-Odpowiedziałam.Wiem kto to,ale jak jej wytłumaczę skąd ją znam?
Czułam się źle że jej kłamie,no ale co mogłam zrobić?Pozostało mi tylko okłamywać najbliższych.W innym wypadku trafię do psychiatry.Jak już odrobiłam lekcję,nadszedł czas kary.Zeszłam do piwnicy,tym razem z dobrą latarką.Usiadłam przy stercie gazet.Jednak nic ciekawego nie znalazłam.Czemu?Nie możliwe że nic innego tutaj nie ma.Usłyszałam trzask drzwi.Kto to?Ujrzałam twarz Chrisa.Zdziwiłam się,gdy usiadł obok mnie.
-Co ty tu robisz co?-spytałam.On się uśmiechnął i odpowiedział spokojnie:
-Odbywam karę razem z tobą.
Był inny,nie jak Nathalia chociaż był jej chłopakiem.Serdeczny i miły.To nie pasuje do tej blondynki...Przy sprzątaniu rozmawialiśmy i śmialiśmy się.Kiedy wyszłam byłam naprawdę w dobrym humorze.On przytulił mnie na pożegnanie i ruszył w stronę swojego pokoju.Poszłam do pokoju.Sandie spała.Zaczęłam rysować jakieś kwiatki.Nie wiem dlaczego.Nagle usłyszałam krzyk Sandie.Obudziłam ją i spytałam co się stało.Ona jednak nic nie odpowiedziała,ślepo patrzyła się w ścianę przed sobą.Światło zaczeło się zapalać i gasnąć.
-Sandie co się dzieje?!-spytałam przestraszona.Okno zaczęło trzaskać nienaturalnie.Nagle światło zgasło na więcej niż sekundę.Wszystko umilkło.Sandie nic nie mówiąc poszła spać.Co tu się właściwie stało?Nie wiem.Otworzyłam szkicownik na rysunku kwiatka(tak wiem ...Amatorskie) i zobaczyłam napis,,Jestem tu". Rzuciłam szkicownikiem na ziemie.w tym czasie weszła Nathalia.Spojrzała na mnie pytająco.
-To tylko pająk-odpowiedziałam.
-Trzymaj się z dala od Chrisa szmatko!-krzyknęła i wyszła.Nie przejęłam się tym.Nie kleje się do niego.Lecz nadal nie wiem co to za napis,kto go zrobił i po co?Idę spać dobranoc.
,,In a world so, so godless and thoughtless,
I don't know how we wrought this,
All the love that you brought us."
Kaktus
Dobry. Znów śnił mi się dziwny sen.Podejrzewam że o przez to co znalazłam w tamten wieczór.Obudziłam się na korytarzu,przed drzwiami własnego pokoju.Weszłam do niego.Meble znowu były w innym ustawieniu.Spojrzałam na zeszyty leżące na stoliku.Jeden z nich był podpisany imieniem,,Polly Cold"spojrzałam że ktoś łapie za zeszyty.Nie widzi mnie?Pomyślałam.Jednak mnie nie widać.Dziewczyna najwyraźniej miała tak na imię.Zaczęłam jej się przyglądać.Tak z ciekawości.Miała brązowe lokowane włosy do ramion,niebieskie oczy,orli nos i szeroki uśmiech.Uśmiechała się do jakiejś kartki.Spojrzałam na nią przez ramię,był to list.Nie chciałam czytać,to chyba niegrzeczne.Chociaż ona mnie nie widzi.No ale jednak miałabym wyrzuty sumienia.Wyglądała na normalną.Spojrzałam na kalendarz na którym była data 2września 1974.Ona dopiero co zaczynała te szkołę.Chyba...Chciałam iść za nią ale się tak jakby prze teleportowałam.Byłam w tym samym miejscu,niektóre rzeczy tylko zmieniły położenie.Było jednak ciemno,a na kalendarzu widniała data 20 stycznia 1975.Nikogo nie było w pokoju.Spojrzałam na zegarek i ujrzalam godzinę dwudziestą drugą trzydzieści.Nagle do pokoju weszła Polly.Była zmęczona.Nie można było nie zauważyć worów pod oczami i bladej twarzy.Usiadła na łóżku skulona.Zaczęła płakać.Zrobiło mi się jej bardzo żal.Nagle zgasło światło,a przed nią pojawiła się ta sama postać która dręczyła mnie w snach.Dziewczyna pisnęła,a postać machnęła ręką.Wraz z jej ruchem ciało brunetki poleciało i zostało uderzone o ścianę.Dziewczyna krzyczała,wydaję mi się że błagała o pomoc.Tajemnicza dziewczyna podeszła do niej i paznokciem zrobiła szramę na twarzy,uśmiechnęła się szyderczo i jeszcze raz machnęła ręką.Ciało dziewczyny boleśnie wbiło się w szafkę.Pokój oświetlał tylko księżyc.Polly przeczołgała się do włącznika lecz coś pociągnęło ją do tyłu za twarz.Widziałam tylko jak wychudziała ręka zabiera ją w otchłań ciemności.Przerażona nie mogłam się ruszyć.Nagle coś usłyszałam.Był to cichy krzyk,,Ratunku"Obudziłam się cała spocona.Była czwarta rano,spojrzałam na Sandie.Spała o dziwo spokojnie.Skuliłam się i próbowałam poukładać myśli.Szybko pobiegłam do łazienki,umyłam się i zeszłam na stołówkę.Nikogo nie było,dopiero ją otwierali.No bo kto normalny o 4:30 idzie jeść śniadanie?Wpatrywałam się w stół,zamknęłam oczy i nagle zobaczyłam na nim krew która układała się w napis,,Jestem" Przestraszyłam się i zaczęłam rozglądać kto to mógł zrobić.Wstałam i szybko odsunęłam się od tego stołu.Odwróciłam się i zobaczyłam jakaś postać.Pisnęłam.Była to Gabriella.No tak.Twarz jak z horroru.
-Zwariowałaś?-spytała piskliwym głosem-mało nie zeszłam na zawał.Wariatka.
Obeszła mnie.
-Sama jesteś wariatką plastiku-powiedziałam.Nagle wszedł Nathaniel.
-Co Evans?Zazdrościsz jej urody?-zaśmiał się.Nie byłam mu dłużna.
-Wiesz co Walker? Tak samo mogę wyglądać jak ona.Puder,kredka,tusz,szminka i wyglądam jak twoja ukochana.Tylko jakby to powiedzieć?Wolę pokazać prawdziwą twarz,a nie maskę lalki Barbie.
Wyszłam szybko ze stołówki.Postanowiłam że się przejdę.Świeże powietrze działało kojąco.Po lekcjach zaczęłam rysować w nowym szkicowniku.Narysowałam portret.O dziwo była to Polly Cold.Ta sama co ze snu.Sandie usiadła obok mnie i powiedziała:
-Bardzo ładne.Kto to?
-Nie wiem-Odpowiedziałam.Wiem kto to,ale jak jej wytłumaczę skąd ją znam?
Czułam się źle że jej kłamie,no ale co mogłam zrobić?Pozostało mi tylko okłamywać najbliższych.W innym wypadku trafię do psychiatry.Jak już odrobiłam lekcję,nadszedł czas kary.Zeszłam do piwnicy,tym razem z dobrą latarką.Usiadłam przy stercie gazet.Jednak nic ciekawego nie znalazłam.Czemu?Nie możliwe że nic innego tutaj nie ma.Usłyszałam trzask drzwi.Kto to?Ujrzałam twarz Chrisa.Zdziwiłam się,gdy usiadł obok mnie.
-Co ty tu robisz co?-spytałam.On się uśmiechnął i odpowiedział spokojnie:
-Odbywam karę razem z tobą.
Był inny,nie jak Nathalia chociaż był jej chłopakiem.Serdeczny i miły.To nie pasuje do tej blondynki...Przy sprzątaniu rozmawialiśmy i śmialiśmy się.Kiedy wyszłam byłam naprawdę w dobrym humorze.On przytulił mnie na pożegnanie i ruszył w stronę swojego pokoju.Poszłam do pokoju.Sandie spała.Zaczęłam rysować jakieś kwiatki.Nie wiem dlaczego.Nagle usłyszałam krzyk Sandie.Obudziłam ją i spytałam co się stało.Ona jednak nic nie odpowiedziała,ślepo patrzyła się w ścianę przed sobą.Światło zaczeło się zapalać i gasnąć.
-Sandie co się dzieje?!-spytałam przestraszona.Okno zaczęło trzaskać nienaturalnie.Nagle światło zgasło na więcej niż sekundę.Wszystko umilkło.Sandie nic nie mówiąc poszła spać.Co tu się właściwie stało?Nie wiem.Otworzyłam szkicownik na rysunku kwiatka(tak wiem ...Amatorskie) i zobaczyłam napis,,Jestem tu". Rzuciłam szkicownikiem na ziemie.w tym czasie weszła Nathalia.Spojrzała na mnie pytająco.
-To tylko pająk-odpowiedziałam.
-Trzymaj się z dala od Chrisa szmatko!-krzyknęła i wyszła.Nie przejęłam się tym.Nie kleje się do niego.Lecz nadal nie wiem co to za napis,kto go zrobił i po co?Idę spać dobranoc.
,,In a world so, so godless and thoughtless,
I don't know how we wrought this,
All the love that you brought us."
Kaktus
25 września Pamiętnik Katie
25 września Pamiętnik Katie.
Dzień dobry!Pierwszy raz się wyspałam!Czuję się genialnie.Wstałam cała rozpromieniona,zeszłam w piżamie na stołówkę jak to miałam w zwyczaju w weekendy.
Wzięłam miskę z płatkami,kiedy jadłam przyszła karteczka.Uśmiechnęłam się na jej widok.Jak zwykle była ta sama treść,prócz zmienionej godziny.Na kartce była napisana godzina dwunasta.Miałam 15 minut.Pobiegłam szybko do pokoju i zdążyłam się wyszykować.Zeszłam po piwnicy.Świeczka jak zwykle była zapalona,a koło niej stał Nathaniel oparty o ścianę.
-Cześć-powiedziałam rumieniąc się.Przypomniałam sobie tamtą noc.Od tamtego czasu ani razu go nie widziałam.
-Bez miłych słówek Evans.-powiedział dość niemiłym głosem.
-Słucham?-wydukałam.Co się dzieje?
-Słyszałaś...Nie pamiętam co się wczoraj wydarzyło.-A więc o to chodzi.Serce podskoczyło mi do gardła.Jak to nie pamięta?-Ale jeśli powiedziałem coś miłego to nie łudź się.Ja cię nawet nie lubię.Dobrze o tym wiesz Evans.Nie rób takiej miny.Przecież się nienawidzimy.
Ominął mnie kierując się w stronę drzwi.Znieruchomiałam.Jak to? Czemu?Nagle moim ciałem zawładnął gniew.
-Wiesz co Walker?
Przystanął,obrócił się lecz nie spojrzał mi w oczy.
-Masz racje.Nienawidzę cię.Jesteś sarkastycznym,zakłamanym i fałszywym dupkiem.-powiedziałam omijając go z podniesioną głową.Zdenerwował mnie.Czułam się zdradzona.Ale czemu?Przecież to było wiadome.Wiedziałam jaka była sytuacja.Czy sama sobie kłamie?Czy nie potrafię zaakceptować prawdy?Te pytania dalej mnie męczą.Weszłam do pokoju.Na łóżku leżała Nathalia czytając książkę.Byłam na tyle wściekła żeby wszystko rozwalić.
-Ty w ogóle umiesz czytać?-spytałam.Miałam ochotę się wyżyć.Sandie zdjęła słuchawkę widząc minę Nathalii.Pewnie była zaciekawiona.
-Tak.Ja posiadam mózg,a nie jak ty Evans.-powiedziała spokojnie.
-Mam mózg.A nawet bonus!Potrafię go używać.-wysyczałam przez zęby.
Sandie ściągnęła słuchawki i uśmiechnęła się.
-A właśnie Evans.-wstała i złapała za kubek z wodą.Kiedy zorientowałam się co chce zrobić wylała jego zawartość na mój szkicownik.Mój szkicownik!Podbiegłam szybko,żeby uratować pracę lecz wszystko było zniszczone.
-Zabije cię...-wyszeptałam,lecz jej w pokoju już nie było.Sandie podeszła i zaczęła mi pomagać.
-Ubijemy sukę-powiedziała.
-No a jak.
Byłam na tyle wściekła że wyszłam z pokoju i zaczęłam jej szukać.Trzymałam w ręku jedną z mokrych kartek ze szkicownika.Znalazłam ją na boisku z Nathanielem,Fabianem,Chrisem i Gabriellą.Żeby było jasne.Gabrella była to dziewczyna albo przyszła Nathaniela.Ciemny brąz włosy,szare oczy,wysoka,szczupła,z wielkimi kształtami,wymalowana.Jednym słowem ,,plastik"jest przyjaciółką Nathalii.Blondynka od razu pobladła gdy mnie zobaczyła.Bez zastanowienia podeszłam i spytałam:
-Głodna Nathalia?
Dziewczyna nie zrozumiała,a ja ? A ja w tym momencie rzuciłam się na nią tak że z ławki upadła na ziemie.Zaczęła krzyczeć o pomoc.Ja jednak postanowiłam ją uciszyć.Zgniotłam mokrą kartkę i włożyłam jej do buzi.
-Nawpieprzaj się tego!-wykrzyczałam.Wokół nas było dużo ludzi.Nagle poczułam że ktoś mnie odciąga.Była to Gabriella.
-Wariatka-powiedziała.
Odwróciłam się w jej stronę i uderzyłam ją z pięści w twarz.Nikt nie będzie mnie nazywał wariatką.Moja złość coraz bardziej się wzburzała.A ja nic nie mogłam na to poradzić.Gabriella złapała się za krwawiący nos.W oddali było słychać krzyk Sandie ,,Dowal jej!Dobrze!"itp.Poczułam ucisk na szyi.Była to Nathalia.Wychrypiała tylko:
-Umrzesz wariatko!
Jednak ja się wymigałam.Owinęłam jej włosy wokół mojej dłoni i szarpnęłam tak mocno że uderzyła głową w ławkę.Nagle poczułam rozcięcie na twarzy.Nóż?Gabriella stała z wyciągniętym nożykiem w moją stronę.
-Puść Nathalie-rozkazała.
Blondyna leżała już ledwo przytomna.Będzie miała minimalnie limo,maksymalnie coś nie tak z mózgiem.A nie...Tego się nie da pogorszyć.Wyrwałam jej chyba masę włosów.Poczułam że leci mi krew na policzku.Zrobiła mi ranę na całą długość policzka,dość głęboką.Spojrzałam sie na nią jakbym chciała ją zabić.I miałam taki zamiar.Nagle wyskoczyła nauczycielka.
-Co tu się dzieje?!-krzyknęła.
-Katie Evans jest niebezpieczna!-krzyknęła Nathalia plując kawałkami papieru.Uśmiechnęłam się na ten widok.Dostałam karę,miałam posprzątać w piwnicy.Sama.Warto było.Czułam ulgę.Gdy wyszłam zobaczyłam całującą się parę.Od razu posmutniałam.Czemu ja tak nie mam?Byłabym dalej dobita,gdyby nie fakt że to był Nathaniel i Gabriella.Znowu nadszedł gniew.Całuje najpierw mnie,a potem ją?!Co za dupek!Pobiegłam do pokoju.Sandie pogratulowała mi kilkanaście razy.Rozbawiło to mnie.Zaczęła mi opowiadać o Fabianie i o niej.Bardzo dobrze im się układało,chociaż nie byli parą.Gadałyśmy tak do obiadu.Kiedy weszłam na stołówkę poczułam na sobie wzrok wielu osób.Na ranę nie trzeba było nakładać szwów,lecz była bardzo widoczna.Nie wiadomo czy zostanie mi blizna.Wzięłam z Sandie rosół i zaczęłyśmy rozmowę.Gdyby nie ona nie byłabym taka szczęśliwa.Rozbawiała mnie jak nikt inny.Nagle usłyszałam jak ktoś gada że Nathaniel jest z Gabriellą.Postanowiłam go zniszczyć.Nie odpuszczę mu.Miałam przesiedzieć w piwnicy codziennie dwie godziny w tygodniu po kolacji.Zostały mi cztery godziny do kary.Nie jem kolacji,więc na wszelki wypadek wezmę sobie tam herbatę.Położyłam się spać w pokoju.Zobaczyłam korytarz,dziewczynę chyba piszczała,jakiegoś chłopaka który się śmiał.Nie wiem co z tego wynikło,obudziłam się.Ktoś pukał,otworzyłam.Była to nauczycielka Starow.
-Dobry wieczór panno Evans.-powiedziała uśmiechając się.
-Dobry wieczór profesor Starow.Ja już się zbieram na odrobienie kary.-tłumaczyłam się myśląc że pewnie się spóźniłam.
-Mogę wejść?-spytała.Otworzyłam szerzej drzwi.Usiadła na krześle koło mojego łóżka.
-Słyszałam o ostatniej sytuacji.Mam nadzieję że się nie powtórzy-Właśnie poczułam się jakby zganiła mnie mama kiedy miałam 3 latka.Spuściłam głowę.-Ale uważam że zrobiłaś słusznie.
Podniosłam zdziwiona głowę.
-Słucham?-wydukałam.
-Tak bynajmniej ja uważam.Odkupiłam ci coś.
Jakie było moje zdziwienie kiedy podała mi nowy szkicownik.Zaczęłam cieszyć się jak dziecko.Śmiałam się i dziękowałam jej.Ona uśmiechnęła się do mnie serdecznie i wyszła.Dobrze że nikogo nie było.Pomyśleli by że mi odbiło.Zaparzyłam sobie herbaty i zeszłam do piwnicy.Światło świecy oświetlało tylko 1/12 piwnicy ale przecież stolik można przestawiać.Wszędzie walały się tam papiery,stare gazety,meble,zabawki(zabawki?!) i różnorodne rzeczy.Postanowiłam zająć się gazetami.(najłatwiejsze na początek).Niektóre czytam,więc zajmie mi to więcej czasu.Nie mogę się powstrzymać jak widzę ciekawy nagłówek.Podniosłam jedną gazetę.Nagłówek był pt,, Szkoła w Granley znowu gubi ucznia"Wczytałam się.Zobaczyłam datę 10 marca 1974.Pisało tam że dziewczyna o imieniu Polly Cold zaginęła w dziwnych okolicznościach.Policja podejrzewa że uciekła.Jednak jej koleżanki z pokoju mówiły że śniły jej się koszmary,że nie wytrzymywała psychicznie.Ciekawe no nie?Na widok jednego ze zdań podskoczyło mi serce do gardła,,Pokój nr 13 już nie raz miał takie przypadki,pytanie czy to na pewno przypadki?"Nic więcej nie było napisane,żadnych szczegółów.Odłożyłam powoli gazetę na kupkę.Nagle moje ciało zostało rzucone o ścianę.Co się dzieje?spytałam sama siebie.Przestraszyłam się nie na żarty.Świeczka zgasła i nastała ciemność.Oddychałam ciężko.Słyszałam bicie własnego serca,było takie ciężkie,a biło tak szybko.Wstałam powoli i spytałam:
-Kto tu jest?
Świeczka się zapaliła.Wszystko wyglądało tak jak wcześniej.Jednak na środku piwnicy,tam gdzie nic nie było leżała gazeta.Podeszłam do niej i ukucnęłam.Nie przejmowałam się bólem.Ponad nim był strach.Złapałam papier w rękę i ujrzałam napis,,Morderstwo w Granley."Zaczęłam czytać.,,23 marca 1974.Znaleziono zaginioną Polly Cold w pobliżu budynku szkoły w Granley.Dziewczyna została potraktowana kilkoma ciosami nożem.Ciało było w tak złym stanie że policja na początku nie mogła zidentyfikować co to za uczeń.Jednak nasze sprzeczności rozmyła matka uczennicy.Policja podejrzewa ją o branie narkotyków.Uważają tak ze względu na to że dziewczyna najprawdopodobniej oślepła,miała koszmary i dziwne wizję.Sprawa została rozwiązana.Pogrzeb odbędzie się 28 marca w kościele na ulicy Markindofa 8."Nie mogłam w to uwierzyć.Musiałam znaleźć informacje w bazie danych o tej dziewczynie.Spojrzałam na telefon.Była już 22.Mogłam już iść do pokoju.Udałam się tam,złapałam szybko za piżamę i poszłam się pod prysznic.Po czym postanowiłam napisać notatkę do pamiętnika.Chyba robię się śpiąca.Dobranoc.
Kaktus
Dzień dobry!Pierwszy raz się wyspałam!Czuję się genialnie.Wstałam cała rozpromieniona,zeszłam w piżamie na stołówkę jak to miałam w zwyczaju w weekendy.
Wzięłam miskę z płatkami,kiedy jadłam przyszła karteczka.Uśmiechnęłam się na jej widok.Jak zwykle była ta sama treść,prócz zmienionej godziny.Na kartce była napisana godzina dwunasta.Miałam 15 minut.Pobiegłam szybko do pokoju i zdążyłam się wyszykować.Zeszłam po piwnicy.Świeczka jak zwykle była zapalona,a koło niej stał Nathaniel oparty o ścianę.
-Cześć-powiedziałam rumieniąc się.Przypomniałam sobie tamtą noc.Od tamtego czasu ani razu go nie widziałam.
-Bez miłych słówek Evans.-powiedział dość niemiłym głosem.
-Słucham?-wydukałam.Co się dzieje?
-Słyszałaś...Nie pamiętam co się wczoraj wydarzyło.-A więc o to chodzi.Serce podskoczyło mi do gardła.Jak to nie pamięta?-Ale jeśli powiedziałem coś miłego to nie łudź się.Ja cię nawet nie lubię.Dobrze o tym wiesz Evans.Nie rób takiej miny.Przecież się nienawidzimy.
Ominął mnie kierując się w stronę drzwi.Znieruchomiałam.Jak to? Czemu?Nagle moim ciałem zawładnął gniew.
-Wiesz co Walker?
Przystanął,obrócił się lecz nie spojrzał mi w oczy.
-Masz racje.Nienawidzę cię.Jesteś sarkastycznym,zakłamanym i fałszywym dupkiem.-powiedziałam omijając go z podniesioną głową.Zdenerwował mnie.Czułam się zdradzona.Ale czemu?Przecież to było wiadome.Wiedziałam jaka była sytuacja.Czy sama sobie kłamie?Czy nie potrafię zaakceptować prawdy?Te pytania dalej mnie męczą.Weszłam do pokoju.Na łóżku leżała Nathalia czytając książkę.Byłam na tyle wściekła żeby wszystko rozwalić.
-Ty w ogóle umiesz czytać?-spytałam.Miałam ochotę się wyżyć.Sandie zdjęła słuchawkę widząc minę Nathalii.Pewnie była zaciekawiona.
-Tak.Ja posiadam mózg,a nie jak ty Evans.-powiedziała spokojnie.
-Mam mózg.A nawet bonus!Potrafię go używać.-wysyczałam przez zęby.
Sandie ściągnęła słuchawki i uśmiechnęła się.
-A właśnie Evans.-wstała i złapała za kubek z wodą.Kiedy zorientowałam się co chce zrobić wylała jego zawartość na mój szkicownik.Mój szkicownik!Podbiegłam szybko,żeby uratować pracę lecz wszystko było zniszczone.
-Zabije cię...-wyszeptałam,lecz jej w pokoju już nie było.Sandie podeszła i zaczęła mi pomagać.
-Ubijemy sukę-powiedziała.
-No a jak.
Byłam na tyle wściekła że wyszłam z pokoju i zaczęłam jej szukać.Trzymałam w ręku jedną z mokrych kartek ze szkicownika.Znalazłam ją na boisku z Nathanielem,Fabianem,Chrisem i Gabriellą.Żeby było jasne.Gabrella była to dziewczyna albo przyszła Nathaniela.Ciemny brąz włosy,szare oczy,wysoka,szczupła,z wielkimi kształtami,wymalowana.Jednym słowem ,,plastik"jest przyjaciółką Nathalii.Blondynka od razu pobladła gdy mnie zobaczyła.Bez zastanowienia podeszłam i spytałam:
-Głodna Nathalia?
Dziewczyna nie zrozumiała,a ja ? A ja w tym momencie rzuciłam się na nią tak że z ławki upadła na ziemie.Zaczęła krzyczeć o pomoc.Ja jednak postanowiłam ją uciszyć.Zgniotłam mokrą kartkę i włożyłam jej do buzi.
-Nawpieprzaj się tego!-wykrzyczałam.Wokół nas było dużo ludzi.Nagle poczułam że ktoś mnie odciąga.Była to Gabriella.
-Wariatka-powiedziała.
Odwróciłam się w jej stronę i uderzyłam ją z pięści w twarz.Nikt nie będzie mnie nazywał wariatką.Moja złość coraz bardziej się wzburzała.A ja nic nie mogłam na to poradzić.Gabriella złapała się za krwawiący nos.W oddali było słychać krzyk Sandie ,,Dowal jej!Dobrze!"itp.Poczułam ucisk na szyi.Była to Nathalia.Wychrypiała tylko:
-Umrzesz wariatko!
Jednak ja się wymigałam.Owinęłam jej włosy wokół mojej dłoni i szarpnęłam tak mocno że uderzyła głową w ławkę.Nagle poczułam rozcięcie na twarzy.Nóż?Gabriella stała z wyciągniętym nożykiem w moją stronę.
-Puść Nathalie-rozkazała.
Blondyna leżała już ledwo przytomna.Będzie miała minimalnie limo,maksymalnie coś nie tak z mózgiem.A nie...Tego się nie da pogorszyć.Wyrwałam jej chyba masę włosów.Poczułam że leci mi krew na policzku.Zrobiła mi ranę na całą długość policzka,dość głęboką.Spojrzałam sie na nią jakbym chciała ją zabić.I miałam taki zamiar.Nagle wyskoczyła nauczycielka.
-Co tu się dzieje?!-krzyknęła.
-Katie Evans jest niebezpieczna!-krzyknęła Nathalia plując kawałkami papieru.Uśmiechnęłam się na ten widok.Dostałam karę,miałam posprzątać w piwnicy.Sama.Warto było.Czułam ulgę.Gdy wyszłam zobaczyłam całującą się parę.Od razu posmutniałam.Czemu ja tak nie mam?Byłabym dalej dobita,gdyby nie fakt że to był Nathaniel i Gabriella.Znowu nadszedł gniew.Całuje najpierw mnie,a potem ją?!Co za dupek!Pobiegłam do pokoju.Sandie pogratulowała mi kilkanaście razy.Rozbawiło to mnie.Zaczęła mi opowiadać o Fabianie i o niej.Bardzo dobrze im się układało,chociaż nie byli parą.Gadałyśmy tak do obiadu.Kiedy weszłam na stołówkę poczułam na sobie wzrok wielu osób.Na ranę nie trzeba było nakładać szwów,lecz była bardzo widoczna.Nie wiadomo czy zostanie mi blizna.Wzięłam z Sandie rosół i zaczęłyśmy rozmowę.Gdyby nie ona nie byłabym taka szczęśliwa.Rozbawiała mnie jak nikt inny.Nagle usłyszałam jak ktoś gada że Nathaniel jest z Gabriellą.Postanowiłam go zniszczyć.Nie odpuszczę mu.Miałam przesiedzieć w piwnicy codziennie dwie godziny w tygodniu po kolacji.Zostały mi cztery godziny do kary.Nie jem kolacji,więc na wszelki wypadek wezmę sobie tam herbatę.Położyłam się spać w pokoju.Zobaczyłam korytarz,dziewczynę chyba piszczała,jakiegoś chłopaka który się śmiał.Nie wiem co z tego wynikło,obudziłam się.Ktoś pukał,otworzyłam.Była to nauczycielka Starow.
-Dobry wieczór panno Evans.-powiedziała uśmiechając się.
-Dobry wieczór profesor Starow.Ja już się zbieram na odrobienie kary.-tłumaczyłam się myśląc że pewnie się spóźniłam.
-Mogę wejść?-spytała.Otworzyłam szerzej drzwi.Usiadła na krześle koło mojego łóżka.
-Słyszałam o ostatniej sytuacji.Mam nadzieję że się nie powtórzy-Właśnie poczułam się jakby zganiła mnie mama kiedy miałam 3 latka.Spuściłam głowę.-Ale uważam że zrobiłaś słusznie.
Podniosłam zdziwiona głowę.
-Słucham?-wydukałam.
-Tak bynajmniej ja uważam.Odkupiłam ci coś.
Jakie było moje zdziwienie kiedy podała mi nowy szkicownik.Zaczęłam cieszyć się jak dziecko.Śmiałam się i dziękowałam jej.Ona uśmiechnęła się do mnie serdecznie i wyszła.Dobrze że nikogo nie było.Pomyśleli by że mi odbiło.Zaparzyłam sobie herbaty i zeszłam do piwnicy.Światło świecy oświetlało tylko 1/12 piwnicy ale przecież stolik można przestawiać.Wszędzie walały się tam papiery,stare gazety,meble,zabawki(zabawki?!) i różnorodne rzeczy.Postanowiłam zająć się gazetami.(najłatwiejsze na początek).Niektóre czytam,więc zajmie mi to więcej czasu.Nie mogę się powstrzymać jak widzę ciekawy nagłówek.Podniosłam jedną gazetę.Nagłówek był pt,, Szkoła w Granley znowu gubi ucznia"Wczytałam się.Zobaczyłam datę 10 marca 1974.Pisało tam że dziewczyna o imieniu Polly Cold zaginęła w dziwnych okolicznościach.Policja podejrzewa że uciekła.Jednak jej koleżanki z pokoju mówiły że śniły jej się koszmary,że nie wytrzymywała psychicznie.Ciekawe no nie?Na widok jednego ze zdań podskoczyło mi serce do gardła,,Pokój nr 13 już nie raz miał takie przypadki,pytanie czy to na pewno przypadki?"Nic więcej nie było napisane,żadnych szczegółów.Odłożyłam powoli gazetę na kupkę.Nagle moje ciało zostało rzucone o ścianę.Co się dzieje?spytałam sama siebie.Przestraszyłam się nie na żarty.Świeczka zgasła i nastała ciemność.Oddychałam ciężko.Słyszałam bicie własnego serca,było takie ciężkie,a biło tak szybko.Wstałam powoli i spytałam:
-Kto tu jest?
Świeczka się zapaliła.Wszystko wyglądało tak jak wcześniej.Jednak na środku piwnicy,tam gdzie nic nie było leżała gazeta.Podeszłam do niej i ukucnęłam.Nie przejmowałam się bólem.Ponad nim był strach.Złapałam papier w rękę i ujrzałam napis,,Morderstwo w Granley."Zaczęłam czytać.,,23 marca 1974.Znaleziono zaginioną Polly Cold w pobliżu budynku szkoły w Granley.Dziewczyna została potraktowana kilkoma ciosami nożem.Ciało było w tak złym stanie że policja na początku nie mogła zidentyfikować co to za uczeń.Jednak nasze sprzeczności rozmyła matka uczennicy.Policja podejrzewa ją o branie narkotyków.Uważają tak ze względu na to że dziewczyna najprawdopodobniej oślepła,miała koszmary i dziwne wizję.Sprawa została rozwiązana.Pogrzeb odbędzie się 28 marca w kościele na ulicy Markindofa 8."Nie mogłam w to uwierzyć.Musiałam znaleźć informacje w bazie danych o tej dziewczynie.Spojrzałam na telefon.Była już 22.Mogłam już iść do pokoju.Udałam się tam,złapałam szybko za piżamę i poszłam się pod prysznic.Po czym postanowiłam napisać notatkę do pamiętnika.Chyba robię się śpiąca.Dobranoc.
Kaktus
poniedziałek, 16 września 2013
24 Września Pamiętnik Sandie.
24 Wrzesień pamiętnik Sandie.
Hej tu znowu ja. Ranka chyba nie muszę opisywać, był zwyczajny. Wzięłam prysznic i poszłam z Katie na stołówkę.Po drodze spotkałyśmy Fabiana i Nathaniela.
-Hej-powiedziałyśmy
-Hej- odpowiedzieli
-Kup kawę, a ja poczekam w klasie-szepnęła mi do ucha.
-ok-powiedziałam i poszła
Nathaniel poszedł ze swoim śniadaniem do stolika, a ja poszłam kupić kawę
Fabian stał przede mną.
-Musze się odwdzięczyć za wczorajsze wypicie ci kawy.
-Fabian to był tylko łyk.
Ale i tak mnie nie posłuchał, kupił trzy kawy .Podał mi jedną.
-proszę-powiedział i podał mi kubek.
-Dziękuje- powiedziałam z uśmiechem
Podeszliśmy do stolika przy którym siedział Natt
-Idziesz?-zapytał Fabian
-Nie, później do was dołączę.
-ok -powiedział brązowo włosy .
Poszliśmy wolnym krokiem do klasy.
-zapomniałam ci wczoraj napisać co się stało.
-A no tak. Co się stało?
-Nathalia zabrała szkicownik Katie no i wynikła z tego awantura. Gdybyś widział jak Katie wylała wodę na jej głowę
-Wyobrażam sobie-powiedział lekko się śmiejąc
przed wejściem do klasy spytał:
-Sendie pójdziemy na spacer po naszej karze?-powiedział nieśmiało
-Pewnie- powiedziałam z uśmiechem
-Super to jesteśmy umówieni-powiedział i podał mi drugi kubek i zajął miejsce w ławce
-Trzymaj-powiedziałam do Katie podając jej kubek z kawą
-Dzięki- powiedziała
Pierwsza lekcje. Historia. Czekałam na to co napisałam .Zrobiłam świetną prezentację i myślę ze dostane dobra ocenę. Ale jako pierwsza zgłosiła się Nathalia. Zobaczyłam że ukradła mi prezentacje.
-Ty Suko!
-Co to za słownictwo?-zapytała nauczycielka
-ona zabrała mi prezentacje!
-Nie prawda!-zaprzeczyła
-Tak? To opowiedz o niej bez patrzenia w komputer!
-Dobrze ,tak będzie sprawiedliwie- powiedziała nauczycielka,Oczywiście ja tylko coś wiedziałam i do stałam 5 .Ostatnia lekcja była w bibliotece. Mieliśmy napisać w parach wypracowanie na dowolny temat. Z Katie ustaliłyśmy ze napiszemy o starych gazetach szkolnych. Natrafiłyśmy na coś dzwnego Artykuł na temat pokoju numer13. Z którego wynikało że, co jakiś czas znikały z niego lokatorzy. Przestraszyłyśmy się i postanowiłyśmy zagłębić temat ale zadzwonił dzwonek i musiałyśmy wyjść z Biblioteki .Ale postanowiłyśmy ze jutro po lekcjach tu przyjdziemy. No więc nic nowego. Poszłyśmy się przebrać, coś zjeść i nadeszła kara. Tym razem zostaliśmy na godzina sami i mogliśmy sobie pójść. Przed wyjściem Fabian zapytał:
-Idziemy?
-Tak-odpowiedziałam.Poszliśmy na spacer, spacerowaliśmy dobre 2 godziny.
-Fabian wracajmy już .Mamy zadany Francuski na jutro.
-ok-powiedział.
W drodze powrotnej Fabian niepewnie złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie. A ja lekko się uśmiechnęłam. Szliśmy w milczeniu. Zatrzymaliśmy się przy drzwiach do mojego pokoju.
-świetnie się dzisiaj bawiłem.
-ja też-powiedziałam z uśmiechem
Wtedy złapał mnie za drugą rękę, poczułam jak robi mi się gorąco. Pochylił się i spojrzeliśmy sobie w oczy. Mogłam patrzeć się w jego brązowe oczy cały dzień. Nagle pochylił się jeszcze i pocałował mnie. Czułam jak fala gorąca mnie zalewa. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
-Do jutra-powiedział
-Do jutra-odparłam, a on na pożegnanie dał mi szybkiego całusa i znikł za rogiem korytarza. Weszłam do pokoju pierwsze co to spojrzałam w lustro moja twarz była czerwona.
-O już jesteś- powiedziała Katie. Przestraszyłam się. Nie chciałam żeby coś zauważyła
-O hej-powiedziałam zdenerwowana.
-Jak tam spacer?-zapytała zaciekawiona
-yy wiesz spacer jak spacer-powiedziałam jąkając się
-dlaczego jesteś taka dziwna?
-pfff... ja zdenerwowana no co ty? Słuchaj pomożesz mi z tym francuzem bo nie ogarniam?
-jasne-powiedziała odrobiliśmy lekcje i poszłyśmy pod prysznic.
Tym razem słyszałem jak coś woła moje imię
-Sandie...
-co to było? - zapytałam
-ale co?
-nie słyszałaś nic ?
-nie- powiedziała
i usłyszałam te krzyki skuliłam się i zatkałam uszy
-Sandie nic ci nie jest?
-nie po prostu się źle poczułam. Wracajmy.
-ok- powiedziałam
poszłyśmy do pokoju.
-Na pewno nic ni nie jest?-zapytała Katie
-Tak. Dobranoc
-Dobranoc
Koniec notatki ,idę spać.
Marakuja.
Hej tu znowu ja. Ranka chyba nie muszę opisywać, był zwyczajny. Wzięłam prysznic i poszłam z Katie na stołówkę.Po drodze spotkałyśmy Fabiana i Nathaniela.
-Hej-powiedziałyśmy
-Hej- odpowiedzieli
-Kup kawę, a ja poczekam w klasie-szepnęła mi do ucha.
-ok-powiedziałam i poszła
Nathaniel poszedł ze swoim śniadaniem do stolika, a ja poszłam kupić kawę
Fabian stał przede mną.
-Musze się odwdzięczyć za wczorajsze wypicie ci kawy.
-Fabian to był tylko łyk.
Ale i tak mnie nie posłuchał, kupił trzy kawy .Podał mi jedną.
-proszę-powiedział i podał mi kubek.
-Dziękuje- powiedziałam z uśmiechem
Podeszliśmy do stolika przy którym siedział Natt
-Idziesz?-zapytał Fabian
-Nie, później do was dołączę.
-ok -powiedział brązowo włosy .
Poszliśmy wolnym krokiem do klasy.
-zapomniałam ci wczoraj napisać co się stało.
-A no tak. Co się stało?
-Nathalia zabrała szkicownik Katie no i wynikła z tego awantura. Gdybyś widział jak Katie wylała wodę na jej głowę
-Wyobrażam sobie-powiedział lekko się śmiejąc
przed wejściem do klasy spytał:
-Sendie pójdziemy na spacer po naszej karze?-powiedział nieśmiało
-Pewnie- powiedziałam z uśmiechem
-Super to jesteśmy umówieni-powiedział i podał mi drugi kubek i zajął miejsce w ławce
-Trzymaj-powiedziałam do Katie podając jej kubek z kawą
-Dzięki- powiedziała
Pierwsza lekcje. Historia. Czekałam na to co napisałam .Zrobiłam świetną prezentację i myślę ze dostane dobra ocenę. Ale jako pierwsza zgłosiła się Nathalia. Zobaczyłam że ukradła mi prezentacje.
-Ty Suko!
-Co to za słownictwo?-zapytała nauczycielka
-ona zabrała mi prezentacje!
-Nie prawda!-zaprzeczyła
-Tak? To opowiedz o niej bez patrzenia w komputer!
-Dobrze ,tak będzie sprawiedliwie- powiedziała nauczycielka,Oczywiście ja tylko coś wiedziałam i do stałam 5 .Ostatnia lekcja była w bibliotece. Mieliśmy napisać w parach wypracowanie na dowolny temat. Z Katie ustaliłyśmy ze napiszemy o starych gazetach szkolnych. Natrafiłyśmy na coś dzwnego Artykuł na temat pokoju numer13. Z którego wynikało że, co jakiś czas znikały z niego lokatorzy. Przestraszyłyśmy się i postanowiłyśmy zagłębić temat ale zadzwonił dzwonek i musiałyśmy wyjść z Biblioteki .Ale postanowiłyśmy ze jutro po lekcjach tu przyjdziemy. No więc nic nowego. Poszłyśmy się przebrać, coś zjeść i nadeszła kara. Tym razem zostaliśmy na godzina sami i mogliśmy sobie pójść. Przed wyjściem Fabian zapytał:
-Idziemy?
-Tak-odpowiedziałam.Poszliśmy na spacer, spacerowaliśmy dobre 2 godziny.
-Fabian wracajmy już .Mamy zadany Francuski na jutro.
-ok-powiedział.
W drodze powrotnej Fabian niepewnie złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie. A ja lekko się uśmiechnęłam. Szliśmy w milczeniu. Zatrzymaliśmy się przy drzwiach do mojego pokoju.
-świetnie się dzisiaj bawiłem.
-ja też-powiedziałam z uśmiechem
Wtedy złapał mnie za drugą rękę, poczułam jak robi mi się gorąco. Pochylił się i spojrzeliśmy sobie w oczy. Mogłam patrzeć się w jego brązowe oczy cały dzień. Nagle pochylił się jeszcze i pocałował mnie. Czułam jak fala gorąca mnie zalewa. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
-Do jutra-powiedział
-Do jutra-odparłam, a on na pożegnanie dał mi szybkiego całusa i znikł za rogiem korytarza. Weszłam do pokoju pierwsze co to spojrzałam w lustro moja twarz była czerwona.
-O już jesteś- powiedziała Katie. Przestraszyłam się. Nie chciałam żeby coś zauważyła
-O hej-powiedziałam zdenerwowana.
-Jak tam spacer?-zapytała zaciekawiona
-yy wiesz spacer jak spacer-powiedziałam jąkając się
-dlaczego jesteś taka dziwna?
-pfff... ja zdenerwowana no co ty? Słuchaj pomożesz mi z tym francuzem bo nie ogarniam?
-jasne-powiedziała odrobiliśmy lekcje i poszłyśmy pod prysznic.
Tym razem słyszałem jak coś woła moje imię
-Sandie...
-co to było? - zapytałam
-ale co?
-nie słyszałaś nic ?
-nie- powiedziała
i usłyszałam te krzyki skuliłam się i zatkałam uszy
-Sandie nic ci nie jest?
-nie po prostu się źle poczułam. Wracajmy.
-ok- powiedziałam
poszłyśmy do pokoju.
-Na pewno nic ni nie jest?-zapytała Katie
-Tak. Dobranoc
-Dobranoc
Koniec notatki ,idę spać.
Marakuja.
23 września Pamiętnik Sandie.
23 września pamiętnik Sandie.
Kolejna noc z tymi krzykami. Czasami boje się zasnąć ale z racji tego ze mało śpię oczy same mi się zamykają. Obudziłam się o 5 ostatnio cały czas się tak budzę. Jak zwykle Katie też nie spała. Zrobiłyśmy to co zwykle poszłyśmy się umyć. Boje się tam chodzić sama i Katie chyba zresztą też.Więc zawsze chodzimy razem. Na szczęście nic się nie działo. Poszłyśmy do pokoju przebrać się w mundurki i ruszyłyśmy w stronę stołówki.Nie byłyśmy głodne ale zaproponowałam ze kupię na kawę. Katie się zgodziła. Czekała na mnie przy wyjściu. Poszłam i zamówiłam i czekałam aż je dostana.
-Hej-usłyszałam za sobą. Odwróciła się i zobaczyłam uśmiechniętego Fabiana był ubrany w mundurek szkolny, gdy go zobaczyłam momentalnie się uśmiechnęłam.
-Hej- odpowiedziałam.Odebrałam kawy. Fabian wziął jedną z nich i powiedział ze mi pomoże.
Podeszliśmy do Katie. Podałam jej kawę. Chciałam zabrać swoją ale zauważyłam ze Fabian właśnie ją pije.
-hej- powiedział fabian do Katie
-cześć-odpowiedziała
-Fabian?-powiedziałam ,a on spojrzał się na kubek.
-przepraszam zapomniałem...-powiedział nerwowo
-spokojnie nic się nie stało- powiedziałam i odebrałam kawę.
-Idziemy na lekcje?-zapytał
-tak- powiedziałyśmy z Katie.Nie będę opisywała lekcji bo to nudy. Po lekcjach poszłyśmy się przebrać. Nathalia rzadko bywała w pokoju a kiedy już była to razem z Katie wychodziliśmy.
No więc przebrałyśmy się założyłam na siebie czarne rurki, czerwona koszulkę i swoje czarne trampki.
-po obiedzie mamy kare razem z Fabianem i Nathanielem-powiedziałam do Katie.
-jak mi nie chce się tam iść
-Mi też nie ale takie życie. Dobra chodź na obiad.
Poszłyśmy na obiad. Zjadłyśmy i udałyśmy się do klasy 06. Jak to kara nudy gadanie w stylu bla bla musicie zmienić swoje zachowanie potem godzina w klasie i wolne. Poszłam do pokoju i dostałam esa od Fabiana.
-odrobimy razem lekcje?
-Jasne to przyjdź do mnie.
-Będę za 5 minut-Uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Dlaczego się tak uśmiechasz?-zapytała Katie
-Zaraz będzie Fabian będziemy odrabiać lekcje. Dołączysz się?
-Nie .Mam ochotę na rysowanie- powiedziała wzięła swój szkicownik i zaczęła rysować.
Rozległo się pukanie do drzwi
-Proszę- powiedziałam
Do pokoju wszedł Fabian , miał sobie granatowe trampki ,czarne spodnie, podkoszulek i na to czerwoną koszule w kratkę . Usiadł naprzeciwko mnie.
-To co bierzemy się do pracy?-zapytałam.
-jasne-powiedziałam
Lekcje odrobiliśmy odrobiliśmy w 40 minut .Potem gadaliśmy ,po jakimś czasie dołączyła do nas Katie. Rozmawialiśmy aż do 20 potem poszłam z Fabianem na krótki spacer. Jak szliśmy to czułam jak Fabian chciał złapać mnie za rękę ale nie miał odwagi .Jedynie co udało mu się zrobić to delikatnie dotykać mojej dłoni, a wtedy czułam ze robi mi się gorąco i się rumienie. O 21 Fabian odprowadził mnie pod pokój z którego było słychać krzyki..
-Musze już iść- powiedziałam
-Wiem
-To do jutra?
-Tak. Dobranoc- powiedział i przytulił mnie. Staliśmy tak przez chwile. Ale krzyki zaczęły narastać. Oderwałam się od Fabiana i powiedziałam mu ze napisze mu co się stało.
Gdy weszłam do pokoju usłyszałam kłótnię dziewczyn.
-co się stało?-zwróciłam się do mojej przyjaciółki
-Ta suka wzięła sobie mój szkicownik!-krzyknęła
-oddawaj to- powiedziałam ze złością
-Nie!-powiedziała
W tym momencie Katie wylała jej wodę na głowę sprytnie omijając jej dłonie w którym trzymała szkicownik. Dziewczyna puściła szkicownik i powiedziała:
-jesteście nienormalne!- i wybiegła z pokoju
Ja zaczęłam się śmiać, a Katie poszła w moje ślady.
Potem poszłyśmy się umyć i położyłyśmy się spać. Przed snem usłyszałam te krzyki więc szybko założyłam słuchawki.Właśnie kładę się spać,dobranoc.
Marakuja
Kolejna noc z tymi krzykami. Czasami boje się zasnąć ale z racji tego ze mało śpię oczy same mi się zamykają. Obudziłam się o 5 ostatnio cały czas się tak budzę. Jak zwykle Katie też nie spała. Zrobiłyśmy to co zwykle poszłyśmy się umyć. Boje się tam chodzić sama i Katie chyba zresztą też.Więc zawsze chodzimy razem. Na szczęście nic się nie działo. Poszłyśmy do pokoju przebrać się w mundurki i ruszyłyśmy w stronę stołówki.Nie byłyśmy głodne ale zaproponowałam ze kupię na kawę. Katie się zgodziła. Czekała na mnie przy wyjściu. Poszłam i zamówiłam i czekałam aż je dostana.
-Hej-usłyszałam za sobą. Odwróciła się i zobaczyłam uśmiechniętego Fabiana był ubrany w mundurek szkolny, gdy go zobaczyłam momentalnie się uśmiechnęłam.
-Hej- odpowiedziałam.Odebrałam kawy. Fabian wziął jedną z nich i powiedział ze mi pomoże.
Podeszliśmy do Katie. Podałam jej kawę. Chciałam zabrać swoją ale zauważyłam ze Fabian właśnie ją pije.
-hej- powiedział fabian do Katie
-cześć-odpowiedziała
-Fabian?-powiedziałam ,a on spojrzał się na kubek.
-przepraszam zapomniałem...-powiedział nerwowo
-spokojnie nic się nie stało- powiedziałam i odebrałam kawę.
-Idziemy na lekcje?-zapytał
-tak- powiedziałyśmy z Katie.Nie będę opisywała lekcji bo to nudy. Po lekcjach poszłyśmy się przebrać. Nathalia rzadko bywała w pokoju a kiedy już była to razem z Katie wychodziliśmy.
No więc przebrałyśmy się założyłam na siebie czarne rurki, czerwona koszulkę i swoje czarne trampki.
-po obiedzie mamy kare razem z Fabianem i Nathanielem-powiedziałam do Katie.
-jak mi nie chce się tam iść
-Mi też nie ale takie życie. Dobra chodź na obiad.
Poszłyśmy na obiad. Zjadłyśmy i udałyśmy się do klasy 06. Jak to kara nudy gadanie w stylu bla bla musicie zmienić swoje zachowanie potem godzina w klasie i wolne. Poszłam do pokoju i dostałam esa od Fabiana.
-odrobimy razem lekcje?
-Jasne to przyjdź do mnie.
-Będę za 5 minut-Uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Dlaczego się tak uśmiechasz?-zapytała Katie
-Zaraz będzie Fabian będziemy odrabiać lekcje. Dołączysz się?
-Nie .Mam ochotę na rysowanie- powiedziała wzięła swój szkicownik i zaczęła rysować.
Rozległo się pukanie do drzwi
-Proszę- powiedziałam
Do pokoju wszedł Fabian , miał sobie granatowe trampki ,czarne spodnie, podkoszulek i na to czerwoną koszule w kratkę . Usiadł naprzeciwko mnie.
-To co bierzemy się do pracy?-zapytałam.
-jasne-powiedziałam
Lekcje odrobiliśmy odrobiliśmy w 40 minut .Potem gadaliśmy ,po jakimś czasie dołączyła do nas Katie. Rozmawialiśmy aż do 20 potem poszłam z Fabianem na krótki spacer. Jak szliśmy to czułam jak Fabian chciał złapać mnie za rękę ale nie miał odwagi .Jedynie co udało mu się zrobić to delikatnie dotykać mojej dłoni, a wtedy czułam ze robi mi się gorąco i się rumienie. O 21 Fabian odprowadził mnie pod pokój z którego było słychać krzyki..
-Musze już iść- powiedziałam
-Wiem
-To do jutra?
-Tak. Dobranoc- powiedział i przytulił mnie. Staliśmy tak przez chwile. Ale krzyki zaczęły narastać. Oderwałam się od Fabiana i powiedziałam mu ze napisze mu co się stało.
Gdy weszłam do pokoju usłyszałam kłótnię dziewczyn.
-co się stało?-zwróciłam się do mojej przyjaciółki
-Ta suka wzięła sobie mój szkicownik!-krzyknęła
-oddawaj to- powiedziałam ze złością
-Nie!-powiedziała
W tym momencie Katie wylała jej wodę na głowę sprytnie omijając jej dłonie w którym trzymała szkicownik. Dziewczyna puściła szkicownik i powiedziała:
-jesteście nienormalne!- i wybiegła z pokoju
Ja zaczęłam się śmiać, a Katie poszła w moje ślady.
Potem poszłyśmy się umyć i położyłyśmy się spać. Przed snem usłyszałam te krzyki więc szybko założyłam słuchawki.Właśnie kładę się spać,dobranoc.
Marakuja
22 Września.Pamiętnik Katie
22 września. Pamiętnik Katie.
Dobry. Nadal śnią mi się koszmary.Czuję się coraz gorzej.Śpię chyba po trzy godziny dziennie. Nie wytrzymuje sama ze sobą.Dręczą mnie myśli przez tą noc w piwnicy.Kto to był przy świeczce?Czy to muśnięcie jest tym o czym myślę?Czemu wtedy się nie wyrwałam?Nie wiem,ja po prostu nic nie wiem.To zacznę od opisu dnia:Wstałam o szóstej,jak zwykle do szkoły.Przeturlałam się z łóżka na ziemię.Obudziłam Sandie.Ubrałam mundurek i zaczęłam się czesać.Spojrzałam na lustro...Hmmm wory pod oczami.Świetnie!Zeszłam z Sandie do stołówki.Oczywiście nie obeszłoby się bez tajemniczych uśmieszków Sandie i Fabiana.Te piękne rumieńce i uśmiech typu ,,Jestem wstydliwa.Bierz mnie!"
-Katie?Myślisz że on mnie lubi?-spytała grzebiąc w talerzu z jajecznicą.
-Na pewno.-odburknęłam.
-O co ci chodzi?-I dopiero zrozumiałam że powiedziałam to naprawdę wrednie.
-Przepraszam-powiedziałam i odeszłam od stołu.Szłam korytarzem zastanawiając się co jest ze mną nie tak.Nagle zobaczyłam że coś koło mnie przebiegło.Zatrzymało się.Zobaczyłam że była to ona.Miała włosy spięte w warkocz,czerwony sweter i spódnicę za kolano o kolorze czarnym.
-ymmm coś jest nie tak?-spytałam.Nawet nie wiem dlaczego.Ona jednak pobiegła dalej.Uniosłam brew i stwierdziłam że jest nienormalna.Zdarza się. Weszłam do pokoju i zastałam karteczkę.Przekręciłam oczami i ujrzałam napis ,,O 22 w piwnicy~N"Uśmiechnęłam się mimowolnie.Spojrzałam leniwie na zegarek.Była już 7:50!Szybko pobiegłam do szkoły.Weszłam na lekcje akurat na czas.
-Panno Evans...-powiedziała nauczycielka.
-Tak,tak-szepnęłam pod nosem i usiadłam obok Baterson.Śmierdziała jak stare skarpety.Czułam odruchy wymiotne.Nadeszła wreszcie upragniona(ciekawość) 22.Zeszłam powoli do piwnicy ale nikogo nie zastałam.Zapaliłam świeczkę.Usiadłam na krzesełku i czekałam ponad piętnaście minut.Nagle zapaliło się światło.Nie było by w tym nic dziwnego,gdyby nie to że było zepsute!Przestraszyłam się,ciary przeszły mnie po całym ciele.Powiał zimny wiatr.W piwnicy!Nagle zobaczyłam jak ktoś schodzi.Dziewczyna...Ta sama co na korytarzu.Tym razem jednak nie miała warkocza,a włosy rozpuszczone i potargane.Na twarzy malowały się łzy.Okulary były popękane.Wyglądała przerażająco.Jak z horroru.Coś podskoczyło mi do gardła.Nagle zaczął dzwonić mój telefon.Jednakże muzyka z niego nie była mi znana,a brzmiała jakoś tak:
,,Płynie czas,płyną łzy.
Oczy skroplone skrawkami krwi.
Ręce poszarpane niczym prześcieradło.
Serce,cnotę coś komuś skradło.
A wtedy ciemność,zero blasku dni.
Teraz cicho śpi.Śpij.Ciiiii"
Znieruchomiałam,zaczęłam się trząść.Jednak postać przede mną podniosła rękę i wskazała palcem na telefon.Szybkim ruchem wyjęłam go z kieszeni i odebrałam.Słyszałam szmery i bicie własnego serca.Zamknęłam oczy.Policzyłam do dziesięciu i je otworzyłam.Jednak to był błąd.Jej twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej.Białe oczy przepełnione były zemstą.Ale czemu?Usta sine,a twarz poszarpana.Pisnęłam.A ona krzyknęła niemo.Zamknęłam oczy z przerażenia.Tak bardzo się bałam.Skuliłam się.Łzy napłynęły mi do oczu.Chciałam uciec jak najdalej,być z dala od tej szkoły.Ktoś złapał mnie za ramię.Podskoczyłam.Chlipnęłam cicho.
-Evans?-usłyszałam.To był Nathaniel.Jakie było moje zdziwienie jak nie rzucił żadnego irytującego tekstu.Odkryłam twarz i spojrzałam na niego.On był chyba zdziwiony bo otworzył delikatnie usta jakby nie wiedział co powiedzieć.
-Gdybym wiedział że się boisz ciemności,bym napisał smsa że się spóźnię-wyszeptał zmieszany.Spostrzegłam że w pomieszczeniu jest zapalona tylko świeczka,zero światła z żarówki.
-Ja...-wychrypiałam.Nie wiedziałam co powiedzieć.Bałam się nadal.A on wpatrywał się we mnie.To było takie niezręczne.
-Ty?-spytał ponaglając.
-Nic.Co chciałeś?-wstałam i podniosłam głowę.Mam jakąś dumę.
-Płakałaś?-spytał łagodnym głosem.Wzdrygnęłam się.Powiedzieć prawdę czy skłamać?
-Nie.-wymsknęło mi się.A jednak skłamałam.On jednak przybliżył się,a ja się cofnęłam.Nie chciałam tej bliskości.Czułam się przy nim bardzo nieswojo.Przejechał opuszkiem palca pod moim okiem.
-Jak to nie?Czemu kłamiesz?-powiedział odwracając wzrok.On się o mnie martwi?
-Bo tak-Najgłupsza odpowiedź świata.Gdy znowu zrobił krok do przodu,a ja do tyłu poczułam na plecach zimną ścianę.Kurde!Czy te ściany muszą wszędzie być?
-Boisz się mnie?-spytał.A ja wtedy pomyślałam,,Nie no co ty?!Tylko tak się cofam dla efektu"
-Nie.-odpowiedziałam hardo.On jednak był kilka centymetrów ode mnie.Poczułam zapach jego perfum,zmieszanych z alkoholem.Nogi zaczęły mi się uginać.Tak piękny zapach,chociaż czuć odór alkoholu.Był za wysoki żeby widzieć jego minę.Nie chciałam jednak spotkać jego wzroku.Patrzyłam się głupio na jego tors i wdychałam jego zapach (trochę jak ćpun)Chciałam się jakoś wymigać ale uniemożliwiły mi ucieczkę jego ręce po każdej stronie mojej głowy.Zero ucieczki,zero szans żeby się wymigać.Znowu oparł swoje czoło o moje.A ja poczułam się o dziwo bezpiecznie.Choć serce waliło mi jak oszalałe nie chciałam uciekać.Chciałam być bliżej.
-Powiedziałaś o tym komuś?-wyszeptał.
-O czym?-spytałam.Byłam na tyle zdezorientowana że nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-O tym w piwnicy.
-Nie-Jestem niemal pewna że poczuł ulgę.Westchnął i nagle jego głowa zjechała mi na ramie.Poczułam ciężar jego ciała.Upadłam razem z nim.
-Natt?-Nie wiedziałam co się stało.
-Przepraszam-wyszeptał.-Tak mi ciężko.Nienawidzisz mnie?
Właśnie w tym momencie otworzyłam szeroko oczy.Czy ja go nienawidzę? Nie wiem.Wszystkie lata szydzenia ze mnie,wszystkie obelgi.
-Nie-odpowiedziałam.Myślę że on nie poczuł mojego łomotania serca.
-Natt...Dobrze się czujesz?-spytałam.Coś było nie tak.
-Nie mogę spać.-wyznajmił-mam koszmary.Nie mogę po prostu.Widzę Micheala w trumnie.Widzę jak się śmieje.Był dla mnie jak brat.Dzisiaj jego rocznica.Nie wiem czemu Ci to mówię.Nawet się nie lubimy.
Ułożyłam się tak żeby był między moimi nogami i o dziwo przytuliłam go.Był pijany i nie myślał co mówi,a mi było jego straszliwie żal.
-Natt ile wypiłeś?-spytałam.
-A jak myślisz Evans?
-Że dużo.
-I prawidłowo.
Wyśliznął mi się z uścisku.Położył się na ziemi na boku i wpatrywał się we mnie.Czułam się bardzo nie zręcznie.
-Możesz przestać?-poprosiłam.On jednak nie dawał za wygraną.Pociągnął mnie tak żebym się położyła.Ułożyłam się na boku.On dalej swoim wzrokiem ilustrował mnie.
-Evans masz piękne oczy-wyszeptał.Zbliżył się tak że czułam jego oddech na mojej twarzy.Przyciągnął mnie do siebie i mocno objął.Zarumieniłam się.Nie często przytula mnie chłopak.A ja czułam się tak bezpiecznie,tak dobrze ,chociaż to był mój wróg.Pocałował mnie w czoło.I już czułam że muszę uciekać.Myśli zaczęły wirować ,a serce chciało wyskoczyć.
-Natt-wyszeptałam-Proszę cię przest...-nie dokończyłam bo poczułam jego usta na moich.Delikatnie je musnął,a ja czułam jakby cały świat mi się zawalił.Odskoczyłam od niego.Uśmiechnął się i szepnął ledwie przytomny:
-Dziękuję Katie-Moje imię i jego głos nie brzmiały razem wzięte.Ale tak bardzo mnie poruszyły.Nie chciałam go zostawiać.Położyłam sobie jego głowę na moich kolanach.Już się nie bałam.Byłam bezpieczna.Przy nim,przytomnym czy nie.Jutro będzie tak jak dawniej.Mierzwiłam jego włosy do czasu kiedy Fabian nas nie znalazł.Wzięliśmy Nathaniela przyprowadziliśmy do pokoju.Fabian spojrzał na mnie zdziwiony i powiedział:
-Nie wiedziałem że się upił-oznajmił zawstydzony-Gdybym wiedział.Przepraszam że narobił Ci problemu.On ostatnio nie sypia zbyt dobrze,nie bierze leków.Ciężko jest.Jego rodzice przechodzą rozwód.Dobrze że jesteś Katie.Tylko jedno pytanie:Jeśli się nienawidzicie to czemu poszedł akurat do Ciebie?
Dobre pytanie,nie powiem.
-Nie wiem.Dobranoc-odpowiedziałam szybko kierując się do pokoju i nie odwracając.Jak weszłam miałam przesłuchanie od Sandie.Oczywiście powiedziałam jej że byłam na spacerze.Nikt się o tym nie może dowiedzieć.
,,You'll never be alone
When darkness comes you know I'm never far
Hear the whispers in the dark
Whispers in the dark"
Kaktus
Dobry. Nadal śnią mi się koszmary.Czuję się coraz gorzej.Śpię chyba po trzy godziny dziennie. Nie wytrzymuje sama ze sobą.Dręczą mnie myśli przez tą noc w piwnicy.Kto to był przy świeczce?Czy to muśnięcie jest tym o czym myślę?Czemu wtedy się nie wyrwałam?Nie wiem,ja po prostu nic nie wiem.To zacznę od opisu dnia:Wstałam o szóstej,jak zwykle do szkoły.Przeturlałam się z łóżka na ziemię.Obudziłam Sandie.Ubrałam mundurek i zaczęłam się czesać.Spojrzałam na lustro...Hmmm wory pod oczami.Świetnie!Zeszłam z Sandie do stołówki.Oczywiście nie obeszłoby się bez tajemniczych uśmieszków Sandie i Fabiana.Te piękne rumieńce i uśmiech typu ,,Jestem wstydliwa.Bierz mnie!"
-Katie?Myślisz że on mnie lubi?-spytała grzebiąc w talerzu z jajecznicą.
-Na pewno.-odburknęłam.
-O co ci chodzi?-I dopiero zrozumiałam że powiedziałam to naprawdę wrednie.
-Przepraszam-powiedziałam i odeszłam od stołu.Szłam korytarzem zastanawiając się co jest ze mną nie tak.Nagle zobaczyłam że coś koło mnie przebiegło.Zatrzymało się.Zobaczyłam że była to ona.Miała włosy spięte w warkocz,czerwony sweter i spódnicę za kolano o kolorze czarnym.
-ymmm coś jest nie tak?-spytałam.Nawet nie wiem dlaczego.Ona jednak pobiegła dalej.Uniosłam brew i stwierdziłam że jest nienormalna.Zdarza się. Weszłam do pokoju i zastałam karteczkę.Przekręciłam oczami i ujrzałam napis ,,O 22 w piwnicy~N"Uśmiechnęłam się mimowolnie.Spojrzałam leniwie na zegarek.Była już 7:50!Szybko pobiegłam do szkoły.Weszłam na lekcje akurat na czas.
-Panno Evans...-powiedziała nauczycielka.
-Tak,tak-szepnęłam pod nosem i usiadłam obok Baterson.Śmierdziała jak stare skarpety.Czułam odruchy wymiotne.Nadeszła wreszcie upragniona(ciekawość) 22.Zeszłam powoli do piwnicy ale nikogo nie zastałam.Zapaliłam świeczkę.Usiadłam na krzesełku i czekałam ponad piętnaście minut.Nagle zapaliło się światło.Nie było by w tym nic dziwnego,gdyby nie to że było zepsute!Przestraszyłam się,ciary przeszły mnie po całym ciele.Powiał zimny wiatr.W piwnicy!Nagle zobaczyłam jak ktoś schodzi.Dziewczyna...Ta sama co na korytarzu.Tym razem jednak nie miała warkocza,a włosy rozpuszczone i potargane.Na twarzy malowały się łzy.Okulary były popękane.Wyglądała przerażająco.Jak z horroru.Coś podskoczyło mi do gardła.Nagle zaczął dzwonić mój telefon.Jednakże muzyka z niego nie była mi znana,a brzmiała jakoś tak:
,,Płynie czas,płyną łzy.
Oczy skroplone skrawkami krwi.
Ręce poszarpane niczym prześcieradło.
Serce,cnotę coś komuś skradło.
A wtedy ciemność,zero blasku dni.
Teraz cicho śpi.Śpij.Ciiiii"
Znieruchomiałam,zaczęłam się trząść.Jednak postać przede mną podniosła rękę i wskazała palcem na telefon.Szybkim ruchem wyjęłam go z kieszeni i odebrałam.Słyszałam szmery i bicie własnego serca.Zamknęłam oczy.Policzyłam do dziesięciu i je otworzyłam.Jednak to był błąd.Jej twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej.Białe oczy przepełnione były zemstą.Ale czemu?Usta sine,a twarz poszarpana.Pisnęłam.A ona krzyknęła niemo.Zamknęłam oczy z przerażenia.Tak bardzo się bałam.Skuliłam się.Łzy napłynęły mi do oczu.Chciałam uciec jak najdalej,być z dala od tej szkoły.Ktoś złapał mnie za ramię.Podskoczyłam.Chlipnęłam cicho.
-Evans?-usłyszałam.To był Nathaniel.Jakie było moje zdziwienie jak nie rzucił żadnego irytującego tekstu.Odkryłam twarz i spojrzałam na niego.On był chyba zdziwiony bo otworzył delikatnie usta jakby nie wiedział co powiedzieć.
-Gdybym wiedział że się boisz ciemności,bym napisał smsa że się spóźnię-wyszeptał zmieszany.Spostrzegłam że w pomieszczeniu jest zapalona tylko świeczka,zero światła z żarówki.
-Ja...-wychrypiałam.Nie wiedziałam co powiedzieć.Bałam się nadal.A on wpatrywał się we mnie.To było takie niezręczne.
-Ty?-spytał ponaglając.
-Nic.Co chciałeś?-wstałam i podniosłam głowę.Mam jakąś dumę.
-Płakałaś?-spytał łagodnym głosem.Wzdrygnęłam się.Powiedzieć prawdę czy skłamać?
-Nie.-wymsknęło mi się.A jednak skłamałam.On jednak przybliżył się,a ja się cofnęłam.Nie chciałam tej bliskości.Czułam się przy nim bardzo nieswojo.Przejechał opuszkiem palca pod moim okiem.
-Jak to nie?Czemu kłamiesz?-powiedział odwracając wzrok.On się o mnie martwi?
-Bo tak-Najgłupsza odpowiedź świata.Gdy znowu zrobił krok do przodu,a ja do tyłu poczułam na plecach zimną ścianę.Kurde!Czy te ściany muszą wszędzie być?
-Boisz się mnie?-spytał.A ja wtedy pomyślałam,,Nie no co ty?!Tylko tak się cofam dla efektu"
-Nie.-odpowiedziałam hardo.On jednak był kilka centymetrów ode mnie.Poczułam zapach jego perfum,zmieszanych z alkoholem.Nogi zaczęły mi się uginać.Tak piękny zapach,chociaż czuć odór alkoholu.Był za wysoki żeby widzieć jego minę.Nie chciałam jednak spotkać jego wzroku.Patrzyłam się głupio na jego tors i wdychałam jego zapach (trochę jak ćpun)Chciałam się jakoś wymigać ale uniemożliwiły mi ucieczkę jego ręce po każdej stronie mojej głowy.Zero ucieczki,zero szans żeby się wymigać.Znowu oparł swoje czoło o moje.A ja poczułam się o dziwo bezpiecznie.Choć serce waliło mi jak oszalałe nie chciałam uciekać.Chciałam być bliżej.
-Powiedziałaś o tym komuś?-wyszeptał.
-O czym?-spytałam.Byłam na tyle zdezorientowana że nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-O tym w piwnicy.
-Nie-Jestem niemal pewna że poczuł ulgę.Westchnął i nagle jego głowa zjechała mi na ramie.Poczułam ciężar jego ciała.Upadłam razem z nim.
-Natt?-Nie wiedziałam co się stało.
-Przepraszam-wyszeptał.-Tak mi ciężko.Nienawidzisz mnie?
Właśnie w tym momencie otworzyłam szeroko oczy.Czy ja go nienawidzę? Nie wiem.Wszystkie lata szydzenia ze mnie,wszystkie obelgi.
-Nie-odpowiedziałam.Myślę że on nie poczuł mojego łomotania serca.
-Natt...Dobrze się czujesz?-spytałam.Coś było nie tak.
-Nie mogę spać.-wyznajmił-mam koszmary.Nie mogę po prostu.Widzę Micheala w trumnie.Widzę jak się śmieje.Był dla mnie jak brat.Dzisiaj jego rocznica.Nie wiem czemu Ci to mówię.Nawet się nie lubimy.
Ułożyłam się tak żeby był między moimi nogami i o dziwo przytuliłam go.Był pijany i nie myślał co mówi,a mi było jego straszliwie żal.
-Natt ile wypiłeś?-spytałam.
-A jak myślisz Evans?
-Że dużo.
-I prawidłowo.
Wyśliznął mi się z uścisku.Położył się na ziemi na boku i wpatrywał się we mnie.Czułam się bardzo nie zręcznie.
-Możesz przestać?-poprosiłam.On jednak nie dawał za wygraną.Pociągnął mnie tak żebym się położyła.Ułożyłam się na boku.On dalej swoim wzrokiem ilustrował mnie.
-Evans masz piękne oczy-wyszeptał.Zbliżył się tak że czułam jego oddech na mojej twarzy.Przyciągnął mnie do siebie i mocno objął.Zarumieniłam się.Nie często przytula mnie chłopak.A ja czułam się tak bezpiecznie,tak dobrze ,chociaż to był mój wróg.Pocałował mnie w czoło.I już czułam że muszę uciekać.Myśli zaczęły wirować ,a serce chciało wyskoczyć.
-Natt-wyszeptałam-Proszę cię przest...-nie dokończyłam bo poczułam jego usta na moich.Delikatnie je musnął,a ja czułam jakby cały świat mi się zawalił.Odskoczyłam od niego.Uśmiechnął się i szepnął ledwie przytomny:
-Dziękuję Katie-Moje imię i jego głos nie brzmiały razem wzięte.Ale tak bardzo mnie poruszyły.Nie chciałam go zostawiać.Położyłam sobie jego głowę na moich kolanach.Już się nie bałam.Byłam bezpieczna.Przy nim,przytomnym czy nie.Jutro będzie tak jak dawniej.Mierzwiłam jego włosy do czasu kiedy Fabian nas nie znalazł.Wzięliśmy Nathaniela przyprowadziliśmy do pokoju.Fabian spojrzał na mnie zdziwiony i powiedział:
-Nie wiedziałem że się upił-oznajmił zawstydzony-Gdybym wiedział.Przepraszam że narobił Ci problemu.On ostatnio nie sypia zbyt dobrze,nie bierze leków.Ciężko jest.Jego rodzice przechodzą rozwód.Dobrze że jesteś Katie.Tylko jedno pytanie:Jeśli się nienawidzicie to czemu poszedł akurat do Ciebie?
Dobre pytanie,nie powiem.
-Nie wiem.Dobranoc-odpowiedziałam szybko kierując się do pokoju i nie odwracając.Jak weszłam miałam przesłuchanie od Sandie.Oczywiście powiedziałam jej że byłam na spacerze.Nikt się o tym nie może dowiedzieć.
,,You'll never be alone
When darkness comes you know I'm never far
Hear the whispers in the dark
Whispers in the dark"
Kaktus
16 Września Pamiętnik Katie.
16 września Pamiętnik Katie
Dobry.Zacznę może od tego co mi się śniło.Otworzyłam oczy i zobaczyłam mój pokój.Tak.Przede mną był pokój numer 13. A na nim kartka.Zmrużyłam oczy i zobaczyłam napis:Okularnica+dziwka=Ellie.Rozejrzałam się po korytarzu.Kto to jest Ellie?Czemu na moim pokoju ją obrażają?Co się tu dzieje?Weszłam za drzwi.Nikogo nie było.Każdy mebel był w innym miejscu niż normalnie.Na szafkach i w szafkach widniały inne rzeczy.Nie moje,nie Sandie,nie Nathalii.Co tu się dzieje?Spojrzałam na kalendarz nad jakimś łóżkiem.Widniała na nim data 16.09.1965.Zdziwiłam się i odeszłam jeden krok do tyłu.Nagle klamka się ruszyła,a ja się obudziłam.Byłam w tym samym pokoju,tylko że za moich czasów.Sandie stała już przed lustrem i układała swoje czerwone włosy.Spojrzała się na mnie i uśmiechnęła się.
-Obudziłam się,a tu Nathalii nie ma.Piękny dzień no nie?-zaśmiała się,a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.Sądzę że ona dodaje mi czegoś w rodzaju symptomu szczęścia.Zeszłyśmy na śniadanie i szybko zajęłyśmy wolny stolik.Płatki cynamonowe z mlekiem zawsze mnie rozbudzały.Zauważyłam że jak je jem to się uśmiecham.Hmm czy to normalne?Nagle zobaczyłam że Sandie patrzy się w stronę innego stolika.Spostrzegłam tam Fabiana,który uśmiecha się do niej.Napełnia mnie to radością jak się na nich patrzę.Chociaż boję się że oboje się zranią.Martwię się. To nie moja wina.Nagle dostałam karteczkę na stół.Otworzyłam ją.Widniał na niej napis: Dzisiaj w piwnicy o 22.~N.Zdziwiłam się i uniosłam brew do góry.N?Rozejrzałam się i ujrzałam wzrok Natta.Po śniadaniu poszłyśmy na lekcje ale tego nie będę opisywać,musiałabym wszędzie pisać że było nudno.Weszłam do pokoju i zobaczyłam zajaraną Sandie.Co się dzieje?Pomyślałam.
-Idę na spacer z Fabianem!-pisnęła.Dziwny jest ten widok.
-Aaa-powiedziałam chyba mało entuzjastycznie.
-To źle?-spytała się,a ja szybko zaprzeczyłam.Z mundurka przebrałam się w zieloną koszulkę z krótkim rękawem i małym dekoltem,granatowe rurki i czarne trampki.Włosy spięłam w wysokiego kitka.Usiadłam na łóżku i poczułam wielką chęć na rysowanie.Ten obrazek był dość dziwny...Sama byłam zdziwiona co rysuje.Taka wena?No nie wiem.Narysowałam dziewczynę leżącą w łóżku,całkiem nagą.Może trochę przykrytą kołdrą,która płakała.Wyglądała na mocno zranioną.Ale czym?Sama nie wiem.Nawet nie zauważyłam kiedy Sandie wyszła.Też bym chciała mieć jak ona.Poczułam że zaczynam być coraz bardziej smutna..Spojrzałam na zegarek.Była już 21:50!Szybko zeszłam do piwnicy.Kliknęłam na przycisk światła.Jednak nic się nie zapaliło.Zdziwiłam się i zaczęłam klikać jak szalona.Jednak to nie pomagało.Kiedy chciałam się cofnąć,coś chwyciło mnie za rękę i pociągnęło w głąb.Po całym moim ciele przebiegły dreszcze,a umysł krzyczał ,,Ratunku!"Miałam ochotę uciec,piszczeć,atakować ale ja jak głupia znieruchomiałam.Nagle zobaczyłam rękę z zapałką,która podpaliła świeczkę.Słabe światło oświetliło twarz winowajcy.Natt...Gdyby nie to że byliśmy w ciemnej piwnicy,a on wyglądał jakby chciał mnie zabić bym się nie bała.Chyba.W moim umyśle było tysiąc pytań,a nie wiedziałam jak na nie odpowiedzieć.Czemu on?Dlaczego mnie tu zaprowadził?O co mu chodzi?Nagle poczułam że spycha mnie na ścianę.Syknęłam z bólu.On położył jedną rękę po lewej stronie mojej głowy,a drugą trzymał mnie za gardło.Zaczęłam się trząść ze strachu.Słyszałam że brał tabletki uspakajające no ale mam nadzieje że zażywa je regularnie.
-Jak mogłaś to napisać?-wyszeptał mi do ucha wściekłym głosem.Jego oddech tak blisko przyprawiał mnie o mrowienie.Nie wiedziałam o co mu chodzi,a strach przysłaniał mi umysł.
-O co ci chodzi?-wypiszczałam.Na początku nie wiedziałam że to mój głos.Nigdy tak nie mówiłam chyba że naprawdę byłam wystraszona.
-O ten list!-krzyknął i ściągnął rękę z mojej szyi.Pokazał mi list.-Czytaj!-Zaczęłam się trząść,serce waliło mi jak oszalałe.Wzięłam wdech i zaczęłam czytać.Choć tak mało widziałam,mogłam rozczytać co tam było..
-Myślisz że możesz mnie tak irytować i denerwować?-usłyszałam ze się jąkam-Myślisz że boje się gówniarza który bierze leki odkąd jego najlepszy przyjaciel umarł w wypadku?Jesteś tak samo żałosny jak Micheal.Katie-Nagle uświadomiłam sobie że ktoś mnie wrobił.On jednak o tym nie wiedział. Chwycił mnie znowu za gardło i spytał:
-I co ty na to?-spojrzałam mu w oczy.Był wściekły.Micheal był jego najlepszym przyjacielem.Umarł w wypadku samochodowym.Nathaniel nie mógł się po tym pozbierać.Nagle moje serce oplecione było smutkiem i strachem.
-To nie ja napisałam...-wychrypiałam przerażona.
-A kto?!-krzyknął.Nagle stało się coś dziwnego.Zobaczyłam że jego oczy szklą się.
-Walker...ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła-powiedziałam szczerze.Spojrzał mi się w oczy.Jego piwne oczy.Myślałam że się rozpłynę.Ściągnął rękę z szyi.
-Jak to to nie ty?-wyszeptał.-Nie wierzę Ci.
-To uwierz-nie chciałam się ruszać bo nadal się bałam że zrobi mi krzywdę.On zamilkł.Po minucie odezwał się i spytał:
-A więc kto?
-Nie wiem-odpowiedziałam szczerze.
-A ja mam wiedzieć?!-krzyknął przybliżając przy tym swoją twarz do mojej.Nagle jego ręce zacisnęły się w pięści i uderzyły po obu stronach mojej głowy.Zacisnęłam usta i zamknęłam oczy.Poczułam że coś opiera mi się na czole.Było to jego czoło.Nagle mój oddech zaczął być powolniejszy.Wiedziałam jak go to bolało,czułam to,słyszałam w jego głosie.Jego oddech muskał moją twarz.
-Dobrze,wierzę ci-szepnął.-Nie wziąłem leków.Przepraszam.-Czy ja usłyszałam przepraszam od Natta?Tak,dokładnie.
-Wybaczam-wyszeptałam szybko.Strasznie było mi jego żal.On położył ręce na moich biodrach i szybko pociągnął do siebie.Zamknął mnie w uścisku.czułam jego oddech na mojej szyi.Nie wiedziałam co robić.Po prostu stałam.Moje serce waliło ,a myśli latały po umyśle jakby nie miały co robić.Poczułam delikatnie muśniecie po szyi.Zaczerwieniłam się,a za nim się ocknęłam już go nie było.Zostałam sama w ciemnej piwnicy.Chciałam zgasić świeczkę,lecz coś już koło niej stało.Podeszłam powtarzając sobie ,,To nic!No co ty Katie?"Ale gdy podeszłam zobaczyłam straszny widok.Twarz kobiety.Miała ona białe gałki oczne,blada jak ściana,na jej twarzy były liczne rany z których ciekła szkarłatna krew.Uśmiechnęła się i świeczka zgasła.Wybiegłam stamtąd.Postanowiłam umyć się rano.Dziewczyny już spały.Ja nie mogę zasnąć.Kończę.Spróbuję napisać coś kiedy indziej.Chcę zasnąć,bez koszmarów,Bardzo się boję,a w mojej głowie jest tyle myśli że zaraz mi umysł wybuchnie.Dobranoc.
,,Die, withdraw
Hide in cold sweat
Quivering lips
Ignore remorse
Naming a kid, living wasteland
This time you've tried
All that you can turning you red"
Kaktus
Dobry.Zacznę może od tego co mi się śniło.Otworzyłam oczy i zobaczyłam mój pokój.Tak.Przede mną był pokój numer 13. A na nim kartka.Zmrużyłam oczy i zobaczyłam napis:Okularnica+dziwka=Ellie.Rozejrzałam się po korytarzu.Kto to jest Ellie?Czemu na moim pokoju ją obrażają?Co się tu dzieje?Weszłam za drzwi.Nikogo nie było.Każdy mebel był w innym miejscu niż normalnie.Na szafkach i w szafkach widniały inne rzeczy.Nie moje,nie Sandie,nie Nathalii.Co tu się dzieje?Spojrzałam na kalendarz nad jakimś łóżkiem.Widniała na nim data 16.09.1965.Zdziwiłam się i odeszłam jeden krok do tyłu.Nagle klamka się ruszyła,a ja się obudziłam.Byłam w tym samym pokoju,tylko że za moich czasów.Sandie stała już przed lustrem i układała swoje czerwone włosy.Spojrzała się na mnie i uśmiechnęła się.
-Obudziłam się,a tu Nathalii nie ma.Piękny dzień no nie?-zaśmiała się,a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.Sądzę że ona dodaje mi czegoś w rodzaju symptomu szczęścia.Zeszłyśmy na śniadanie i szybko zajęłyśmy wolny stolik.Płatki cynamonowe z mlekiem zawsze mnie rozbudzały.Zauważyłam że jak je jem to się uśmiecham.Hmm czy to normalne?Nagle zobaczyłam że Sandie patrzy się w stronę innego stolika.Spostrzegłam tam Fabiana,który uśmiecha się do niej.Napełnia mnie to radością jak się na nich patrzę.Chociaż boję się że oboje się zranią.Martwię się. To nie moja wina.Nagle dostałam karteczkę na stół.Otworzyłam ją.Widniał na niej napis: Dzisiaj w piwnicy o 22.~N.Zdziwiłam się i uniosłam brew do góry.N?Rozejrzałam się i ujrzałam wzrok Natta.Po śniadaniu poszłyśmy na lekcje ale tego nie będę opisywać,musiałabym wszędzie pisać że było nudno.Weszłam do pokoju i zobaczyłam zajaraną Sandie.Co się dzieje?Pomyślałam.
-Idę na spacer z Fabianem!-pisnęła.Dziwny jest ten widok.
-Aaa-powiedziałam chyba mało entuzjastycznie.
-To źle?-spytała się,a ja szybko zaprzeczyłam.Z mundurka przebrałam się w zieloną koszulkę z krótkim rękawem i małym dekoltem,granatowe rurki i czarne trampki.Włosy spięłam w wysokiego kitka.Usiadłam na łóżku i poczułam wielką chęć na rysowanie.Ten obrazek był dość dziwny...Sama byłam zdziwiona co rysuje.Taka wena?No nie wiem.Narysowałam dziewczynę leżącą w łóżku,całkiem nagą.Może trochę przykrytą kołdrą,która płakała.Wyglądała na mocno zranioną.Ale czym?Sama nie wiem.Nawet nie zauważyłam kiedy Sandie wyszła.Też bym chciała mieć jak ona.Poczułam że zaczynam być coraz bardziej smutna..Spojrzałam na zegarek.Była już 21:50!Szybko zeszłam do piwnicy.Kliknęłam na przycisk światła.Jednak nic się nie zapaliło.Zdziwiłam się i zaczęłam klikać jak szalona.Jednak to nie pomagało.Kiedy chciałam się cofnąć,coś chwyciło mnie za rękę i pociągnęło w głąb.Po całym moim ciele przebiegły dreszcze,a umysł krzyczał ,,Ratunku!"Miałam ochotę uciec,piszczeć,atakować ale ja jak głupia znieruchomiałam.Nagle zobaczyłam rękę z zapałką,która podpaliła świeczkę.Słabe światło oświetliło twarz winowajcy.Natt...Gdyby nie to że byliśmy w ciemnej piwnicy,a on wyglądał jakby chciał mnie zabić bym się nie bała.Chyba.W moim umyśle było tysiąc pytań,a nie wiedziałam jak na nie odpowiedzieć.Czemu on?Dlaczego mnie tu zaprowadził?O co mu chodzi?Nagle poczułam że spycha mnie na ścianę.Syknęłam z bólu.On położył jedną rękę po lewej stronie mojej głowy,a drugą trzymał mnie za gardło.Zaczęłam się trząść ze strachu.Słyszałam że brał tabletki uspakajające no ale mam nadzieje że zażywa je regularnie.
-Jak mogłaś to napisać?-wyszeptał mi do ucha wściekłym głosem.Jego oddech tak blisko przyprawiał mnie o mrowienie.Nie wiedziałam o co mu chodzi,a strach przysłaniał mi umysł.
-O co ci chodzi?-wypiszczałam.Na początku nie wiedziałam że to mój głos.Nigdy tak nie mówiłam chyba że naprawdę byłam wystraszona.
-O ten list!-krzyknął i ściągnął rękę z mojej szyi.Pokazał mi list.-Czytaj!-Zaczęłam się trząść,serce waliło mi jak oszalałe.Wzięłam wdech i zaczęłam czytać.Choć tak mało widziałam,mogłam rozczytać co tam było..
-Myślisz że możesz mnie tak irytować i denerwować?-usłyszałam ze się jąkam-Myślisz że boje się gówniarza który bierze leki odkąd jego najlepszy przyjaciel umarł w wypadku?Jesteś tak samo żałosny jak Micheal.Katie-Nagle uświadomiłam sobie że ktoś mnie wrobił.On jednak o tym nie wiedział. Chwycił mnie znowu za gardło i spytał:
-I co ty na to?-spojrzałam mu w oczy.Był wściekły.Micheal był jego najlepszym przyjacielem.Umarł w wypadku samochodowym.Nathaniel nie mógł się po tym pozbierać.Nagle moje serce oplecione było smutkiem i strachem.
-To nie ja napisałam...-wychrypiałam przerażona.
-A kto?!-krzyknął.Nagle stało się coś dziwnego.Zobaczyłam że jego oczy szklą się.
-Walker...ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła-powiedziałam szczerze.Spojrzał mi się w oczy.Jego piwne oczy.Myślałam że się rozpłynę.Ściągnął rękę z szyi.
-Jak to to nie ty?-wyszeptał.-Nie wierzę Ci.
-To uwierz-nie chciałam się ruszać bo nadal się bałam że zrobi mi krzywdę.On zamilkł.Po minucie odezwał się i spytał:
-A więc kto?
-Nie wiem-odpowiedziałam szczerze.
-A ja mam wiedzieć?!-krzyknął przybliżając przy tym swoją twarz do mojej.Nagle jego ręce zacisnęły się w pięści i uderzyły po obu stronach mojej głowy.Zacisnęłam usta i zamknęłam oczy.Poczułam że coś opiera mi się na czole.Było to jego czoło.Nagle mój oddech zaczął być powolniejszy.Wiedziałam jak go to bolało,czułam to,słyszałam w jego głosie.Jego oddech muskał moją twarz.
-Dobrze,wierzę ci-szepnął.-Nie wziąłem leków.Przepraszam.-Czy ja usłyszałam przepraszam od Natta?Tak,dokładnie.
-Wybaczam-wyszeptałam szybko.Strasznie było mi jego żal.On położył ręce na moich biodrach i szybko pociągnął do siebie.Zamknął mnie w uścisku.czułam jego oddech na mojej szyi.Nie wiedziałam co robić.Po prostu stałam.Moje serce waliło ,a myśli latały po umyśle jakby nie miały co robić.Poczułam delikatnie muśniecie po szyi.Zaczerwieniłam się,a za nim się ocknęłam już go nie było.Zostałam sama w ciemnej piwnicy.Chciałam zgasić świeczkę,lecz coś już koło niej stało.Podeszłam powtarzając sobie ,,To nic!No co ty Katie?"Ale gdy podeszłam zobaczyłam straszny widok.Twarz kobiety.Miała ona białe gałki oczne,blada jak ściana,na jej twarzy były liczne rany z których ciekła szkarłatna krew.Uśmiechnęła się i świeczka zgasła.Wybiegłam stamtąd.Postanowiłam umyć się rano.Dziewczyny już spały.Ja nie mogę zasnąć.Kończę.Spróbuję napisać coś kiedy indziej.Chcę zasnąć,bez koszmarów,Bardzo się boję,a w mojej głowie jest tyle myśli że zaraz mi umysł wybuchnie.Dobranoc.
,,Die, withdraw
Hide in cold sweat
Quivering lips
Ignore remorse
Naming a kid, living wasteland
This time you've tried
All that you can turning you red"
Kaktus
15 września Pamiętnik Sandie
15 września Pamiętnik Sandie
Hej to znowu ja. Wczoraj stało się coś za co na pewno się zemszczę,a mianowicie ta suka Nathalia zabrała mi pamiętnik. Zapłaci mi za to,szczególnie że jeszcze nie oberwała za Fabiana. Ale wszystko sobie wyjaśniliśmy. Powiedział że ona się do niego przyczepiła i zdecydowanie woli moje towarzystwo. Może zacznijmy od poranka: wstałam, ubrałam na siebie czarna koszulkę na ramiączkach z koronka na plecach, granatowe rurki i czarne trampki. Nic specjalnego. Razem z Katie nie zeszłyśmy na śniadanie za to zaczęłyśmy gadać:
-Nie odpuszczę tego Nathalii zniszczę te sukę- powiedziałam.
-A ja z przyjemnością na to popatrzę-odpowiedziała
-Ooo... wredna Katie wróciła.
-po prostu wczoraj przesadziła.
-wiem i zapłaci mi za to.
Resztę poranka rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się. Przed obiadem poszłyśmy się umyć.
Nie wiem dlaczego ale ta łazienka zaczęła mnie przerażać.Jednak prysznic minął spokojnie. Ale kiedy wyszłyśmy w samym ręczniku zgasiło się światło. Nie wierzę ze to powiedziałam.
-Katie co ty na to żebyśmy stąd uciekły?-powiedziałam ze stracham..
-Jestem za.
I pobiegłyśmy do pokoju, oczywiście po drodze musiałyśmy kogoś spotkać. To był Nathaniel z Fabianem. Pewnie na myśl ze byłam prawie naga zrobiłam się całą czerwona więc szybko skierowałam się do pokoju ale zobaczyłam że Nathaniel zatrzymał Katie.
-no Evans przy każdym naszym spotkaniu masz coraz mniej na sobie.
Widziałam minę Katie złapałam ja za rękę i pociągnęłam do pokoju .
-co za debil.
-nie przejmuj się chodź się przebrać zaraz obiad.
-ok- powiedziała przebrałyśmy się i poszłyśmy na obiad
Weszłyśmy na stołówkę chciałam dziś usiąść z Fabianem ale Katie raczej by nie chciała usiąść z Nattem przy jednym stole ,więc chciałyśmy zająć stolik za nimi ale odezwał się Nathaniel
-jak tam prysznic?-powiedział ze śmiechem
Katie wybuchła i za szybko wyciągnęła wnioski:
-to ty to zrobiłeś-wzięła do reki miskę z zupą.
-Katie ja nie sądzę że....-za późno wylała na niego zawartość miski
-Przesadziłaś- powiedział i wylał na nią sok
-ty debilu- powiedziałam i chciałam na niego wylać zupę ale ominął ją i cała zawartość wylała się Fabianowi na koszulkę.
-przepraszam- powiedziałam pośpiesznie- to nie miało być na ciebie
-wiem- powiedział z uśmiechem- ale i tak ci tego nie odpuszczę
-co?! - powiedziałam
Wtedy zaczął się śmiąc.Podbiegł do mnie ze swoja miską i wylał mi ja na bluzkę.Zaczęłam się śmiać.Skorzystałam z okazji i podeszłam do stolika Nathalii.Wylałam jej własną zupe na nią- to za Fabiana- chwyciłam za sok i wylałam jej na głowę.
-a to za pamiętnik.
Chciałam we mnie czymś rzucić ale trafiła w jakiegoś typa. Który krzyknął:
-Wojna !!!!
Wtedy cała stołówka zaczęła się rzucać jedzeniem. Biegłam i wpadłam na Fabiana który mnie złapał ale chyba się o coś poślizgną i upadliśmy na ziemie śmiejąc się.
-złapałem cię- powiedział
-nic ci nie jest ? - zapytałam.
-nie odpowiedział
spojrzałam na Katie która była na plecach Natta i próbowała go przewrócić
-Co to ma znaczyć?!-to był głos dyrektora.
Dopiero teraz zauważyłam ze leże na fabianie. Pewnie zrobiłam się cała czerwona i momentalnie z niego zeszłam. A on uśmiechną się do mnie nieśmiało odwzajemniłam to.
-Wy - powiedział wskazując na mnie Fabiana Nathaniela i Katie - do mojego gabinetu.
Poszliśmy zaczął coś tam gadać bla bla nie słuchałam go za bardzo z tego co słyszałam to mamy zostawać po lekcjach przez tydzień.
Gdy wyszliśmy zaczęliśmy się śmiać i poszliśmy się umyć. Potem pisałam trochę z Fabianem.Odrobiłam lekcje,po czym pogadałam chwile z Katie.Kładę się właśnie spać,jestem zmęczona.
Marakuja
Hej to znowu ja. Wczoraj stało się coś za co na pewno się zemszczę,a mianowicie ta suka Nathalia zabrała mi pamiętnik. Zapłaci mi za to,szczególnie że jeszcze nie oberwała za Fabiana. Ale wszystko sobie wyjaśniliśmy. Powiedział że ona się do niego przyczepiła i zdecydowanie woli moje towarzystwo. Może zacznijmy od poranka: wstałam, ubrałam na siebie czarna koszulkę na ramiączkach z koronka na plecach, granatowe rurki i czarne trampki. Nic specjalnego. Razem z Katie nie zeszłyśmy na śniadanie za to zaczęłyśmy gadać:
-Nie odpuszczę tego Nathalii zniszczę te sukę- powiedziałam.
-A ja z przyjemnością na to popatrzę-odpowiedziała
-Ooo... wredna Katie wróciła.
-po prostu wczoraj przesadziła.
-wiem i zapłaci mi za to.
Resztę poranka rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się. Przed obiadem poszłyśmy się umyć.
Nie wiem dlaczego ale ta łazienka zaczęła mnie przerażać.Jednak prysznic minął spokojnie. Ale kiedy wyszłyśmy w samym ręczniku zgasiło się światło. Nie wierzę ze to powiedziałam.
-Katie co ty na to żebyśmy stąd uciekły?-powiedziałam ze stracham..
-Jestem za.
I pobiegłyśmy do pokoju, oczywiście po drodze musiałyśmy kogoś spotkać. To był Nathaniel z Fabianem. Pewnie na myśl ze byłam prawie naga zrobiłam się całą czerwona więc szybko skierowałam się do pokoju ale zobaczyłam że Nathaniel zatrzymał Katie.
-no Evans przy każdym naszym spotkaniu masz coraz mniej na sobie.
Widziałam minę Katie złapałam ja za rękę i pociągnęłam do pokoju .
-co za debil.
-nie przejmuj się chodź się przebrać zaraz obiad.
-ok- powiedziała przebrałyśmy się i poszłyśmy na obiad
Weszłyśmy na stołówkę chciałam dziś usiąść z Fabianem ale Katie raczej by nie chciała usiąść z Nattem przy jednym stole ,więc chciałyśmy zająć stolik za nimi ale odezwał się Nathaniel
-jak tam prysznic?-powiedział ze śmiechem
Katie wybuchła i za szybko wyciągnęła wnioski:
-to ty to zrobiłeś-wzięła do reki miskę z zupą.
-Katie ja nie sądzę że....-za późno wylała na niego zawartość miski
-Przesadziłaś- powiedział i wylał na nią sok
-ty debilu- powiedziałam i chciałam na niego wylać zupę ale ominął ją i cała zawartość wylała się Fabianowi na koszulkę.
-przepraszam- powiedziałam pośpiesznie- to nie miało być na ciebie
-wiem- powiedział z uśmiechem- ale i tak ci tego nie odpuszczę
-co?! - powiedziałam
Wtedy zaczął się śmiąc.Podbiegł do mnie ze swoja miską i wylał mi ja na bluzkę.Zaczęłam się śmiać.Skorzystałam z okazji i podeszłam do stolika Nathalii.Wylałam jej własną zupe na nią- to za Fabiana- chwyciłam za sok i wylałam jej na głowę.
-a to za pamiętnik.
Chciałam we mnie czymś rzucić ale trafiła w jakiegoś typa. Który krzyknął:
-Wojna !!!!
Wtedy cała stołówka zaczęła się rzucać jedzeniem. Biegłam i wpadłam na Fabiana który mnie złapał ale chyba się o coś poślizgną i upadliśmy na ziemie śmiejąc się.
-złapałem cię- powiedział
-nic ci nie jest ? - zapytałam.
-nie odpowiedział
spojrzałam na Katie która była na plecach Natta i próbowała go przewrócić
-Co to ma znaczyć?!-to był głos dyrektora.
Dopiero teraz zauważyłam ze leże na fabianie. Pewnie zrobiłam się cała czerwona i momentalnie z niego zeszłam. A on uśmiechną się do mnie nieśmiało odwzajemniłam to.
-Wy - powiedział wskazując na mnie Fabiana Nathaniela i Katie - do mojego gabinetu.
Poszliśmy zaczął coś tam gadać bla bla nie słuchałam go za bardzo z tego co słyszałam to mamy zostawać po lekcjach przez tydzień.
Gdy wyszliśmy zaczęliśmy się śmiać i poszliśmy się umyć. Potem pisałam trochę z Fabianem.Odrobiłam lekcje,po czym pogadałam chwile z Katie.Kładę się właśnie spać,jestem zmęczona.
Marakuja
17 września Pamiętnik Sandie
17 Września pamiętni Sandie.
Dzisiaj zacznę od tego co mi się śniło. Po prostu ciemność,płacz dziewczyny i krzyki.To było straszne,tak jakby ktoś zrobił jej krzywdę. Obudziłam się cała zdyszana i mokra. Pierwsze co zrobiłam to obudziłam Katie.
-Katie wstawaj.
-co? Co jest?-wymamrotała
-idziesz się umyć? Bo niedługo zaczynają się lekcje.
-ok
Wywlokła się z łóżka i poszłyśmy wziąć prysznic.O dziwo nic się nie stało. Poszłam do pokoju i ubrałam mundurek.
-co mamy pierwsze?- zapytałam
-chemie- powiedziała
-O nie jeszcze z ty bufonem! - powiedziałam,a Katie lekko się uśmiechnęła
-A pamiętasz że, dzisiaj zostajemy po lekcjach?
-Tak z Fabianem i Nathanielem.
Katie przez chwile patrzała zdziwiona
-Hallo ziemia do Katie wszystko ok
-Tak-wymamrotała ale i tak jej nie wierzyłam. Na razie jak nie chce mówić to nie. Wszystko w swoim czasie.No więc lekcji to chyba nie muszę opowiadać same nudy bla bla. Nadeszła pora obiadu, chciałam usiąść z Fabianem ale Katie chyba znów pokłóciła się z Nattem. Więc wolałam usiąść z Katie. Gadałyśmy sobie, śmiałyśmy się i żartowałyśmy.
-Za 5 minut mamy być w sali 06- powiedziałam
-Już tak szybko?
-No niestety chodź
Poszłyśmy do sali .Chłopacy siedzieli już w ławkach. Posłałam uśmiech Fabianowi ,gdy wchodziłam do sali .Katie wolała usiąść na drugim końcu sali. Nauczyciel coś tłumaczył ale nie słuchałam go. Potem zostawił nas na godzinę samych i poszliśmy do pokojów. Przebrałam się i Fabian wysłał mi eska:
-spotkajmy się za 5 minut koło mojego pokoju.
-ok- odpisałam mu.
Powiedziałam Katie że idę się przejść i wyszłam z pokoju. Byłam szczęśliwa że prawie codziennie się spotykamy.Zauważyłam wiele nas łączy . No więc poszłam pod jego pokój i poszliśmy się przejść. Rozmawialiśmy na różne tematy, dowiedziałam się ze też gra a fortepianie. Następnie szliśmy w milczeniu i poczułam jak jego palce dotykają mojej dłoni.Chyba zrobiłam się czerwona. Było fajnie ale podbiegła do nas Nathalia .czego ona chce?.
-hej Sandie pomożesz mi z historią ?Słyszałam ze jesteś dobra, a ja potrzebuje pomocy. Szczególnie ze mam twój zeszyt.
Dała mi do zrozumienia ze ma mój pamiętnik. Wiedziałam co zrobię
-jasne- powiedziałam zdenerwowana- muszę lecieć -powiedziałam do Fabiana
Uwaga przytulił mnie na pożegnanie. Stałam nie ruchomo, byłam strasznie zdziwiona
-Jak coś to jesteśmy pod telefonem.
-a skoro mowa o telefonie to dasz mi swój numer?- powiedziała Nathalia
-Nie może. Przecież musisz uczyć się historii-powiedziałam a Fabian lekko się uśmiechnął do mnie
-Pa- powiedział patrząc na mnie i poszedł w stronę szkoły .Z Nathalią szłam w milczeniu aż do pokoju .Gdy tylko weszłyśmy krzyknełąm:
-ty suko!- I rzuciłam się na nia Gdy Katie usłyszała co się stało wziełą moją stronę i Nathalia chyba się wystraszyła. Oddała mi moje rzeczy. Potem gadałyśmy, odrobiłyśmy lekcje i poszłyśmy się umyć. Pod prysznicem ułyszałam płakanie dziewczyny ale nikogo nie wiedziałam.Już wiedziałam ze to nie będzie spokojna noc.Powieki same mi się zamykają.Dobranoc.
Marakuja.
Dzisiaj zacznę od tego co mi się śniło. Po prostu ciemność,płacz dziewczyny i krzyki.To było straszne,tak jakby ktoś zrobił jej krzywdę. Obudziłam się cała zdyszana i mokra. Pierwsze co zrobiłam to obudziłam Katie.
-Katie wstawaj.
-co? Co jest?-wymamrotała
-idziesz się umyć? Bo niedługo zaczynają się lekcje.
-ok
Wywlokła się z łóżka i poszłyśmy wziąć prysznic.O dziwo nic się nie stało. Poszłam do pokoju i ubrałam mundurek.
-co mamy pierwsze?- zapytałam
-chemie- powiedziała
-O nie jeszcze z ty bufonem! - powiedziałam,a Katie lekko się uśmiechnęła
-A pamiętasz że, dzisiaj zostajemy po lekcjach?
-Tak z Fabianem i Nathanielem.
Katie przez chwile patrzała zdziwiona
-Hallo ziemia do Katie wszystko ok
-Tak-wymamrotała ale i tak jej nie wierzyłam. Na razie jak nie chce mówić to nie. Wszystko w swoim czasie.No więc lekcji to chyba nie muszę opowiadać same nudy bla bla. Nadeszła pora obiadu, chciałam usiąść z Fabianem ale Katie chyba znów pokłóciła się z Nattem. Więc wolałam usiąść z Katie. Gadałyśmy sobie, śmiałyśmy się i żartowałyśmy.
-Za 5 minut mamy być w sali 06- powiedziałam
-Już tak szybko?
-No niestety chodź
Poszłyśmy do sali .Chłopacy siedzieli już w ławkach. Posłałam uśmiech Fabianowi ,gdy wchodziłam do sali .Katie wolała usiąść na drugim końcu sali. Nauczyciel coś tłumaczył ale nie słuchałam go. Potem zostawił nas na godzinę samych i poszliśmy do pokojów. Przebrałam się i Fabian wysłał mi eska:
-spotkajmy się za 5 minut koło mojego pokoju.
-ok- odpisałam mu.
Powiedziałam Katie że idę się przejść i wyszłam z pokoju. Byłam szczęśliwa że prawie codziennie się spotykamy.Zauważyłam wiele nas łączy . No więc poszłam pod jego pokój i poszliśmy się przejść. Rozmawialiśmy na różne tematy, dowiedziałam się ze też gra a fortepianie. Następnie szliśmy w milczeniu i poczułam jak jego palce dotykają mojej dłoni.Chyba zrobiłam się czerwona. Było fajnie ale podbiegła do nas Nathalia .czego ona chce?.
-hej Sandie pomożesz mi z historią ?Słyszałam ze jesteś dobra, a ja potrzebuje pomocy. Szczególnie ze mam twój zeszyt.
Dała mi do zrozumienia ze ma mój pamiętnik. Wiedziałam co zrobię
-jasne- powiedziałam zdenerwowana- muszę lecieć -powiedziałam do Fabiana
Uwaga przytulił mnie na pożegnanie. Stałam nie ruchomo, byłam strasznie zdziwiona
-Jak coś to jesteśmy pod telefonem.
-a skoro mowa o telefonie to dasz mi swój numer?- powiedziała Nathalia
-Nie może. Przecież musisz uczyć się historii-powiedziałam a Fabian lekko się uśmiechnął do mnie
-Pa- powiedział patrząc na mnie i poszedł w stronę szkoły .Z Nathalią szłam w milczeniu aż do pokoju .Gdy tylko weszłyśmy krzyknełąm:
-ty suko!- I rzuciłam się na nia Gdy Katie usłyszała co się stało wziełą moją stronę i Nathalia chyba się wystraszyła. Oddała mi moje rzeczy. Potem gadałyśmy, odrobiłyśmy lekcje i poszłyśmy się umyć. Pod prysznicem ułyszałam płakanie dziewczyny ale nikogo nie wiedziałam.Już wiedziałam ze to nie będzie spokojna noc.Powieki same mi się zamykają.Dobranoc.
Marakuja.
środa, 11 września 2013
5 września.Pamiętnik Sandie
Hej. Wstałam dziś o 5 50 jak zwykle, bo odkąd tu jestem śni mi się czerń i te przerażające krzyki zawsze budzę się jak najwcześniej żeby skończyć te męki. Dziś włożyłam na siebie: czarną bluzkę na ramiczkach, bluzę z evanescence, czerwone podarte rurki i czarne glany. Jak zwykle czekałam na Katie.
-Katie rusz się!-powiedziałam
-Już idę nie denerwuj się- powiedziała
Wyszłyśmy z pokoju jako ostatnie na szczęście nie było z nami Nathali nie lubie jej zresztą. Katie chyba też jej nie lubi. Tak sobie myślę jak by tu ją poniżyć? Dobra jak na razie to muszę siedzieć na tych nudnych lekcjach. Na lekcji biologi mówiliśmy o naczelnych. Nauczycielka pokazała zdjęcie małpy powiedziałam:
-o Nathalia jesteś sławna-gdy to powiedziałam cała klasa zaczęła się śmiać
-Sandie wiem to było dobre ale odpuść sobie trochę ok?
-ok-powiedziałam cieszyłam się że mam kogoś kto mnie uspokaja i komu mogę ufać.
Po lekcjach jak zwykle poszłam z Katie do pokoju.
-i jak zdenerwowano przed naborem do drużyny?-zapytałam
-nie a ty?
-ani trochę masz jakiś strój?
-no pewnie z poprzedniej szkoły a ty? -powiedziałam wyjmując do z szafy
na odpowiedz pokazałam jej koszulke na plecach miała napisane White
-super-powiedziała
-to co? Przebieramy się i idziemy na eliminacje?
-tak-powiedziała
przebrałyśmy się gdy już wychodziłyśmy zobaczyłyśmy Nathalie w stroju piłkarskim
-to ty GRASZ W PIŁKĘ?!-krzyknęłyśmy razem.
-tak na bramce mam zamiar dostać się do pierwszego składu. Ale spokojnie w drugim składzie znajdzie się dla was miejsce.
Chciałam już coś zrobić ale Katie szepnęła mi do ucha
-gra na bramce to dobrze się składa-myślałam ze jest miła ale jak coś to potrafi być wredna
-dobra spotkamy się na boisku-powiedziałam do Nathali
eliminacje poszły Super! Jestem z Katie w pierwszy składzie jesteśmy partnerkami na ataku. Ale niestety Nathalia tez się dostała ale to dobrze bo będziemy mieć razem treningi :) .
Był już wieczór więc poszłyśmy z Katie na stołówkę coś zjeść gdy tam weszłam zamurowało mnie ta małpa siedziała z Fabianem wiedziałam ze robi to specjalnie Katie chyba zauważyła co się dzieje bo powiedziała mi :
-spokojnie ona nie jest w jego typie znam już go trochę i wiem co mowie
-co?? to wcale nie o to chodzi.
-ummhmm- wymamrotała
już wiedziałam ze to jest początek wojny. Ale na to już za późno więc poszłyśmy z Katie się umyć gdy poszłyśmy pod prysznic zaczęło migać światło. Przestraszyłam się. Więc umówiłyśmy się jak najszybciej i poszłyśmy spać. Wiedziałam ze ta noc nie będzie spokojna.
Marakuja i Kaktus
4 września.Pamiętnik Katie
Dzień dobry. Wstałam o 6 by zdążyć na zajęcia. Ubrałam się tak jak zwykle (niebieska skóra,szara bluzka na ramiączka,rurki,tenisówki) Dzień zaczął się okropnie.Na dworzu pada deszcz,a ja ślęczałam na lekcjach.Rysowałam na marginesie szkice niektórych uczniów ,którzy według mnie wydawali się charakterystyczni.Po lekcjach jak zwykle poszłam do pokoju się przebrać.Sandie słuchała głośno muzyki na słuchawkach kiwając głową w dół i w górę.Miała zamknięte oczy ,więc stwierdziłam że zrobię jej zdjęcie,a potem ją narysuje.Zaczęłam czytać ,,Gildie magów" by się odczepić od lekcji i rzeczywistości.Nagle z wielkim hukiem weszła Nathalia.O matko...Zaczęła się wydzierać że zabrałyśmy jej jakieś różowe pasemko (co do cholery?!)Szturchnęłam Sandie i pokazałam palcem na zjawisko.
-Co drzesz ryja?-spytała spokojnie Sandie.
-Zabrałaś mi moje pasemko!-warczała Nathalia
-Po kij mi twoje pasemko?
-Żeby wyglądać ładnie?Może się zemścić?
-Na tb? Hahahahahah-Sandie zaczęła się histerycznie śmiać (ja zresztą też)-Po co mi to ?! To wygląda jakbyś to ze śmietnika wzięła,zjadła i wypluła.Pewnie za łóżkiem jest.
Nathalia szybko rzuciła się w stronę swojego łóżka i włożyła rękę w szparę. Wyciągnęła z niej swoją zgubę i poczerwieniała.
-I co krzykaczko?-zaśmiała się Sandie-Łóżko chciało być ładne i się zemścić.
Nathalia wyszła cała czerwona,a Sandie spojrzała się na mnie z uśmiechem.
-Miły dzień no nie?
-Nudny-odpowiedziałam.
-Żartujesz?Pada deszcz,jest burza,cisza,spokój.
-Bym pograła w piłkę.
-Ja też. Idziesz na eliminację ?
-Kiedy?!
-Jutro.
-Spoko.
Chciało mi się śmiać i płakać ze szczęścia.Szkoła z drużyną gdzie mogą być dziewczyny!
-Idziesz pod prysznic?-spytałam się Sandie.
-Nie.Jest dopiero szesnasta.
-A kiedy idziesz?
-Na pewno nie jesteś bi ?
-Nie... Po prostu chcę żeby ktoś pilnował mi prysznica.
-Nikt Ci tam nie wejdzie.
-No nie wiem.
-Około dwudziestej drugiej ok ?
-Dobra.Gdzie wychodzisz?
-Z Fabianem na spacer.
-A...Dobra.
Wróciłam do czytania.szkoda tylko że znowu zostałam oderwana od tego zajęcia.Zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pokazał się napis,,blond pawian"
-Czego chcesz?-zdenerwowałam się.
-Wyjdziesz?
-Nie.
-Czemu?
-Po co?
-Chciałbym Ci pokazać że wszędzie każdy jest lepszy od Ciebie.A zwłaszcza ładniejszy.
-Mścisz się?
-Za limo pod okiem?Może.Po prostu chcę ci tą wredną minę zmyć z twarzy.
-Robisz to od sześciu lat...
-I o to chodzi.
-Skąd masz mój numer?
-Od Fabiana.
-Przestań do mnie dzwonić dobra?
-Nie.
Rozłączyłam się zdenerwowana.Jak on mógł dać mój numer temu debilowi?!Odrażający on jest.Nasz konflikt zaczął się jak miałam 11 lat.Wtedy właśnie wyzywał mnie od okularnic. Miałam okrągłe stare okulary...Ale to nie była moja wina.Potem przyszło przezwisko "szopa" przez moje kręcone włosy.Kiedy powiedział że nie mam ojca i takie dzieci są żałosne,rozpłakałam się.Gdy wyszłam z łazienki i go zobaczyłam przywaliłam mu z całej siły w oko.Po tym miał wielkie fioletowe limo...Wtedy zaczeli i z niego się śmiać ,aż jego rodzice wypisali go ze szkoły. Mieszka ulicę dalej więc mieliśmy świetne warunki by sobie dogryzać.I tak przez sześć lat. Męczy mnie to ale jak go widzę czuję że wypełnia mnie nienawiść.Znowu telefon dzwoni.Nieznany numer.
-Tak słucham?-spytałam jak najmilszym głosem.W słuchawce było słychać szmery i jakby ktoś piszczał.Dziwne. Pewnie znowu ktoś robi mi kawał.Usiadłam i zabrałam się za książkę po raz trzeci chyba...I znowu telefon!
-Tak?
-Hej to ja Sandie.Przyniosłabyś mi słuchawki...?
-Jaki z Ciebie leń...
-Dupa Ci urośnie jak będziesz tyle w pokoju siedzieć. Dzięki.
Wstałam złapałam za jej słuchawki i wyszłam na dwór.Padało. Wreszcie znalazłam Sandie stojącą z Fabianem jak gadali.
-Masz.
-Dzięki.Nie denerwuj się.-powiedziała.
Poszłam się przejść.Tak w deszczu!Potem tego żałowałam.Ale pomogło mi to.Okolice szkoły są takie piękne!Jak wróciłam Sandie spała...Zabrałam się za odrabianie lekcji.Łacina,matematyka....Jeju...Przerwała mi Sandie, która mamrotała przez sen.Olałam ją. Po chwili zaczęła się rzucać. Gdyby nie to że przeszkadzała mi nic bym nie zrobiła.Ale jej krzyki mnie rozpraszały.
-Sandie!-krzyknęłam.Ona obudziła się i spojrzała na mnie przymulonym wzrokiem.
-To tylko koszmar.
-Zauważyłam.Co Ci się śniło?
-Ciemność...-I w tym momencie ogłupiałam. Jak można bać się ciemności?!-Słyszałam głos który...a zresztą nie ważne.
Wstała i poszła do łazienki.Oczywiście nie poczekała na mnie.Weszłam za nią szybko żeby nie było wcześniejszej sytuacji.
-Sandie ?
-Tak?
-Cieszę się ze jesteś.
-Aha?
Nie wiem dlaczego ale ta łazienka mnie przerażała.Od kafelek odbijało się moje odbicie. Spojrzałam w nie i się uśmiechnęłam.Nagle zobaczyłam kogoś stojącego za mną (głupota no nie?) Przestraszyłam się i pisnęłam....Żałosne ale prawdziwe.Sandie spytała o co chodzi a ja ze strachem powiedziałam że zobaczyłam pająka.Jeszcze pomyśli że jestem walnięta.Umyłam się i szybko pobiegłam do pokoju.Sandie znowu zaczęła pisać smsy z Fabianem.O boże...Nabrała mnie chęć rysowania.Narysowałam naszą łazienkę jak z horroru. Po miedzy prysznicami, a umywalkami stała postać.Twarz miała przykrytą włosami,była ubrana w krótką sukienkę z falbankami na ramiączkach,była bosa i cała podrapana.Cały rysunek miał przemawiać do mnie jak horror. Straszyć i dać do myślenia co z nią mogło się stać.Np mogła umrzeć z głosu,być gnębiona,bądź ktoś mógł ją zabić.Nic nie poradzę na to że uwielbiam horrory.Już ciemno.Trzeba chyba kończyć.Nastawiłam budzik na szóstą rano.Mam nadzieję że wstanę.Dobranoc.Tak jak zwykle na koniec mały tekścik piosenki:
,,Sweet dreams are made of this.
Who am I to disagree?
Travel the world and the seven seas.
Everybody's looking for something"
Marakuja i Kaktus
-Co drzesz ryja?-spytała spokojnie Sandie.
-Zabrałaś mi moje pasemko!-warczała Nathalia
-Po kij mi twoje pasemko?
-Żeby wyglądać ładnie?Może się zemścić?
-Na tb? Hahahahahah-Sandie zaczęła się histerycznie śmiać (ja zresztą też)-Po co mi to ?! To wygląda jakbyś to ze śmietnika wzięła,zjadła i wypluła.Pewnie za łóżkiem jest.
Nathalia szybko rzuciła się w stronę swojego łóżka i włożyła rękę w szparę. Wyciągnęła z niej swoją zgubę i poczerwieniała.
-I co krzykaczko?-zaśmiała się Sandie-Łóżko chciało być ładne i się zemścić.
Nathalia wyszła cała czerwona,a Sandie spojrzała się na mnie z uśmiechem.
-Miły dzień no nie?
-Nudny-odpowiedziałam.
-Żartujesz?Pada deszcz,jest burza,cisza,spokój.
-Bym pograła w piłkę.
-Ja też. Idziesz na eliminację ?
-Kiedy?!
-Jutro.
-Spoko.
Chciało mi się śmiać i płakać ze szczęścia.Szkoła z drużyną gdzie mogą być dziewczyny!
-Idziesz pod prysznic?-spytałam się Sandie.
-Nie.Jest dopiero szesnasta.
-A kiedy idziesz?
-Na pewno nie jesteś bi ?
-Nie... Po prostu chcę żeby ktoś pilnował mi prysznica.
-Nikt Ci tam nie wejdzie.
-No nie wiem.
-Około dwudziestej drugiej ok ?
-Dobra.Gdzie wychodzisz?
-Z Fabianem na spacer.
-A...Dobra.
Wróciłam do czytania.szkoda tylko że znowu zostałam oderwana od tego zajęcia.Zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pokazał się napis,,blond pawian"
-Czego chcesz?-zdenerwowałam się.
-Wyjdziesz?
-Nie.
-Czemu?
-Po co?
-Chciałbym Ci pokazać że wszędzie każdy jest lepszy od Ciebie.A zwłaszcza ładniejszy.
-Mścisz się?
-Za limo pod okiem?Może.Po prostu chcę ci tą wredną minę zmyć z twarzy.
-Robisz to od sześciu lat...
-I o to chodzi.
-Skąd masz mój numer?
-Od Fabiana.
-Przestań do mnie dzwonić dobra?
-Nie.
Rozłączyłam się zdenerwowana.Jak on mógł dać mój numer temu debilowi?!Odrażający on jest.Nasz konflikt zaczął się jak miałam 11 lat.Wtedy właśnie wyzywał mnie od okularnic. Miałam okrągłe stare okulary...Ale to nie była moja wina.Potem przyszło przezwisko "szopa" przez moje kręcone włosy.Kiedy powiedział że nie mam ojca i takie dzieci są żałosne,rozpłakałam się.Gdy wyszłam z łazienki i go zobaczyłam przywaliłam mu z całej siły w oko.Po tym miał wielkie fioletowe limo...Wtedy zaczeli i z niego się śmiać ,aż jego rodzice wypisali go ze szkoły. Mieszka ulicę dalej więc mieliśmy świetne warunki by sobie dogryzać.I tak przez sześć lat. Męczy mnie to ale jak go widzę czuję że wypełnia mnie nienawiść.Znowu telefon dzwoni.Nieznany numer.
-Tak słucham?-spytałam jak najmilszym głosem.W słuchawce było słychać szmery i jakby ktoś piszczał.Dziwne. Pewnie znowu ktoś robi mi kawał.Usiadłam i zabrałam się za książkę po raz trzeci chyba...I znowu telefon!
-Tak?
-Hej to ja Sandie.Przyniosłabyś mi słuchawki...?
-Jaki z Ciebie leń...
-Dupa Ci urośnie jak będziesz tyle w pokoju siedzieć. Dzięki.
Wstałam złapałam za jej słuchawki i wyszłam na dwór.Padało. Wreszcie znalazłam Sandie stojącą z Fabianem jak gadali.
-Masz.
-Dzięki.Nie denerwuj się.-powiedziała.
Poszłam się przejść.Tak w deszczu!Potem tego żałowałam.Ale pomogło mi to.Okolice szkoły są takie piękne!Jak wróciłam Sandie spała...Zabrałam się za odrabianie lekcji.Łacina,matematyka....Jeju...Przerwała mi Sandie, która mamrotała przez sen.Olałam ją. Po chwili zaczęła się rzucać. Gdyby nie to że przeszkadzała mi nic bym nie zrobiła.Ale jej krzyki mnie rozpraszały.
-Sandie!-krzyknęłam.Ona obudziła się i spojrzała na mnie przymulonym wzrokiem.
-To tylko koszmar.
-Zauważyłam.Co Ci się śniło?
-Ciemność...-I w tym momencie ogłupiałam. Jak można bać się ciemności?!-Słyszałam głos który...a zresztą nie ważne.
Wstała i poszła do łazienki.Oczywiście nie poczekała na mnie.Weszłam za nią szybko żeby nie było wcześniejszej sytuacji.
-Sandie ?
-Tak?
-Cieszę się ze jesteś.
-Aha?
Nie wiem dlaczego ale ta łazienka mnie przerażała.Od kafelek odbijało się moje odbicie. Spojrzałam w nie i się uśmiechnęłam.Nagle zobaczyłam kogoś stojącego za mną (głupota no nie?) Przestraszyłam się i pisnęłam....Żałosne ale prawdziwe.Sandie spytała o co chodzi a ja ze strachem powiedziałam że zobaczyłam pająka.Jeszcze pomyśli że jestem walnięta.Umyłam się i szybko pobiegłam do pokoju.Sandie znowu zaczęła pisać smsy z Fabianem.O boże...Nabrała mnie chęć rysowania.Narysowałam naszą łazienkę jak z horroru. Po miedzy prysznicami, a umywalkami stała postać.Twarz miała przykrytą włosami,była ubrana w krótką sukienkę z falbankami na ramiączkach,była bosa i cała podrapana.Cały rysunek miał przemawiać do mnie jak horror. Straszyć i dać do myślenia co z nią mogło się stać.Np mogła umrzeć z głosu,być gnębiona,bądź ktoś mógł ją zabić.Nic nie poradzę na to że uwielbiam horrory.Już ciemno.Trzeba chyba kończyć.Nastawiłam budzik na szóstą rano.Mam nadzieję że wstanę.Dobranoc.Tak jak zwykle na koniec mały tekścik piosenki:
,,Sweet dreams are made of this.
Who am I to disagree?
Travel the world and the seven seas.
Everybody's looking for something"
Marakuja i Kaktus
3 września.Pamiętnik Katie.
Jest trzeci dzień szkoły,a ja nadal nie mogę się przyzwyczaić.Nauka,nowe towarzystwo,nowy pokój,nauczyciele.Sandie jest spoko,na początku myślałam że to jakieś emo lub coś. Ale po rozmowie sądzę że jest w porządku.Wczoraj doszła do naszego pokoju dziewczyna o nazwie Nathalia.Ma blond włosy i szare oczy.Taka tam dresiara...Słysząc muzykę ze słuchawek mogę stwierdzić że słucha rapu. Wstałam z rana i poczułam dziwny zapach,okazało się że Nathalia używa tak obrzydliwych perfum że aż mi się cofnęło.Ubrałam czarną koszulkę na ramiączka,rurki i niebieskie trampki. Uczesałam włosy i stwierdziłam że kręcą się i są bardziej czarne niż wcześniej.Chciałabym mieć piwne oczy,zamiast moich błękitnych.A wracając do opisu dnia ,gdy przestałam się szykować Sandie stała już przy drzwiach ze skrzywioną miną.
-Co?-spytałam
-Ile ty się ubierasz?!
-Z 15 minut...?
-O 15 minut za długo...
Jaka wredna...Wyszłyśmy do szkoły.Oczywiście po drodze musiałyśmy spotkać tego debila i Fabiana.Fabian jak zwykle uśmiechnięty,a Natt skrzywiony na mój widok.
-Siema-powiedział Fabian do nas i zaczerwienił się.Czuję romans.Sandie i ja powiedziałyśmy to samo. Spojrzałam tylko krzywo na blond małpę i go ominęłam.Jednak on jak zwykle nie dawał za wygraną.
-Co czarnuchu ? Ze mną się nie przywitasz?-powiedział obleśnym tonem. Aż mi się wymiotować chce jak to słyszę.Spojrzałam na niego czując odrazę i powiedziałam:
-Na twój widok aż się nie chcę nic gadać.
-Jestem aż tak przystojny?
-Tak bardzo jak menel który po imprezie ma zarzyganą całą twarz.
Wyminęłam go słysząc cichy chichot Sandie.
-Ej to było dobre-powiedziała.-Jednak nie jesteś taka miła.
-Zależy kiedy-odpowiedziałam czerwieniąc się.
-A Fabiana lubisz?
-Tak. To taki znajomy ale kumpel.
-Jest w porządku no nie?
-No nawet.
Weszłyśmy na lekcje.Ławki były czteroosobowe. Usiadłyśmy z tyłu,myśląc że Nathalia przyjdzie no nas. Jednak ona usiadła na samym przodzie,a na wolnych miejscach koło nas usiadł Fabian i Nathaniel.Sandie twarz dziwnie poczerwieniała. Wtedy uśmiechnęłam się sama do siebie widząc że chyba będzie nowa para.Każdą lekcje rysowałam dziwne rysunki.Widziałam przed swoją twarze dziewczynę ubraną w białą sukienkę na ramiączkach do kolan,czytającą książkę,która miała smutną twarz.Rysowałam ją w różnych pozycjach.Lecz nie mogłam wyobrazić sobie jej twarzy. Około 17 weszłam do pokoju. Sandie leżała na łózko słuchając muzyki,a Nathalia oglądała coś na tablecie.Pomyślałam że to dobry czas żeby z nią pogadać.
-Co oglądasz?-spytałam siadając obok niej.
-Nie twój interes.
-Aha dobra-wycofałam się czując że się denerwuje.Chwyciłam za rysownik i zaczęłam szkicować coś co mi wpadło do głowy. Było tam lustro,a przed nim stojąca tyłem dziewczyna.Lecz jej odbicie pokazywało ją od przodu.Miała na sobie sweter i luźne spodnie.Okrągłe okulary na nosie oraz warkocz.Nie była brzydka,wręcz przeciwnie.Była bardzo ładna. Z jej oczu leciały łzy. Podpisałam obrazek ,,Płacz upiększa"gdyż chociaż dziewczyna na moim rysunku płakała była śliczna.Odłożyłam szkicownik i poszłam do łazienki ,która o mój Boże była na korytarzu.Było tam około z sześć pryszniców.Brudno ale kit z tym.Weszłam pod strumień gorącej wody i usłyszałam że coś wchodzi do łazienki.Poczułam dziwne dreszcze,jakby ktoś się na mnie patrzył.
-Kto tam?!-spytałam myśląc ze to jakiś chłopak.W odpowiedzi usłyszałam tylko mamrotanie.Pomyślałam że panikuje i zaczęłam nacierać się żelem. Nagle woda z ciepłej zmieniła się we wrzątek.Odskoczyłam szybko,łapiąc przy tym ręcznik.Wyleciałam spod prysznica. Szybko się owinęłam i spostrzegłam że nikogo w toalecie nie ma.Pewnie ktoś wyszedł,a ja głupia się przestraszyłam.Nie ubierając się wyszłam na korytarz i szybko pobiegłam do pokoju.
-Czemu jesteś w samym ręczniku ? -spytała Sandie.
-Nie pytaj.Odwróć się.-powiedziałam widząc że Nathalia śpi.Ubrałam się w koszulkę i założyłam majtki.Wśliznęłam się pod kołdrę i zamknęłam oczy.Ktoś zaczął mnie szturchać.Sandie...Ech.
-Katie?-spytała.-Twoje rysunki są bardzo dobre wiesz?
Ogarnęła mnie fala gniewu ale ją powstrzymałam.Grzebała w moich rzeczach!
-tylko czemu odkąd tu jesteś rysujesz jedną postać?-dodała.Zdziwiłam się i odpowiedziałam że chyba nie odkąd tu jestem. Pokazała mi daty i miała jednak rację.
-Może w szkole taka jest.-odpowiedziałam.
-No może.Narysowałabyś mi coś?
-Np?
-Rise Against.
-Daj tylko jakieś zdjęcie.
-Ale to jutro.Katie?
-Tak?
-Dobranoc.
-Dobranoc-powiedziałam zdziwiona.
Tak właśnie kończy się mój dzień. Gdyby nie Sandie bym tu nawet nic nie nabazgrała.Zobaczymy co przyniosą inne dni. Oby było lepiej niż zazwyczaj.
,,I'm tired of being what you want me to be
Feeling so faithless
Lost under the surface
I don't know what you're expecting of me
Put under the pressure"
Dobranoc
Marakuja i Kaktus
-Co?-spytałam
-Ile ty się ubierasz?!
-Z 15 minut...?
-O 15 minut za długo...
Jaka wredna...Wyszłyśmy do szkoły.Oczywiście po drodze musiałyśmy spotkać tego debila i Fabiana.Fabian jak zwykle uśmiechnięty,a Natt skrzywiony na mój widok.
-Siema-powiedział Fabian do nas i zaczerwienił się.Czuję romans.Sandie i ja powiedziałyśmy to samo. Spojrzałam tylko krzywo na blond małpę i go ominęłam.Jednak on jak zwykle nie dawał za wygraną.
-Co czarnuchu ? Ze mną się nie przywitasz?-powiedział obleśnym tonem. Aż mi się wymiotować chce jak to słyszę.Spojrzałam na niego czując odrazę i powiedziałam:
-Na twój widok aż się nie chcę nic gadać.
-Jestem aż tak przystojny?
-Tak bardzo jak menel który po imprezie ma zarzyganą całą twarz.
Wyminęłam go słysząc cichy chichot Sandie.
-Ej to było dobre-powiedziała.-Jednak nie jesteś taka miła.
-Zależy kiedy-odpowiedziałam czerwieniąc się.
-A Fabiana lubisz?
-Tak. To taki znajomy ale kumpel.
-Jest w porządku no nie?
-No nawet.
Weszłyśmy na lekcje.Ławki były czteroosobowe. Usiadłyśmy z tyłu,myśląc że Nathalia przyjdzie no nas. Jednak ona usiadła na samym przodzie,a na wolnych miejscach koło nas usiadł Fabian i Nathaniel.Sandie twarz dziwnie poczerwieniała. Wtedy uśmiechnęłam się sama do siebie widząc że chyba będzie nowa para.Każdą lekcje rysowałam dziwne rysunki.Widziałam przed swoją twarze dziewczynę ubraną w białą sukienkę na ramiączkach do kolan,czytającą książkę,która miała smutną twarz.Rysowałam ją w różnych pozycjach.Lecz nie mogłam wyobrazić sobie jej twarzy. Około 17 weszłam do pokoju. Sandie leżała na łózko słuchając muzyki,a Nathalia oglądała coś na tablecie.Pomyślałam że to dobry czas żeby z nią pogadać.
-Co oglądasz?-spytałam siadając obok niej.
-Nie twój interes.
-Aha dobra-wycofałam się czując że się denerwuje.Chwyciłam za rysownik i zaczęłam szkicować coś co mi wpadło do głowy. Było tam lustro,a przed nim stojąca tyłem dziewczyna.Lecz jej odbicie pokazywało ją od przodu.Miała na sobie sweter i luźne spodnie.Okrągłe okulary na nosie oraz warkocz.Nie była brzydka,wręcz przeciwnie.Była bardzo ładna. Z jej oczu leciały łzy. Podpisałam obrazek ,,Płacz upiększa"gdyż chociaż dziewczyna na moim rysunku płakała była śliczna.Odłożyłam szkicownik i poszłam do łazienki ,która o mój Boże była na korytarzu.Było tam około z sześć pryszniców.Brudno ale kit z tym.Weszłam pod strumień gorącej wody i usłyszałam że coś wchodzi do łazienki.Poczułam dziwne dreszcze,jakby ktoś się na mnie patrzył.
-Kto tam?!-spytałam myśląc ze to jakiś chłopak.W odpowiedzi usłyszałam tylko mamrotanie.Pomyślałam że panikuje i zaczęłam nacierać się żelem. Nagle woda z ciepłej zmieniła się we wrzątek.Odskoczyłam szybko,łapiąc przy tym ręcznik.Wyleciałam spod prysznica. Szybko się owinęłam i spostrzegłam że nikogo w toalecie nie ma.Pewnie ktoś wyszedł,a ja głupia się przestraszyłam.Nie ubierając się wyszłam na korytarz i szybko pobiegłam do pokoju.
-Czemu jesteś w samym ręczniku ? -spytała Sandie.
-Nie pytaj.Odwróć się.-powiedziałam widząc że Nathalia śpi.Ubrałam się w koszulkę i założyłam majtki.Wśliznęłam się pod kołdrę i zamknęłam oczy.Ktoś zaczął mnie szturchać.Sandie...Ech.
-Katie?-spytała.-Twoje rysunki są bardzo dobre wiesz?
Ogarnęła mnie fala gniewu ale ją powstrzymałam.Grzebała w moich rzeczach!
-tylko czemu odkąd tu jesteś rysujesz jedną postać?-dodała.Zdziwiłam się i odpowiedziałam że chyba nie odkąd tu jestem. Pokazała mi daty i miała jednak rację.
-Może w szkole taka jest.-odpowiedziałam.
-No może.Narysowałabyś mi coś?
-Np?
-Rise Against.
-Daj tylko jakieś zdjęcie.
-Ale to jutro.Katie?
-Tak?
-Dobranoc.
-Dobranoc-powiedziałam zdziwiona.
Tak właśnie kończy się mój dzień. Gdyby nie Sandie bym tu nawet nic nie nabazgrała.Zobaczymy co przyniosą inne dni. Oby było lepiej niż zazwyczaj.
,,I'm tired of being what you want me to be
Feeling so faithless
Lost under the surface
I don't know what you're expecting of me
Put under the pressure"
Dobranoc
Marakuja i Kaktus
2 Wrzesień Pamiętnik Sandie
Hej zacznę od przedstawienia się,jestem Sandie White.Mam 16 lat i mieszkam z tatą w Londynie. A teraz on wysłał mnie do szkoły z
internatem! Jak mógł! Podobno chciał mi pomóc,rok temu zanim wysłał
mnie do poprzedniej szkoły zostałam aresztowana.Ale tylko 3 razy,a on
zrobił z tego wielki dramat! Z poprzedniej szkoły mnie wywalili ale tata
szybko znalazł mi drugą. Z racji tego ze prawie nie było mnie na żadnej lekcji to muszę powtarzać rok. Teraz jestem w szkole w Granley.
Musiałam iść cie zameldować.W recepcji była jakaś niska i gruba baba wyglądała jak troll.
-dzień dobry -powiedziała-chce się zameldować.
-już proszę o imię i nazwisko.
-Sandie White
-proszę pokój numer 13 .-wzięłam klucz i poszłam w stronę pokoi.Nie trudno było znaleźć drogę bo cała szkoła była oznakowana Weszłam do pokoju 13, na szczęście byłam pierwsza. Na prawo stało wielkie lustro, spojrzałam na swoje odbicie.Moje czerwone włosy na pewno rzucają się w oczy, tak samo jak mój ubiór: czarna koszulka rise against,czarna skora,szare podarte rurki i czarne glany.Zobaczyłam trzy łóżka. Zajęłam sobie łózko pod oknem.Obok mojego tez było łózko, jeśli osoba mi się nie spodoba to będzie miała pecha że na mnie trafiła ale mniejsza z tym.Zaczęłam się rozpakowywać ledwo się zmieściłam do małej szafy która przypada każdej z nas gdy skończyłam. Położyłam się na łózko włożyłam słuchawki i położyłam się. Po jakiś 2-3 godzinach zobaczyłam że ktoś wchodzi do pokoju jakaś dziewczyna .Szczerze to nie była ubrana najgorzej: rurki, koszulka na ramiączkach, niebieska skora i trampki. Ale jej zachowanie mnie dobiło. Nagle się szeroko uśmiechnęła i mówiła podnieconym głosem:
-hej jestem Katie a ty?-miała tak podniecony głos że aż się przestraszyłam
-yyy... Sandie
-miło mi - powiedziała szczęśliwa, serio się jej boje
-mogę zając łózko koło ciebie?
-ta...-zgodziłam się bo może być gorzej. Zaczęła się rozpakowywać, a ja usiadłam na łózko i zaczęłam ją obserwować po jakiś 40 minutach skończyła.
-idziemy razem na spotkanie nowych ?
-jest takie coś?
-tak dla tych co przybyli dzień wcześniej.
-aha ok-dziwne dlaczego ona jest miła ? Nie wiem.
-to choć-powiedziała.Szliśmy w milczeniu. Miałyśmy iść do sali numer 7.Przed drzwiami spotkałyśmy 2 chłopaków
-boże...-szepnęła.Pod nosem powiedziała patrząc na jednego z nich.Był to wysoki blondyn,piwne oczy i opaloną cerę, a drugi zupełnie kasztanowe włosy ,biały podkoszulek z hollwood undead ,czarną skórę, czarne rurki i czarne converse .Miał brązowe oczy.Zauważyłam że za długo się na niego gapię, wiec odwróciłam wzrok.
-to jest Nathaniel- powiedziała z ironia Katie
-hej-powiedział i podał mi rękę.
-hej- powiedziałam i podała mu rękę.
-a to fabian - powiedziała.Chłopak chyba się na mnie zagapił bo zawstydzony podał mi rękę
-hej -wydusił z trudem i podał mi rękę.
-hej - powiedziałam zawstydzona i podałam mu rękę. Weszłyśmy do sali, było bardzo mało osób.Razem z nami może 8 ,więc spotkanie minęło szybko . Oprowadzili nas po szkole i opowiedzieli o zasadach czyli same nudy .bla bla.Nikogo nie słuchałam.Więc kiedy skończyła się ta nuda poszliśmy z katie do pokoju. Gdy weszliśmy katie zaczęła rozmowę
-jak ci się podoba szkoła?
-szkoła jak każda.
-a i widzę ze masz gust muzyczny
- a ty jakiego gatunku słuchasz?
-rock
-super-szczerze mówiąc ucieszył mnie fakt że ona słucha takiej muzyki, może wreszcie się z kimś zaprzyjaźnię?
-dlaczego jesteś w tej szkole?
-zapytałam-mama chciała żebym rozwinęła swoje umiejętności szczególnie że jest tu drużyna piłki nożnej
-ty tez grasz w piłkę nożna? Super mamy dużo wspólnego
-a jak było z tobą?-zapytała.Nie wiem dlaczego to zrobiłam ale coś we mnie pękło i chciałam się komuś wyżalić .Nigdy nikomu nie mówiłam co czuje
-wiesz żyje sama z tata.Mamy nigdy nie poznałam .Aresztowali mnie trzy razy, chciałam zwrócić na siebie uwagę.Tata znalazł sobie narzeczoną .Z poprzedniej szkoły mnie wywalili i do tego powtarzam rok.jeszcze wiele osób mówi mi ze jestem niemiła
-nie prawda jesteś miła tylko trzeba cie poznać
.-dzięki
-a co do rodziców to ja wychowywałam się bez ojca i tez nigdy go nie poznałam.
-miło jest gadać z kimś kto to rozumie
-powiedziałam-mi tez miło się z tobą rozmawia. I tak przez pół nocy rozmawiałyśmy myślę ze to początek mocnej przyjaźni...
Marakuja i Kaktus
-dzień dobry -powiedziała-chce się zameldować.
-już proszę o imię i nazwisko.
-Sandie White
-proszę pokój numer 13 .-wzięłam klucz i poszłam w stronę pokoi.Nie trudno było znaleźć drogę bo cała szkoła była oznakowana Weszłam do pokoju 13, na szczęście byłam pierwsza. Na prawo stało wielkie lustro, spojrzałam na swoje odbicie.Moje czerwone włosy na pewno rzucają się w oczy, tak samo jak mój ubiór: czarna koszulka rise against,czarna skora,szare podarte rurki i czarne glany.Zobaczyłam trzy łóżka. Zajęłam sobie łózko pod oknem.Obok mojego tez było łózko, jeśli osoba mi się nie spodoba to będzie miała pecha że na mnie trafiła ale mniejsza z tym.Zaczęłam się rozpakowywać ledwo się zmieściłam do małej szafy która przypada każdej z nas gdy skończyłam. Położyłam się na łózko włożyłam słuchawki i położyłam się. Po jakiś 2-3 godzinach zobaczyłam że ktoś wchodzi do pokoju jakaś dziewczyna .Szczerze to nie była ubrana najgorzej: rurki, koszulka na ramiączkach, niebieska skora i trampki. Ale jej zachowanie mnie dobiło. Nagle się szeroko uśmiechnęła i mówiła podnieconym głosem:
-hej jestem Katie a ty?-miała tak podniecony głos że aż się przestraszyłam
-yyy... Sandie
-miło mi - powiedziała szczęśliwa, serio się jej boje
-mogę zając łózko koło ciebie?
-ta...-zgodziłam się bo może być gorzej. Zaczęła się rozpakowywać, a ja usiadłam na łózko i zaczęłam ją obserwować po jakiś 40 minutach skończyła.
-idziemy razem na spotkanie nowych ?
-jest takie coś?
-tak dla tych co przybyli dzień wcześniej.
-aha ok-dziwne dlaczego ona jest miła ? Nie wiem.
-to choć-powiedziała.Szliśmy w milczeniu. Miałyśmy iść do sali numer 7.Przed drzwiami spotkałyśmy 2 chłopaków
-boże...-szepnęła.Pod nosem powiedziała patrząc na jednego z nich.Był to wysoki blondyn,piwne oczy i opaloną cerę, a drugi zupełnie kasztanowe włosy ,biały podkoszulek z hollwood undead ,czarną skórę, czarne rurki i czarne converse .Miał brązowe oczy.Zauważyłam że za długo się na niego gapię, wiec odwróciłam wzrok.
-to jest Nathaniel- powiedziała z ironia Katie
-hej-powiedział i podał mi rękę.
-hej- powiedziałam i podała mu rękę.
-a to fabian - powiedziała.Chłopak chyba się na mnie zagapił bo zawstydzony podał mi rękę
-hej -wydusił z trudem i podał mi rękę.
-hej - powiedziałam zawstydzona i podałam mu rękę. Weszłyśmy do sali, było bardzo mało osób.Razem z nami może 8 ,więc spotkanie minęło szybko . Oprowadzili nas po szkole i opowiedzieli o zasadach czyli same nudy .bla bla.Nikogo nie słuchałam.Więc kiedy skończyła się ta nuda poszliśmy z katie do pokoju. Gdy weszliśmy katie zaczęła rozmowę
-jak ci się podoba szkoła?
-szkoła jak każda.
-a i widzę ze masz gust muzyczny
- a ty jakiego gatunku słuchasz?
-rock
-super-szczerze mówiąc ucieszył mnie fakt że ona słucha takiej muzyki, może wreszcie się z kimś zaprzyjaźnię?
-dlaczego jesteś w tej szkole?
-zapytałam-mama chciała żebym rozwinęła swoje umiejętności szczególnie że jest tu drużyna piłki nożnej
-ty tez grasz w piłkę nożna? Super mamy dużo wspólnego
-a jak było z tobą?-zapytała.Nie wiem dlaczego to zrobiłam ale coś we mnie pękło i chciałam się komuś wyżalić .Nigdy nikomu nie mówiłam co czuje
-wiesz żyje sama z tata.Mamy nigdy nie poznałam .Aresztowali mnie trzy razy, chciałam zwrócić na siebie uwagę.Tata znalazł sobie narzeczoną .Z poprzedniej szkoły mnie wywalili i do tego powtarzam rok.jeszcze wiele osób mówi mi ze jestem niemiła
-nie prawda jesteś miła tylko trzeba cie poznać
.-dzięki
-a co do rodziców to ja wychowywałam się bez ojca i tez nigdy go nie poznałam.
-miło jest gadać z kimś kto to rozumie
-powiedziałam-mi tez miło się z tobą rozmawia. I tak przez pół nocy rozmawiałyśmy myślę ze to początek mocnej przyjaźni...
Marakuja i Kaktus
środa, 28 sierpnia 2013
Przepraszamy!!!
Hej przepraszamy ze nie dodawałyśmy ale były wakacje i nie miałyśmy czasu pisać.
Prawdopodobnie za tydzień pojawi się rozdział.
Postanowiłyśmy ze zaczniemy historie od nowa i bedzie ona pisana w formie pamietnika.
Kaktus i Marakuja
piątek, 21 czerwca 2013
Informacja
Hej chciałam tylko napisać ze następne opowiadanie pojawi sie w sobotę lub niedziele nie miałyśmy czasu przez szkołe ale juz mamy wiec do zobaczenia prosimy o komentarze
Kaktus i Marakuja
niedziela, 9 czerwca 2013
Rozdział 3
Chłopacy
wbiegli do pokoju Sandie.
-Katie
jest?-spytał Fabian.
-Nie. Poszła
na spacer z Chrisem-odpowiedziała Sandie.Natt zrobił krzywą minę.
-Po co?-spytał
blondyn.
-Bo chciała.
-Mamy do ciebie
sprawę.-zaczął Fabian-potrzebujemy twojej pomocy.
Chłopacy zaczęli opowiadać co się stało.
-Czyli że mamy
mieć Katie na oku?-spytała Sandie.
-Tak,jak na
razie tak. I musimy pomyśleć o co w tym wszystkim chodzi.
-Może wzywanie
duchów?
-Myślisz że to
dobry pomysł?-odezwał się Nathaniel.
-Sandie ma
zawsze dobre pomysły-chciał się podlizać Fabian.
-To o pierwszej
w pralni?
-Okej.
Weszła
czarnowłosa witając się i przekomarzając znowu z
Nathanielem.Sandie szybko wskoczyła pod kołdre. Udając że śpi
doczekała się pierwszej w nocy.Powoli wstała.gdy już chciała
wyjść coś złapało ją za nogę.Przewróciła się.Nad nią stała
Katie z latarką.
-Co ty
robisz?-zdziwiła się.
-Idę do
toalety.
-Udawałaś że
śpisz.
-Katie...
-Idę z
tobą.Chyba że to randka.
-To nie randka.
-To idę z
tobą.
-Nie!
-To powiem
Fabianowi że on ci się podoba.
-Dobra. Ale jak
coś ostrzegałam.
Przed drzwiami
już stali chłopacy.Blondyn się uśmiechnął:
-Ładna piżamka
Evans.
Katie w
porównaniu do Sandie nie wiedziała że się z nimi spotka. Zawsze
spała w koszulce na i majtkach.Teraz miała na sobie różową koszulkę na ramiączkach czarne majtki i szarą bluzę która była
trochę przydługa zasłaniająca trochę majtki.Dziewczyna
zaczerwieniła się. Prychnęła i powiedziała:
-To schodzimy?
-A wszystko
mamy?Co ona tu tak przy okazji robi?-spytał Fabian.
-Tak mam
wszystko.Świeczki i zapalniczka.Nie dała mi wyjść.Uważam że też
powinna iść.-odpowiedziała Sandie.-Trzymamy się razem i żadnych
numerów ok?
Wszyscy się zgodzili i powoli zeszli na dół.W pomieszczeniu było tak jak
zawsze.Żadnej zmiany nie mogli dostrzec. Usiedli na środku
pomieszczenia i zapalili świeczki.
-Co
teraz?-spytał brunet.
-Myślę że
powinniśmy ją lub go wzywać-odpowiedziała Sandie.
Wszyscy złapali się za ręce.
-Zjawo która
nas dręczy objaw nam się.
Powtarzali to
bardzo długo ale bez skutku.
-Pokaż nam
jakiś znak.-wypaliła Katie.Nagle wszystko zgasło.Cała czwórka
wstała przestraszona.
-Kim
jesteś?-spytała Sandie.
-Mam kilka
imion...Każde inne-szeptało coś.
-Czemu nas
dręczysz?
Jednak tym
razem nic nie odpowiedziało.Poruszyło się coś w
ciemności.Temperatura spadła.Żarówka roztrzaskała się na małe kawałeczki. Sandie słyszała kilka głosów nachodzących na siebie
w głowie.
-Boli-złapała się za głowę.Fabian za głosem podszedł do niej i powiedział:
-Trzeba cię
stąd zabrać.Ej wychodzimy!
Kiedy krzyczał ostatnie zdanie rozległ sie rpzerażający pisk w pomieszczeniu.To
nie była Katie ani Sandie a tym bardziej Nathaniel. Usłyszał ciche
chlipanie.To Sandie płakała z bólu głowy.Fabian złapał ją za
rękę i po omacku znalazł o dziwo otwarte drzwi.Gdy wyszli drzwi
się zatrzasnęły z głośnym hukiem.
-Dziwi mnie że
nikt tego nigdy nie słyszy-wymamrotał Fabian.Nadal trzymał Sandie
za rękę.Zaprowadził ją do jego pokoju.
-Usiądź.Zaraz
wrócę idę im pomóc.
-Nie powinniśmy
ich Fabian zostawiać-wymamrotała.
-Wybuchła by
Ci głowa!
-Fabian...?
-Słucham?
-Dziękuję-wyszeptała
i złożyła na jego ustach szybki pocałunek. Chłopak się zaczerwienił. Spojrzał na nią zaskoczony.Przybliżył do niej swoją
twarz.
-Zawszę ci
pomogę-Przytulił ją.Nie miał odwagi jej pocałować. Po chwili
poczuł że dziewczyna po prostu usnęła. Położył ją i szybko
wybiegł z pokoju by pomóc Katie i Nathanielowi.Lecz drzwi były
zamknięte.Po tym jak Fabian wyszedł z Sandie Nathaniel nie wiedział
co się dzieje.
-Sandie?!Fabian?!Evans?!-krzyczał
nic nie widząc i wpadając na różne rzeczy.Nagle usłyszał:
-Kiedy oczy
widzą, uszy nie słyszą.-szeptało coś obok jego ucha.
-Kim jesteś?!
Cisza.Nagle
usłyszał pomruk:
-Osiem,dziewięć,dziesięć...-Katie
liczyła sekundy.Za wolno ale jednak próbowała się
uspokoić.Światło się zapaliło,by po chwili zgasnąć. Zaczęło mrugać więc raz było jasno a raz ciemno.Natt podbiegł do
dziewczyny.
-Coś się
stało?Jesteś cała?-spytał zatroskany.
-Chyba tak.A
ty?-spojrzała na niego.Miał rozcięcie na policzku od szkła z żarówki. Dotknęła go delikatnie palcami.Chłopak złapał jej rękę
i spojrzał jej w oczy.Przez chwile tak na siebie patrzyli.Jednak po
chwili zobaczyli że na ziemi turla się kulka.Zgasło światło.Katie zamknęła automatycznie oczy.Gdy jednak je otworzyła myśląc że
jest bezpiecznie miała przed sobą twarz zjawy.Wpatrywała się w
nią.
-Co się
stało?-Nathaniel chciał podejść ale coś mu szeptało:
-Zostaw...Nie
podchodź.
Jednak on
zrobił krok do przodu.Katie stała nie ruchomo.Zjawa widząc
podchodzącego blondyna uniosła dłoń i złapała dziewczynę za
koszulkę.Po czym cisnęła nią o ścianę.Katie upadła z hukiem. Leżała tak przez chwile nie wiedząc co się własnie
stało.Zjawa podeszła do niej szybko,pochyliła się nad
nią,uśmiechnęła się jak psychopata i pokazała długi,zgniły,ostry
paznokieć na palcu.Katie zaczęła się trząść. Nathaniel podbiegł
został odrzucony w stronę drugiej ściany.Uderzył w pralki lecz
nadal był trzeźwy umysłowo.
-Zostaw
ją!Czemu to robisz?!-krzyczał.
-Raz jedna
dziewczynka miała złe życie Dwa kochała się w kimś
skrycie...-śpiewała przerażającym głosem zjawa.Nie wiedział co
oznacza wyliczanka.I tak śpiewała ją tylko do numeru dwa.Katie dyszała ciężko.Zjawa rozpięła jej bluzę,podciągnęła koszulkę i
przejechała paznokciem po brzuchu dziewczyny zostawiając krwawy
ślad.Katie krzyknęła z bólu.Po chwili zostawiła dziewczynę
leżącą na ziemi z zakrwawionym brzuchem i zaczęła zmierzać do
blondyna który jej nie widział:
-Zostawię wam
po pamiątce. Znajdźcie mnie.
-Odwal
się!-krzyknął do zjawy.Ta znowu cisnęła nim o ścianę tym razem
zemdlał.Światło sie zapaliło a wszystko ucichło.Katie podbiegła
do chłopaka. Potrząsnęła nim lecz to nic nie dało.
-Walker nie rób
mi tego!Walker!-krzyczała.Uniosła jego twarz.Nie dawał jednak
żadnego znaku życia.Dziewczynie do oczu napłynęły łzy.Sprawdziła
czy bije mu serce i owszem biło.
-Walker!
Proszę!Natt!-krzyczała płacząc.Podbiegła do drzwi szarpiąc o
klamkę.ta jednak nie drgnęła.
-Pomocy!
-Katie?To ja
Fabian.Otwórz!
-Próbuję.Nie
da się.
-Zaraz otworzę
je. Czekaj!
-Czym?
-spinką!
-Natt zemdlał!
-Co?Idź szybko
do niego i przy nim czekaj.
Zeszła po
schodach na Nathaniela. Na ścianie która była czysta widniał
wydrapany z kroplami krwi napis ,,To jeszcze nie koniec".Katie
przysiadła szybko przy Nathanielu sprawdzając czy to nie jego
krew.Jednak wszystko było w porządku.Pocałowała go w czubek nosa
szepcząc :
-Zaraz
wyjdziemy...Będzie dobrze.
Przytuliła go
cały czas gładząc jego blond włosy.
-Jak
miło-szepnął obolały ale już obudzony Natt. Spojrzała na niego
ze szczęściem w oczach że mu nic nie jest.Przytuliła go mocno:
-Nie strasz
mnie tak więcej.
On także ją
objął.Dziewczyna syknęła i złapała się za brzuch.Chłopa
przestraszony spojrzał na zakrwawioną od krwi koszulkę.
-Trzeba
zatrzymać krwawienie.Uciskaj.
Nie wiedział
co robić.Nagle wpadł Fabian.Pomógł im wstać.
-Trzeba
sprzątnąć!-powiedział brunet.
-Jak coś to
nie my.
-Jak to?!
-Rano
posprzątamy.Pomóż mi ona krwawi!
Zanieśli ją do pokoju gdzie leżała Sandie.Katie dyszała ciężko.Po piętnastu
minutach rana już była przemyta i zabandażowana.
-Dziękuję że
mi pomogłeś-wysapała łapiąc blondyna za policzek.-Ale i tak
jesteś małpą.Lecę do pokoju.
-Odprowadzę
Cię.A co z Sandie?
-Rano jej
wytłumaczycie.Nie budźcie jej.
Szli w ciszy na korytarzu. Nathaniel wszedł z nią po cichu do pokoju. Nathali jednak
nie było.
-Pewnie..
poszła spać
u przyjaciółek.
Katie położyła
się na łóżku i wyszeptała:
-Dobranoc
Natt-zamknęła oczy i po chwili już wolno i spokojnie oddychała.Gdy
stwierdził że dziewczyna śpi podszedł do jej łóżka i nachylił
się:
-Dobranoc
Evans.Bez ciebie bym sobie nie poradził.
Ucałował ją
w czubek nosa i przykrył.Gdy wyszedł z pokoju poczuł dziwne
uczucie.Serce biło mu jak oszalałe i to nie ze strachu.Nadszedł
ranek Sandie obudziła się z dziwną pustka w głowie. Rozjerzała się po pokoju i spostrzegła nim Fabiana:
-Co robisz w
moim pokoju?-spytała zdziwiona.
-To mój
pokój...-odpowiedział brunet.-Jak się czujesz?
-Nie
najlepiej.Głowa mnie boli.Co się wczoraj stało?
-To ty nie
pamiętasz?-spojrzał na nią zdziwiony przypominając sobie że go
pocałowała.
-Nie...Ostatnie
co pamiętam to zgaszone światło.A coś się wydarzyło?
-Nie-zaczerwienił się kłamiąc.
-A jak się tu
znalazłam?
-Zemdlałaś
-To ja idę do
pokoju.Zaraz się zaczną lekcje!Pa-szybko pobiegła do pokoju.
Gdy już była
w pokoju Nathalia spojrzała na nią krzywo:
-Gdzie byłaś?
-A co cię to
obchodzi?
-Mogłabym
pójść do dyrektora i powiedzieć że znikasz w nocy.-powiedziała
z uśmiechem.
-To przy okazji
powiedz mu o notatkach Katie.-blondynka zamilkła-A i pamiętaj żeby
ładnie dla niego zaszczekać.Gdzie jest Katie?
-Wyszła przed
chwilą.Mówiła że musi iść do pralni.
Sandie podeszła
do szafki i wyciągnęła kamerę mówiąc:
-Nagraj swoją
randkę z dyrektorem.
-Chyba cię pogięło!
Czerwonowłosa
przebrała się szybko i poszła do pralni.
-Katie?-weszła
powoli.
-Jestem-zameldowała
Katie.
-Co robisz?
-Sprzątam.
-Po co?
-Nie mogą tego
zobaczyć.
-Czemu?Zwalimy
na Nathalie.
-Sandie!
-Dobra...
Posprzątały i
poszły szybkim krokiem na lekcje.Siedząc na chemii prawie przysypiały. Sandie spojrzała się w stronę Fabiana przyłapując go
na patrzeniu na nią.
Zaczerwieniła
się i spojrzała na nauczycielkę która zapraszała ją do tablicy.
-Sandie proszę
rozwiąż to.
Dziewczyna
podeszła szybko do tablicy i z ręką w górze trzymając kredę
zastygła.
-Ale na pewno
ja?
-A kto panno
White?
-Katie!
-Ja?!-krzyknęła Katie.
-Proszę panno
Evans,panno White proszę usiąść-powiedziała nauczycielka.Katie
staneła przed tablicą przeklinając na przyjaciółkę.
-Panno Evans
czekamy!-ponagliła nauczycielka.
-Właśnie
Katie.-stwierdziła Sandie.-Chcę już to mieć z głowy.
-Ty?!-krzyknęła Katie uśmiechając się do przyjaciółki.-chodź tu!
-Okej!
Sandie podeszła
pod tablicę i obie narysowały patykowatego ludzika w sukiencę i
okularach przypominającego nauczycielkę od chemii.
-Ta
dam!-krzyknęły.
-Co to
jest?!-spytała nauczycielka.
-Portret!
-Do dyrektora
ale już!
Dziewczyny
szybkim krokiem poszły do gabinetu.
-Co ja mam z
wami zrobić?-spytał pan Steight.
-Tylko nie
zgwałcić-szepnęła Sandie.Katie wybuchła śmiechem.
-Panno White!
-Proszę mi
mówić Sandie.
-Gdzie się
pani wychowywała?
-Daleko.
-Będziecie
pomagać w przedszkolu.
-Słucham?!
-Taki
wolontariat przez tydzień
-Pozabijam te
dzieci!one krzyczą!
-Tak jak ja.
-Wcale
nie.Chociaż one są ładniejsze.
-Wyjdźcie proszę bo już mnie od panny White głowa boli.
Po zamknięciu
drzwi zaczeły się śmiać.Wróciły do pokoju.Po 5 minutach zapukał
Fabian:
-Mogę pogadać
z Sandie?-Sandie spojrzała się na Katie zaskoczona po czym wyszła
z chłopakiem.
-Chciałem
pogadać o wczorajszym.
-O tej zjawie?
-Nie.
-O Katie?
-Nie.
-O nathanielu?
-Nie?
-to o czym?
-O...-zaciął
się-o tym co zrobiłaś
-Zraniłam
Cię?Przepraszam.
-Nie!Chodzi mi
o co innego.
-To znaczy?
-O..o...o to że
byłaś dzielna.
Dziewczyna
spojrzała się na niego jak na wariata.Zawstydzona powiedziała:
-Dziękuję.Ty
też chyba....Nic nie pamiętam więc chyba ty też prawda?
-No chyba nie
wiem.
Zaczęli rozmawiać o wszystkim i o niczym po czym Fabian odprowadził Sandie
do pokoju.
-Chciałem Ci
powiedzieć że cieszę się że nic ci się nie stało.-szepnął
Fabian.Stanął przed nią i się pochylił. Sandie zaczerwieniła się
i już myśląc że to ten moment zamknęła oczy.Nagle z pokoju wyszła
Nathalia:
-Fabianek!-spojrzała
na sytuację i się skrzywiła-Co wy tu robicie?
-Yyyy
stoimy-odpowiedział Fabian.
-a nie
całujecie się?
-No skądże
!-krzyknęli oboje.
Nathalia
podeszła do chłopaka złapała go za ramię i powiedziała:
-Miałeś mi
pomóc przy matematyce.
-Wcale
nie?-zdziwił się chłopak-Sandie miała mi właśnie pomóc przy
lekcji gry na fortepianie.
-Ale ja jestem
ważniejsza.Prawda?
Sandie
spojrzała na chłopaka czekając na jego reakcje.
-Nie.-odpowiedział
ku zdziwieniu obu dziewczyn-Sandie jest wyjątkowa.
-A ja?!
-Ty to tylko
suczka która podrywa dyrektora.-powiedziała Sandie.
-Słucham?-Nathalia
uderzyła dziewczynę w twarz z otwartej dłoni.
-Przesadziłaś!-Sandie zacisnęła pięść i z całej siły uderzyła blondynkę. Ta się
popłakała i pobiegła do przyjaciółek które siedziały w swoich
pokojach.Chłopak z przerażeniem patrzył na tą sytuacje.
-No co?-spytała
Sandie.
-Jesteś
silna.-odpowiedział.
-To źle?
-Nie. Właściwie
to dobrze. Dobranoc-pocałował ją w czoło i szepnął:
-naprawdę
jesteś wyjątkowa.
Dziewczyna
spojrzała na tył chłopaka który odchodził uśmiechając się
sama do siebie.Weszła do pokoju gdzie Katie zmieniała opatrunki.
-Co to
jest?-pokazała palcem na rozcięcie na brzuchu dziewczyny.
-To ta
zjawa.Nic wielkiego.
-Pokaż mi to.
Obrzydlistwo.
-Sandie!
-Widać ci
chyba mięso.
-To nie mięso
głupolu!
-A co to?!
-Skóra!
Obydwie się
zaśmiały.Do pokoju weszła wściekła blodnynka.
-Chyba masz coś
z nosem-powiedziała Katie.
-Zamknij się!
-Tylko mówię
że jakiś krzywy jest.
-To ta debilka
mi zrobiła
-Sandie? Ona
nie jest zwierzęciem jak ty.
-Nienawidzę
Was!
-Okej-spojrzały
się na siebie i znowu zaczęły się śmiać.
Po dwóch godzinach do pokoju
wbiegł Nathaniel dysząc ciężko.
-Fabian jest
zatrzaśnięty w pralni!
Wszyscy
wybiegli słysząc tylko pomruk Nathali która spała:
-Fabian jest
mój ty małpo.
Sandie się
tylko odwróciła i szepnęła:
-rozwalę ci
ten krzywy łeb.
Pobiegli do
pralni. Z niej było słychać tylko hałas tłuczącego się szkła.
-Fabian?-krzyknęła
Sandie. - Słyszysz nas?
Jednak nikt nie
odpowiedział. Wszyscy wpadli w panikę.Katie wyciągnęła wsuwkę z
włosów i zaczęła otwierać drzwi:
-Skąd takie
rzeczy umiesz?
-Sandie
zamykała mnie często w schowku na kilka godzin.
Czerwonowłosa uśmiechnęła się przypomnienie sobie tego wspomnienia:
-Dobre
czasy.-powiedziała.Szybko weszli do pralni,lecz nikogo tam nie było.
-Fabian?
-Tutaj!
Usłyszeli głos
jakby z dołu.
-jak tam się
znalazłeś?!
Jednak na to
nikt mu nie odpowiedział.
-Jest tutaj
niższe piętro?-spytała zmartwiona Sandie.
-Nie.-odpowiedział
Nathaniel.
-A jednak jest.
-Schowana za
starym meblem,opuszczonym od lat,za murem budynku znajdziesz mój
ślad.-usłyszała przerażający szept Sandie. Czerwonowłosa
spojrzała się na starą szafę.
-Ile ona ma
lat?-spytała.
-ponoć dużo.
Profesor mówił że to już zabytek.
Sandie szybkim
ruchem odsunęła szafę i zobaczyła małe poszarpane drzwiczki.
Otworzyła je i
ujrzała schody prowadzące w dół.
-Nathaniel się
tu nie przeciśnie.-powiedziała Sandie.
-Grubas-skwitowała
Katie.
-Zostanę
tu-powiedział i usiadł- Ale ja raz chcę tam wejść.
-Jak ?!-spytała
Sandie-Jesteś za szeroki.
-Po prostu
gruby!-krzykneła Katie.
-Przestań.Chodźmy
po Fabiana.ciekawe jak on tam wszedł.
Dziewczyny
szybko weszły przez drzwiczki na schody.Czołgając się po nich
dotarły do drzwi.
-Czekałam na
was.-szepnął ktoś.Lecz tylko Sandie mogła to usłyszeć-Śmierć
za mękę przed laty.Nie był gotowy na stanowisko taty.Rozbite szkło
czerwień przelało moje życie na zawsze pogrzebało.
Sandie szybko
szła dalej.Jednak Katie stanęła jak wryta.
-Nie ruszaj
się-szepnęła.
-Czemu?
-Ona tam
jest.Prawe twoje ramie.
Sandie
spojrzała się na swoje prawo lecz jednak nikogo nie zauważyła. Zaczęła iść dalej myśląc że przyjaciółka
zwariowała.Lecz nagle poczuła ucisk na prawym ramieniu.
-Już cię
mam.-usłyszała.
Prosimy o komentarze,
Marakuje i Kaktus.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)