22 września. Pamiętnik Katie.
Dobry. Nadal śnią mi się koszmary.Czuję się coraz gorzej.Śpię chyba po trzy godziny dziennie. Nie wytrzymuje sama ze sobą.Dręczą mnie myśli przez tą noc w piwnicy.Kto to był przy świeczce?Czy to muśnięcie jest tym o czym myślę?Czemu wtedy się nie wyrwałam?Nie wiem,ja po prostu nic nie wiem.To zacznę od opisu dnia:Wstałam o szóstej,jak zwykle do szkoły.Przeturlałam się z łóżka na ziemię.Obudziłam Sandie.Ubrałam mundurek i zaczęłam się czesać.Spojrzałam na lustro...Hmmm wory pod oczami.Świetnie!Zeszłam z Sandie do stołówki.Oczywiście nie obeszłoby się bez tajemniczych uśmieszków Sandie i Fabiana.Te piękne rumieńce i uśmiech typu ,,Jestem wstydliwa.Bierz mnie!"
-Katie?Myślisz że on mnie lubi?-spytała grzebiąc w talerzu z jajecznicą.
-Na pewno.-odburknęłam.
-O co ci chodzi?-I dopiero zrozumiałam że powiedziałam to naprawdę wrednie.
-Przepraszam-powiedziałam i odeszłam od stołu.Szłam korytarzem zastanawiając się co jest ze mną nie tak.Nagle zobaczyłam że coś koło mnie przebiegło.Zatrzymało się.Zobaczyłam że była to ona.Miała włosy spięte w warkocz,czerwony sweter i spódnicę za kolano o kolorze czarnym.
-ymmm coś jest nie tak?-spytałam.Nawet nie wiem dlaczego.Ona jednak pobiegła dalej.Uniosłam brew i stwierdziłam że jest nienormalna.Zdarza się. Weszłam do pokoju i zastałam karteczkę.Przekręciłam oczami i ujrzałam napis ,,O 22 w piwnicy~N"Uśmiechnęłam się mimowolnie.Spojrzałam leniwie na zegarek.Była już 7:50!Szybko pobiegłam do szkoły.Weszłam na lekcje akurat na czas.
-Panno Evans...-powiedziała nauczycielka.
-Tak,tak-szepnęłam pod nosem i usiadłam obok Baterson.Śmierdziała jak stare skarpety.Czułam odruchy wymiotne.Nadeszła wreszcie upragniona(ciekawość) 22.Zeszłam powoli do piwnicy ale nikogo nie zastałam.Zapaliłam świeczkę.Usiadłam na krzesełku i czekałam ponad piętnaście minut.Nagle zapaliło się światło.Nie było by w tym nic dziwnego,gdyby nie to że było zepsute!Przestraszyłam się,ciary przeszły mnie po całym ciele.Powiał zimny wiatr.W piwnicy!Nagle zobaczyłam jak ktoś schodzi.Dziewczyna...Ta sama co na korytarzu.Tym razem jednak nie miała warkocza,a włosy rozpuszczone i potargane.Na twarzy malowały się łzy.Okulary były popękane.Wyglądała przerażająco.Jak z horroru.Coś podskoczyło mi do gardła.Nagle zaczął dzwonić mój telefon.Jednakże muzyka z niego nie była mi znana,a brzmiała jakoś tak:
,,Płynie czas,płyną łzy.
Oczy skroplone skrawkami krwi.
Ręce poszarpane niczym prześcieradło.
Serce,cnotę coś komuś skradło.
A wtedy ciemność,zero blasku dni.
Teraz cicho śpi.Śpij.Ciiiii"
Znieruchomiałam,zaczęłam się trząść.Jednak postać przede mną podniosła rękę i wskazała palcem na telefon.Szybkim ruchem wyjęłam go z kieszeni i odebrałam.Słyszałam szmery i bicie własnego serca.Zamknęłam oczy.Policzyłam do dziesięciu i je otworzyłam.Jednak to był błąd.Jej twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej.Białe oczy przepełnione były zemstą.Ale czemu?Usta sine,a twarz poszarpana.Pisnęłam.A ona krzyknęła niemo.Zamknęłam oczy z przerażenia.Tak bardzo się bałam.Skuliłam się.Łzy napłynęły mi do oczu.Chciałam uciec jak najdalej,być z dala od tej szkoły.Ktoś złapał mnie za ramię.Podskoczyłam.Chlipnęłam cicho.
-Evans?-usłyszałam.To był Nathaniel.Jakie było moje zdziwienie jak nie rzucił żadnego irytującego tekstu.Odkryłam twarz i spojrzałam na niego.On był chyba zdziwiony bo otworzył delikatnie usta jakby nie wiedział co powiedzieć.
-Gdybym wiedział że się boisz ciemności,bym napisał smsa że się spóźnię-wyszeptał zmieszany.Spostrzegłam że w pomieszczeniu jest zapalona tylko świeczka,zero światła z żarówki.
-Ja...-wychrypiałam.Nie wiedziałam co powiedzieć.Bałam się nadal.A on wpatrywał się we mnie.To było takie niezręczne.
-Ty?-spytał ponaglając.
-Nic.Co chciałeś?-wstałam i podniosłam głowę.Mam jakąś dumę.
-Płakałaś?-spytał łagodnym głosem.Wzdrygnęłam się.Powiedzieć prawdę czy skłamać?
-Nie.-wymsknęło mi się.A jednak skłamałam.On jednak przybliżył się,a ja się cofnęłam.Nie chciałam tej bliskości.Czułam się przy nim bardzo nieswojo.Przejechał opuszkiem palca pod moim okiem.
-Jak to nie?Czemu kłamiesz?-powiedział odwracając wzrok.On się o mnie martwi?
-Bo tak-Najgłupsza odpowiedź świata.Gdy znowu zrobił krok do przodu,a ja do tyłu poczułam na plecach zimną ścianę.Kurde!Czy te ściany muszą wszędzie być?
-Boisz się mnie?-spytał.A ja wtedy pomyślałam,,Nie no co ty?!Tylko tak się cofam dla efektu"
-Nie.-odpowiedziałam hardo.On jednak był kilka centymetrów ode mnie.Poczułam zapach jego perfum,zmieszanych z alkoholem.Nogi zaczęły mi się uginać.Tak piękny zapach,chociaż czuć odór alkoholu.Był za wysoki żeby widzieć jego minę.Nie chciałam jednak spotkać jego wzroku.Patrzyłam się głupio na jego tors i wdychałam jego zapach (trochę jak ćpun)Chciałam się jakoś wymigać ale uniemożliwiły mi ucieczkę jego ręce po każdej stronie mojej głowy.Zero ucieczki,zero szans żeby się wymigać.Znowu oparł swoje czoło o moje.A ja poczułam się o dziwo bezpiecznie.Choć serce waliło mi jak oszalałe nie chciałam uciekać.Chciałam być bliżej.
-Powiedziałaś o tym komuś?-wyszeptał.
-O czym?-spytałam.Byłam na tyle zdezorientowana że nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-O tym w piwnicy.
-Nie-Jestem niemal pewna że poczuł ulgę.Westchnął i nagle jego głowa zjechała mi na ramie.Poczułam ciężar jego ciała.Upadłam razem z nim.
-Natt?-Nie wiedziałam co się stało.
-Przepraszam-wyszeptał.-Tak mi ciężko.Nienawidzisz mnie?
Właśnie w tym momencie otworzyłam szeroko oczy.Czy ja go nienawidzę? Nie wiem.Wszystkie lata szydzenia ze mnie,wszystkie obelgi.
-Nie-odpowiedziałam.Myślę że on nie poczuł mojego łomotania serca.
-Natt...Dobrze się czujesz?-spytałam.Coś było nie tak.
-Nie mogę spać.-wyznajmił-mam koszmary.Nie mogę po prostu.Widzę Micheala w trumnie.Widzę jak się śmieje.Był dla mnie jak brat.Dzisiaj jego rocznica.Nie wiem czemu Ci to mówię.Nawet się nie lubimy.
Ułożyłam się tak żeby był między moimi nogami i o dziwo przytuliłam go.Był pijany i nie myślał co mówi,a mi było jego straszliwie żal.
-Natt ile wypiłeś?-spytałam.
-A jak myślisz Evans?
-Że dużo.
-I prawidłowo.
Wyśliznął mi się z uścisku.Położył się na ziemi na boku i wpatrywał się we mnie.Czułam się bardzo nie zręcznie.
-Możesz przestać?-poprosiłam.On jednak nie dawał za wygraną.Pociągnął mnie tak żebym się położyła.Ułożyłam się na boku.On dalej swoim wzrokiem ilustrował mnie.
-Evans masz piękne oczy-wyszeptał.Zbliżył się tak że czułam jego oddech na mojej twarzy.Przyciągnął mnie do siebie i mocno objął.Zarumieniłam się.Nie często przytula mnie chłopak.A ja czułam się tak bezpiecznie,tak dobrze ,chociaż to był mój wróg.Pocałował mnie w czoło.I już czułam że muszę uciekać.Myśli zaczęły wirować ,a serce chciało wyskoczyć.
-Natt-wyszeptałam-Proszę cię przest...-nie dokończyłam bo poczułam jego usta na moich.Delikatnie je musnął,a ja czułam jakby cały świat mi się zawalił.Odskoczyłam od niego.Uśmiechnął się i szepnął ledwie przytomny:
-Dziękuję Katie-Moje imię i jego głos nie brzmiały razem wzięte.Ale tak bardzo mnie poruszyły.Nie chciałam go zostawiać.Położyłam sobie jego głowę na moich kolanach.Już się nie bałam.Byłam bezpieczna.Przy nim,przytomnym czy nie.Jutro będzie tak jak dawniej.Mierzwiłam jego włosy do czasu kiedy Fabian nas nie znalazł.Wzięliśmy Nathaniela przyprowadziliśmy do pokoju.Fabian spojrzał na mnie zdziwiony i powiedział:
-Nie wiedziałem że się upił-oznajmił zawstydzony-Gdybym wiedział.Przepraszam że narobił Ci problemu.On ostatnio nie sypia zbyt dobrze,nie bierze leków.Ciężko jest.Jego rodzice przechodzą rozwód.Dobrze że jesteś Katie.Tylko jedno pytanie:Jeśli się nienawidzicie to czemu poszedł akurat do Ciebie?
Dobre pytanie,nie powiem.
-Nie wiem.Dobranoc-odpowiedziałam szybko kierując się do pokoju i nie odwracając.Jak weszłam miałam przesłuchanie od Sandie.Oczywiście powiedziałam jej że byłam na spacerze.Nikt się o tym nie może dowiedzieć.
,,You'll never be alone
When darkness comes you know I'm never far
Hear the whispers in the dark
Whispers in the dark"
Kaktus
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz