poniedziałek, 23 września 2013

25 września Pamiętnik Katie

25 września Pamiętnik Katie.
Dzień dobry!Pierwszy raz się wyspałam!Czuję się genialnie.Wstałam cała rozpromieniona,zeszłam w piżamie na stołówkę jak to miałam w zwyczaju w weekendy.
Wzięłam miskę z płatkami,kiedy jadłam przyszła karteczka.Uśmiechnęłam się na jej widok.Jak zwykle była ta sama treść,prócz zmienionej godziny.Na kartce była napisana godzina dwunasta.Miałam 15 minut.Pobiegłam szybko do pokoju i zdążyłam się wyszykować.Zeszłam po piwnicy.Świeczka jak zwykle była zapalona,a koło niej stał Nathaniel oparty o ścianę.
-Cześć-powiedziałam rumieniąc się.Przypomniałam sobie tamtą noc.Od tamtego czasu ani razu go nie widziałam.
-Bez miłych słówek Evans.-powiedział dość niemiłym głosem.
-Słucham?-wydukałam.Co się dzieje?
-Słyszałaś...Nie pamiętam co się wczoraj wydarzyło.-A więc o to chodzi.Serce podskoczyło mi do gardła.Jak to nie pamięta?-Ale jeśli powiedziałem coś miłego to nie łudź się.Ja cię nawet nie lubię.Dobrze o tym wiesz Evans.Nie rób takiej miny.Przecież się nienawidzimy.
Ominął mnie kierując się w stronę drzwi.Znieruchomiałam.Jak to? Czemu?Nagle moim ciałem zawładnął gniew.
-Wiesz co Walker?
Przystanął,obrócił się lecz nie spojrzał mi w oczy.
-Masz racje.Nienawidzę cię.Jesteś sarkastycznym,zakłamanym i fałszywym dupkiem.-powiedziałam omijając go z podniesioną głową.Zdenerwował mnie.Czułam się zdradzona.Ale czemu?Przecież to było wiadome.Wiedziałam jaka była sytuacja.Czy sama sobie kłamie?Czy nie potrafię zaakceptować prawdy?Te pytania dalej mnie męczą.Weszłam do pokoju.Na łóżku leżała Nathalia czytając książkę.Byłam na tyle wściekła żeby wszystko rozwalić.
-Ty w ogóle umiesz czytać?-spytałam.Miałam ochotę się wyżyć.Sandie zdjęła słuchawkę widząc minę Nathalii.Pewnie była zaciekawiona.
-Tak.Ja posiadam mózg,a nie jak ty Evans.-powiedziała spokojnie.
-Mam mózg.A nawet bonus!Potrafię go używać.-wysyczałam przez zęby.
Sandie ściągnęła słuchawki i uśmiechnęła się.
-A właśnie Evans.-wstała i złapała za kubek z wodą.Kiedy zorientowałam się co chce zrobić wylała jego zawartość na mój szkicownik.Mój szkicownik!Podbiegłam szybko,żeby uratować pracę lecz wszystko było zniszczone.
-Zabije cię...-wyszeptałam,lecz jej w pokoju już nie było.Sandie podeszła i zaczęła mi pomagać.
-Ubijemy sukę-powiedziała.
-No a jak.
Byłam na tyle wściekła że wyszłam z pokoju i zaczęłam jej szukać.Trzymałam w ręku jedną z mokrych kartek ze szkicownika.Znalazłam ją na boisku z Nathanielem,Fabianem,Chrisem i Gabriellą.Żeby było jasne.Gabrella była to dziewczyna albo przyszła Nathaniela.Ciemny brąz włosy,szare oczy,wysoka,szczupła,z wielkimi kształtami,wymalowana.Jednym słowem ,,plastik"jest przyjaciółką Nathalii.Blondynka od razu pobladła gdy mnie zobaczyła.Bez zastanowienia podeszłam i spytałam:
-Głodna Nathalia?
Dziewczyna nie zrozumiała,a ja ? A ja w tym momencie rzuciłam się na nią tak że z ławki upadła na ziemie.Zaczęła krzyczeć o pomoc.Ja jednak postanowiłam ją uciszyć.Zgniotłam mokrą kartkę i włożyłam jej do buzi.
-Nawpieprzaj się tego!-wykrzyczałam.Wokół nas było dużo ludzi.Nagle poczułam że ktoś mnie odciąga.Była to Gabriella.
-Wariatka-powiedziała.
Odwróciłam się w jej stronę i uderzyłam ją z pięści w twarz.Nikt nie będzie mnie nazywał wariatką.Moja złość coraz bardziej się wzburzała.A ja nic nie mogłam na to poradzić.Gabriella złapała się za krwawiący nos.W oddali było słychać krzyk Sandie ,,Dowal jej!Dobrze!"itp.Poczułam ucisk na szyi.Była to Nathalia.Wychrypiała tylko:
-Umrzesz wariatko!
Jednak ja się wymigałam.Owinęłam jej włosy wokół mojej dłoni i szarpnęłam tak mocno że uderzyła głową w ławkę.Nagle poczułam rozcięcie na twarzy.Nóż?Gabriella stała z wyciągniętym nożykiem w moją stronę.
-Puść Nathalie-rozkazała.
Blondyna leżała już ledwo przytomna.Będzie miała minimalnie limo,maksymalnie coś nie tak z mózgiem.A nie...Tego się nie da pogorszyć.Wyrwałam jej chyba masę włosów.Poczułam że leci mi krew na policzku.Zrobiła mi ranę na całą długość policzka,dość głęboką.Spojrzałam sie na nią jakbym chciała ją zabić.I miałam taki zamiar.Nagle wyskoczyła nauczycielka.
-Co tu się dzieje?!-krzyknęła.
-Katie Evans jest niebezpieczna!-krzyknęła Nathalia plując kawałkami papieru.Uśmiechnęłam się na ten widok.Dostałam karę,miałam posprzątać w piwnicy.Sama.Warto było.Czułam ulgę.Gdy wyszłam zobaczyłam całującą się parę.Od razu posmutniałam.Czemu ja tak nie mam?Byłabym dalej dobita,gdyby nie fakt że to był Nathaniel i Gabriella.Znowu nadszedł gniew.Całuje najpierw mnie,a potem ją?!Co za dupek!Pobiegłam do pokoju.Sandie pogratulowała mi kilkanaście razy.Rozbawiło to mnie.Zaczęła mi opowiadać o Fabianie i o niej.Bardzo dobrze im się układało,chociaż nie byli parą.Gadałyśmy tak do obiadu.Kiedy weszłam na stołówkę poczułam na sobie wzrok wielu osób.Na ranę nie trzeba było nakładać szwów,lecz była bardzo widoczna.Nie wiadomo czy zostanie mi blizna.Wzięłam z Sandie rosół i zaczęłyśmy rozmowę.Gdyby nie ona nie byłabym taka szczęśliwa.Rozbawiała mnie jak nikt inny.Nagle usłyszałam jak ktoś gada że Nathaniel jest z Gabriellą.Postanowiłam go zniszczyć.Nie odpuszczę mu.Miałam przesiedzieć w piwnicy codziennie dwie godziny w tygodniu po kolacji.Zostały mi cztery godziny do kary.Nie jem kolacji,więc na wszelki wypadek wezmę sobie tam herbatę.Położyłam się spać w pokoju.Zobaczyłam korytarz,dziewczynę chyba piszczała,jakiegoś chłopaka który się śmiał.Nie wiem co z tego wynikło,obudziłam się.Ktoś pukał,otworzyłam.Była to nauczycielka Starow.
-Dobry wieczór panno Evans.-powiedziała uśmiechając się.
-Dobry wieczór profesor Starow.Ja już się zbieram na odrobienie kary.-tłumaczyłam się myśląc że pewnie się spóźniłam.
-Mogę wejść?-spytała.Otworzyłam szerzej drzwi.Usiadła na krześle koło mojego łóżka.
-Słyszałam o ostatniej sytuacji.Mam nadzieję że się nie powtórzy-Właśnie poczułam się jakby zganiła mnie mama kiedy miałam 3 latka.Spuściłam głowę.-Ale uważam że zrobiłaś słusznie.
Podniosłam zdziwiona głowę.
-Słucham?-wydukałam.
-Tak bynajmniej ja uważam.Odkupiłam ci coś.
Jakie było moje zdziwienie kiedy podała mi nowy szkicownik.Zaczęłam cieszyć się jak dziecko.Śmiałam się i dziękowałam jej.Ona uśmiechnęła się do mnie serdecznie i wyszła.Dobrze że nikogo nie było.Pomyśleli by że mi odbiło.Zaparzyłam sobie herbaty i zeszłam do piwnicy.Światło świecy oświetlało tylko 1/12 piwnicy ale przecież stolik można przestawiać.Wszędzie walały się tam papiery,stare gazety,meble,zabawki(zabawki?!) i różnorodne rzeczy.Postanowiłam zająć się gazetami.(najłatwiejsze na początek).Niektóre czytam,więc zajmie mi to więcej czasu.Nie mogę się powstrzymać jak widzę ciekawy nagłówek.Podniosłam jedną gazetę.Nagłówek był pt,, Szkoła w Granley znowu gubi ucznia"Wczytałam się.Zobaczyłam datę 10 marca 1974.Pisało tam że dziewczyna o imieniu Polly Cold zaginęła w dziwnych okolicznościach.Policja podejrzewa że uciekła.Jednak jej koleżanki z pokoju mówiły że śniły jej się koszmary,że nie wytrzymywała psychicznie.Ciekawe no nie?Na widok jednego ze zdań podskoczyło mi serce do gardła,,Pokój nr 13 już nie raz miał takie przypadki,pytanie czy to na pewno przypadki?"Nic więcej nie było napisane,żadnych szczegółów.Odłożyłam powoli gazetę na kupkę.Nagle moje ciało zostało rzucone o ścianę.Co się dzieje?spytałam sama siebie.Przestraszyłam się nie na żarty.Świeczka zgasła i nastała ciemność.Oddychałam ciężko.Słyszałam bicie własnego serca,było takie ciężkie,a biło tak szybko.Wstałam powoli i spytałam:
-Kto tu jest?
Świeczka się zapaliła.Wszystko wyglądało tak jak wcześniej.Jednak na środku piwnicy,tam gdzie nic nie było leżała gazeta.Podeszłam do niej i ukucnęłam.Nie przejmowałam się bólem.Ponad nim był strach.Złapałam papier w rękę i ujrzałam napis,,Morderstwo w Granley."Zaczęłam czytać.,,23 marca 1974.Znaleziono zaginioną Polly Cold w pobliżu budynku szkoły w Granley.Dziewczyna została potraktowana kilkoma ciosami nożem.Ciało było w tak złym stanie że policja na początku nie mogła zidentyfikować co to za uczeń.Jednak nasze sprzeczności rozmyła matka uczennicy.Policja podejrzewa ją o branie narkotyków.Uważają tak ze względu na to że dziewczyna najprawdopodobniej oślepła,miała koszmary i dziwne wizję.Sprawa została rozwiązana.Pogrzeb odbędzie się 28 marca w kościele na ulicy Markindofa 8."Nie mogłam w to uwierzyć.Musiałam znaleźć informacje w bazie danych o tej dziewczynie.Spojrzałam na telefon.Była już 22.Mogłam już iść do pokoju.Udałam się tam,złapałam szybko za piżamę i poszłam się pod prysznic.Po czym postanowiłam napisać notatkę do pamiętnika.Chyba robię się śpiąca.Dobranoc.
Kaktus

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz