środa, 11 września 2013

4 września.Pamiętnik Katie

Dzień dobry. Wstałam o 6 by zdążyć na zajęcia. Ubrałam się tak jak zwykle (niebieska skóra,szara bluzka na ramiączka,rurki,tenisówki) Dzień zaczął się okropnie.Na dworzu pada deszcz,a ja ślęczałam na lekcjach.Rysowałam na marginesie szkice niektórych uczniów ,którzy według mnie wydawali się charakterystyczni.Po lekcjach jak zwykle poszłam do pokoju się przebrać.Sandie słuchała głośno muzyki na słuchawkach kiwając głową w dół i w górę.Miała zamknięte oczy ,więc stwierdziłam że zrobię jej zdjęcie,a potem ją narysuje.Zaczęłam czytać ,,Gildie magów" by się odczepić od lekcji i rzeczywistości.Nagle z wielkim hukiem weszła Nathalia.O matko...Zaczęła się wydzierać że zabrałyśmy jej jakieś różowe pasemko (co do cholery?!)Szturchnęłam Sandie i pokazałam palcem na zjawisko.
-Co drzesz ryja?-spytała spokojnie Sandie.
-Zabrałaś mi moje pasemko!-warczała Nathalia
-Po kij mi twoje pasemko?
-Żeby wyglądać ładnie?Może się zemścić?
-Na tb? Hahahahahah-Sandie zaczęła się histerycznie śmiać (ja zresztą też)-Po co mi to ?! To wygląda jakbyś to ze śmietnika wzięła,zjadła i wypluła.Pewnie za łóżkiem jest.
Nathalia szybko rzuciła się w stronę swojego łóżka i włożyła rękę w szparę. Wyciągnęła z niej swoją zgubę i poczerwieniała.
-I co krzykaczko?-zaśmiała się Sandie-Łóżko chciało być ładne i się zemścić.
Nathalia wyszła cała czerwona,a Sandie spojrzała się na mnie z uśmiechem.
-Miły dzień no nie?
-Nudny-odpowiedziałam.
-Żartujesz?Pada deszcz,jest burza,cisza,spokój.
-Bym pograła w piłkę.
-Ja też. Idziesz na eliminację ?
-Kiedy?!
-Jutro.
-Spoko.
Chciało mi się śmiać i płakać ze szczęścia.Szkoła z drużyną gdzie mogą być dziewczyny!
-Idziesz pod prysznic?-spytałam się Sandie.
-Nie.Jest dopiero szesnasta.
-A kiedy idziesz?
-Na pewno nie jesteś bi ?
-Nie... Po prostu chcę żeby ktoś pilnował mi prysznica.
-Nikt Ci tam nie wejdzie.
-No nie wiem.
-Około dwudziestej drugiej ok ?
-Dobra.Gdzie wychodzisz?
-Z Fabianem na spacer.
-A...Dobra.
Wróciłam do czytania.szkoda tylko że znowu zostałam oderwana od tego zajęcia.Zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pokazał się napis,,blond pawian"
-Czego chcesz?-zdenerwowałam się.
-Wyjdziesz?
-Nie.
-Czemu?
-Po co?
-Chciałbym Ci pokazać że wszędzie każdy jest lepszy od Ciebie.A zwłaszcza ładniejszy.
-Mścisz się?
-Za limo pod okiem?Może.Po prostu chcę ci tą wredną minę zmyć z twarzy.
-Robisz to od sześciu lat...
-I o to chodzi.
-Skąd masz mój numer?
-Od Fabiana.
-Przestań do mnie dzwonić dobra?
-Nie.
Rozłączyłam się zdenerwowana.Jak on mógł dać mój numer temu debilowi?!Odrażający on jest.Nasz konflikt zaczął się jak miałam 11 lat.Wtedy właśnie wyzywał mnie od okularnic. Miałam okrągłe stare okulary...Ale to nie była moja wina.Potem przyszło przezwisko "szopa" przez moje kręcone włosy.Kiedy powiedział że nie mam ojca i takie dzieci są żałosne,rozpłakałam się.Gdy wyszłam z łazienki i go zobaczyłam przywaliłam mu z całej siły w oko.Po tym miał wielkie fioletowe limo...Wtedy zaczeli i z niego się śmiać ,aż jego rodzice wypisali go ze szkoły. Mieszka ulicę dalej więc mieliśmy świetne warunki by sobie dogryzać.I tak przez sześć lat. Męczy mnie to ale jak go widzę czuję że wypełnia mnie nienawiść.Znowu telefon dzwoni.Nieznany numer.
-Tak słucham?-spytałam jak najmilszym głosem.W słuchawce było słychać szmery i jakby ktoś piszczał.Dziwne. Pewnie znowu ktoś robi mi kawał.Usiadłam i zabrałam się za książkę po raz trzeci chyba...I znowu telefon!
-Tak?
-Hej to ja Sandie.Przyniosłabyś mi słuchawki...?
-Jaki z Ciebie leń...
-Dupa Ci urośnie jak będziesz tyle w pokoju siedzieć. Dzięki.
Wstałam złapałam za jej słuchawki i wyszłam na dwór.Padało. Wreszcie znalazłam Sandie stojącą z Fabianem jak gadali.
-Masz.
-Dzięki.Nie denerwuj się.-powiedziała.
Poszłam się przejść.Tak w deszczu!Potem tego żałowałam.Ale pomogło mi to.Okolice szkoły są takie piękne!Jak wróciłam Sandie spała...Zabrałam się za odrabianie lekcji.Łacina,matematyka....Jeju...Przerwała mi Sandie, która mamrotała przez sen.Olałam ją. Po chwili zaczęła się rzucać. Gdyby nie to że przeszkadzała mi nic bym nie zrobiła.Ale jej krzyki mnie rozpraszały.
-Sandie!-krzyknęłam.Ona obudziła się i spojrzała na mnie przymulonym wzrokiem.
-To tylko koszmar.
-Zauważyłam.Co Ci się śniło?
-Ciemność...-I w tym momencie ogłupiałam. Jak można bać się ciemności?!-Słyszałam głos który...a zresztą nie ważne.
Wstała i poszła do łazienki.Oczywiście nie poczekała na mnie.Weszłam za nią szybko żeby nie było wcześniejszej sytuacji.
-Sandie ?
-Tak?
-Cieszę się ze jesteś.
-Aha?
Nie wiem dlaczego ale ta łazienka mnie przerażała.Od kafelek odbijało się moje odbicie. Spojrzałam w nie i się uśmiechnęłam.Nagle zobaczyłam kogoś stojącego za mną (głupota no nie?) Przestraszyłam się i pisnęłam....Żałosne ale prawdziwe.Sandie spytała o co chodzi a ja ze strachem powiedziałam że zobaczyłam pająka.Jeszcze pomyśli że jestem walnięta.Umyłam się i szybko pobiegłam do pokoju.Sandie znowu zaczęła pisać smsy z Fabianem.O boże...Nabrała mnie chęć rysowania.Narysowałam naszą łazienkę jak z horroru. Po miedzy prysznicami, a umywalkami stała postać.Twarz miała przykrytą włosami,była ubrana w krótką sukienkę z falbankami na ramiączkach,była bosa i cała podrapana.Cały rysunek miał przemawiać do mnie jak horror. Straszyć i dać do myślenia co z nią mogło się stać.Np mogła umrzeć z głosu,być gnębiona,bądź ktoś mógł ją zabić.Nic nie poradzę na to że uwielbiam horrory.Już ciemno.Trzeba chyba kończyć.Nastawiłam budzik na szóstą rano.Mam nadzieję że wstanę.Dobranoc.Tak jak zwykle na koniec mały tekścik piosenki:
,,Sweet dreams are made of this.
Who am I to disagree?
Travel the world and the seven seas.
Everybody's looking for something"
Marakuja i Kaktus

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz