Chłopacy
wbiegli do pokoju Sandie.
-Katie
jest?-spytał Fabian.
-Nie. Poszła
na spacer z Chrisem-odpowiedziała Sandie.Natt zrobił krzywą minę.
-Po co?-spytał
blondyn.
-Bo chciała.
-Mamy do ciebie
sprawę.-zaczął Fabian-potrzebujemy twojej pomocy.
Chłopacy zaczęli opowiadać co się stało.
-Czyli że mamy
mieć Katie na oku?-spytała Sandie.
-Tak,jak na
razie tak. I musimy pomyśleć o co w tym wszystkim chodzi.
-Może wzywanie
duchów?
-Myślisz że to
dobry pomysł?-odezwał się Nathaniel.
-Sandie ma
zawsze dobre pomysły-chciał się podlizać Fabian.
-To o pierwszej
w pralni?
-Okej.
Weszła
czarnowłosa witając się i przekomarzając znowu z
Nathanielem.Sandie szybko wskoczyła pod kołdre. Udając że śpi
doczekała się pierwszej w nocy.Powoli wstała.gdy już chciała
wyjść coś złapało ją za nogę.Przewróciła się.Nad nią stała
Katie z latarką.
-Co ty
robisz?-zdziwiła się.
-Idę do
toalety.
-Udawałaś że
śpisz.
-Katie...
-Idę z
tobą.Chyba że to randka.
-To nie randka.
-To idę z
tobą.
-Nie!
-To powiem
Fabianowi że on ci się podoba.
-Dobra. Ale jak
coś ostrzegałam.
Przed drzwiami
już stali chłopacy.Blondyn się uśmiechnął:
-Ładna piżamka
Evans.
Katie w
porównaniu do Sandie nie wiedziała że się z nimi spotka. Zawsze
spała w koszulce na i majtkach.Teraz miała na sobie różową koszulkę na ramiączkach czarne majtki i szarą bluzę która była
trochę przydługa zasłaniająca trochę majtki.Dziewczyna
zaczerwieniła się. Prychnęła i powiedziała:
-To schodzimy?
-A wszystko
mamy?Co ona tu tak przy okazji robi?-spytał Fabian.
-Tak mam
wszystko.Świeczki i zapalniczka.Nie dała mi wyjść.Uważam że też
powinna iść.-odpowiedziała Sandie.-Trzymamy się razem i żadnych
numerów ok?
Wszyscy się zgodzili i powoli zeszli na dół.W pomieszczeniu było tak jak
zawsze.Żadnej zmiany nie mogli dostrzec. Usiedli na środku
pomieszczenia i zapalili świeczki.
-Co
teraz?-spytał brunet.
-Myślę że
powinniśmy ją lub go wzywać-odpowiedziała Sandie.
Wszyscy złapali się za ręce.
-Zjawo która
nas dręczy objaw nam się.
Powtarzali to
bardzo długo ale bez skutku.
-Pokaż nam
jakiś znak.-wypaliła Katie.Nagle wszystko zgasło.Cała czwórka
wstała przestraszona.
-Kim
jesteś?-spytała Sandie.
-Mam kilka
imion...Każde inne-szeptało coś.
-Czemu nas
dręczysz?
Jednak tym
razem nic nie odpowiedziało.Poruszyło się coś w
ciemności.Temperatura spadła.Żarówka roztrzaskała się na małe kawałeczki. Sandie słyszała kilka głosów nachodzących na siebie
w głowie.
-Boli-złapała się za głowę.Fabian za głosem podszedł do niej i powiedział:
-Trzeba cię
stąd zabrać.Ej wychodzimy!
Kiedy krzyczał ostatnie zdanie rozległ sie rpzerażający pisk w pomieszczeniu.To
nie była Katie ani Sandie a tym bardziej Nathaniel. Usłyszał ciche
chlipanie.To Sandie płakała z bólu głowy.Fabian złapał ją za
rękę i po omacku znalazł o dziwo otwarte drzwi.Gdy wyszli drzwi
się zatrzasnęły z głośnym hukiem.
-Dziwi mnie że
nikt tego nigdy nie słyszy-wymamrotał Fabian.Nadal trzymał Sandie
za rękę.Zaprowadził ją do jego pokoju.
-Usiądź.Zaraz
wrócę idę im pomóc.
-Nie powinniśmy
ich Fabian zostawiać-wymamrotała.
-Wybuchła by
Ci głowa!
-Fabian...?
-Słucham?
-Dziękuję-wyszeptała
i złożyła na jego ustach szybki pocałunek. Chłopak się zaczerwienił. Spojrzał na nią zaskoczony.Przybliżył do niej swoją
twarz.
-Zawszę ci
pomogę-Przytulił ją.Nie miał odwagi jej pocałować. Po chwili
poczuł że dziewczyna po prostu usnęła. Położył ją i szybko
wybiegł z pokoju by pomóc Katie i Nathanielowi.Lecz drzwi były
zamknięte.Po tym jak Fabian wyszedł z Sandie Nathaniel nie wiedział
co się dzieje.
-Sandie?!Fabian?!Evans?!-krzyczał
nic nie widząc i wpadając na różne rzeczy.Nagle usłyszał:
-Kiedy oczy
widzą, uszy nie słyszą.-szeptało coś obok jego ucha.
-Kim jesteś?!
Cisza.Nagle
usłyszał pomruk:
-Osiem,dziewięć,dziesięć...-Katie
liczyła sekundy.Za wolno ale jednak próbowała się
uspokoić.Światło się zapaliło,by po chwili zgasnąć. Zaczęło mrugać więc raz było jasno a raz ciemno.Natt podbiegł do
dziewczyny.
-Coś się
stało?Jesteś cała?-spytał zatroskany.
-Chyba tak.A
ty?-spojrzała na niego.Miał rozcięcie na policzku od szkła z żarówki. Dotknęła go delikatnie palcami.Chłopak złapał jej rękę
i spojrzał jej w oczy.Przez chwile tak na siebie patrzyli.Jednak po
chwili zobaczyli że na ziemi turla się kulka.Zgasło światło.Katie zamknęła automatycznie oczy.Gdy jednak je otworzyła myśląc że
jest bezpiecznie miała przed sobą twarz zjawy.Wpatrywała się w
nią.
-Co się
stało?-Nathaniel chciał podejść ale coś mu szeptało:
-Zostaw...Nie
podchodź.
Jednak on
zrobił krok do przodu.Katie stała nie ruchomo.Zjawa widząc
podchodzącego blondyna uniosła dłoń i złapała dziewczynę za
koszulkę.Po czym cisnęła nią o ścianę.Katie upadła z hukiem. Leżała tak przez chwile nie wiedząc co się własnie
stało.Zjawa podeszła do niej szybko,pochyliła się nad
nią,uśmiechnęła się jak psychopata i pokazała długi,zgniły,ostry
paznokieć na palcu.Katie zaczęła się trząść. Nathaniel podbiegł
został odrzucony w stronę drugiej ściany.Uderzył w pralki lecz
nadal był trzeźwy umysłowo.
-Zostaw
ją!Czemu to robisz?!-krzyczał.
-Raz jedna
dziewczynka miała złe życie Dwa kochała się w kimś
skrycie...-śpiewała przerażającym głosem zjawa.Nie wiedział co
oznacza wyliczanka.I tak śpiewała ją tylko do numeru dwa.Katie dyszała ciężko.Zjawa rozpięła jej bluzę,podciągnęła koszulkę i
przejechała paznokciem po brzuchu dziewczyny zostawiając krwawy
ślad.Katie krzyknęła z bólu.Po chwili zostawiła dziewczynę
leżącą na ziemi z zakrwawionym brzuchem i zaczęła zmierzać do
blondyna który jej nie widział:
-Zostawię wam
po pamiątce. Znajdźcie mnie.
-Odwal
się!-krzyknął do zjawy.Ta znowu cisnęła nim o ścianę tym razem
zemdlał.Światło sie zapaliło a wszystko ucichło.Katie podbiegła
do chłopaka. Potrząsnęła nim lecz to nic nie dało.
-Walker nie rób
mi tego!Walker!-krzyczała.Uniosła jego twarz.Nie dawał jednak
żadnego znaku życia.Dziewczynie do oczu napłynęły łzy.Sprawdziła
czy bije mu serce i owszem biło.
-Walker!
Proszę!Natt!-krzyczała płacząc.Podbiegła do drzwi szarpiąc o
klamkę.ta jednak nie drgnęła.
-Pomocy!
-Katie?To ja
Fabian.Otwórz!
-Próbuję.Nie
da się.
-Zaraz otworzę
je. Czekaj!
-Czym?
-spinką!
-Natt zemdlał!
-Co?Idź szybko
do niego i przy nim czekaj.
Zeszła po
schodach na Nathaniela. Na ścianie która była czysta widniał
wydrapany z kroplami krwi napis ,,To jeszcze nie koniec".Katie
przysiadła szybko przy Nathanielu sprawdzając czy to nie jego
krew.Jednak wszystko było w porządku.Pocałowała go w czubek nosa
szepcząc :
-Zaraz
wyjdziemy...Będzie dobrze.
Przytuliła go
cały czas gładząc jego blond włosy.
-Jak
miło-szepnął obolały ale już obudzony Natt. Spojrzała na niego
ze szczęściem w oczach że mu nic nie jest.Przytuliła go mocno:
-Nie strasz
mnie tak więcej.
On także ją
objął.Dziewczyna syknęła i złapała się za brzuch.Chłopa
przestraszony spojrzał na zakrwawioną od krwi koszulkę.
-Trzeba
zatrzymać krwawienie.Uciskaj.
Nie wiedział
co robić.Nagle wpadł Fabian.Pomógł im wstać.
-Trzeba
sprzątnąć!-powiedział brunet.
-Jak coś to
nie my.
-Jak to?!
-Rano
posprzątamy.Pomóż mi ona krwawi!
Zanieśli ją do pokoju gdzie leżała Sandie.Katie dyszała ciężko.Po piętnastu
minutach rana już była przemyta i zabandażowana.
-Dziękuję że
mi pomogłeś-wysapała łapiąc blondyna za policzek.-Ale i tak
jesteś małpą.Lecę do pokoju.
-Odprowadzę
Cię.A co z Sandie?
-Rano jej
wytłumaczycie.Nie budźcie jej.
Szli w ciszy na korytarzu. Nathaniel wszedł z nią po cichu do pokoju. Nathali jednak
nie było.
-Pewnie..
poszła spać
u przyjaciółek.
Katie położyła
się na łóżku i wyszeptała:
-Dobranoc
Natt-zamknęła oczy i po chwili już wolno i spokojnie oddychała.Gdy
stwierdził że dziewczyna śpi podszedł do jej łóżka i nachylił
się:
-Dobranoc
Evans.Bez ciebie bym sobie nie poradził.
Ucałował ją
w czubek nosa i przykrył.Gdy wyszedł z pokoju poczuł dziwne
uczucie.Serce biło mu jak oszalałe i to nie ze strachu.Nadszedł
ranek Sandie obudziła się z dziwną pustka w głowie. Rozjerzała się po pokoju i spostrzegła nim Fabiana:
-Co robisz w
moim pokoju?-spytała zdziwiona.
-To mój
pokój...-odpowiedział brunet.-Jak się czujesz?
-Nie
najlepiej.Głowa mnie boli.Co się wczoraj stało?
-To ty nie
pamiętasz?-spojrzał na nią zdziwiony przypominając sobie że go
pocałowała.
-Nie...Ostatnie
co pamiętam to zgaszone światło.A coś się wydarzyło?
-Nie-zaczerwienił się kłamiąc.
-A jak się tu
znalazłam?
-Zemdlałaś
-To ja idę do
pokoju.Zaraz się zaczną lekcje!Pa-szybko pobiegła do pokoju.
Gdy już była
w pokoju Nathalia spojrzała na nią krzywo:
-Gdzie byłaś?
-A co cię to
obchodzi?
-Mogłabym
pójść do dyrektora i powiedzieć że znikasz w nocy.-powiedziała
z uśmiechem.
-To przy okazji
powiedz mu o notatkach Katie.-blondynka zamilkła-A i pamiętaj żeby
ładnie dla niego zaszczekać.Gdzie jest Katie?
-Wyszła przed
chwilą.Mówiła że musi iść do pralni.
Sandie podeszła
do szafki i wyciągnęła kamerę mówiąc:
-Nagraj swoją
randkę z dyrektorem.
-Chyba cię pogięło!
Czerwonowłosa
przebrała się szybko i poszła do pralni.
-Katie?-weszła
powoli.
-Jestem-zameldowała
Katie.
-Co robisz?
-Sprzątam.
-Po co?
-Nie mogą tego
zobaczyć.
-Czemu?Zwalimy
na Nathalie.
-Sandie!
-Dobra...
Posprzątały i
poszły szybkim krokiem na lekcje.Siedząc na chemii prawie przysypiały. Sandie spojrzała się w stronę Fabiana przyłapując go
na patrzeniu na nią.
Zaczerwieniła
się i spojrzała na nauczycielkę która zapraszała ją do tablicy.
-Sandie proszę
rozwiąż to.
Dziewczyna
podeszła szybko do tablicy i z ręką w górze trzymając kredę
zastygła.
-Ale na pewno
ja?
-A kto panno
White?
-Katie!
-Ja?!-krzyknęła Katie.
-Proszę panno
Evans,panno White proszę usiąść-powiedziała nauczycielka.Katie
staneła przed tablicą przeklinając na przyjaciółkę.
-Panno Evans
czekamy!-ponagliła nauczycielka.
-Właśnie
Katie.-stwierdziła Sandie.-Chcę już to mieć z głowy.
-Ty?!-krzyknęła Katie uśmiechając się do przyjaciółki.-chodź tu!
-Okej!
Sandie podeszła
pod tablicę i obie narysowały patykowatego ludzika w sukiencę i
okularach przypominającego nauczycielkę od chemii.
-Ta
dam!-krzyknęły.
-Co to
jest?!-spytała nauczycielka.
-Portret!
-Do dyrektora
ale już!
Dziewczyny
szybkim krokiem poszły do gabinetu.
-Co ja mam z
wami zrobić?-spytał pan Steight.
-Tylko nie
zgwałcić-szepnęła Sandie.Katie wybuchła śmiechem.
-Panno White!
-Proszę mi
mówić Sandie.
-Gdzie się
pani wychowywała?
-Daleko.
-Będziecie
pomagać w przedszkolu.
-Słucham?!
-Taki
wolontariat przez tydzień
-Pozabijam te
dzieci!one krzyczą!
-Tak jak ja.
-Wcale
nie.Chociaż one są ładniejsze.
-Wyjdźcie proszę bo już mnie od panny White głowa boli.
Po zamknięciu
drzwi zaczeły się śmiać.Wróciły do pokoju.Po 5 minutach zapukał
Fabian:
-Mogę pogadać
z Sandie?-Sandie spojrzała się na Katie zaskoczona po czym wyszła
z chłopakiem.
-Chciałem
pogadać o wczorajszym.
-O tej zjawie?
-Nie.
-O Katie?
-Nie.
-O nathanielu?
-Nie?
-to o czym?
-O...-zaciął
się-o tym co zrobiłaś
-Zraniłam
Cię?Przepraszam.
-Nie!Chodzi mi
o co innego.
-To znaczy?
-O..o...o to że
byłaś dzielna.
Dziewczyna
spojrzała się na niego jak na wariata.Zawstydzona powiedziała:
-Dziękuję.Ty
też chyba....Nic nie pamiętam więc chyba ty też prawda?
-No chyba nie
wiem.
Zaczęli rozmawiać o wszystkim i o niczym po czym Fabian odprowadził Sandie
do pokoju.
-Chciałem Ci
powiedzieć że cieszę się że nic ci się nie stało.-szepnął
Fabian.Stanął przed nią i się pochylił. Sandie zaczerwieniła się
i już myśląc że to ten moment zamknęła oczy.Nagle z pokoju wyszła
Nathalia:
-Fabianek!-spojrzała
na sytuację i się skrzywiła-Co wy tu robicie?
-Yyyy
stoimy-odpowiedział Fabian.
-a nie
całujecie się?
-No skądże
!-krzyknęli oboje.
Nathalia
podeszła do chłopaka złapała go za ramię i powiedziała:
-Miałeś mi
pomóc przy matematyce.
-Wcale
nie?-zdziwił się chłopak-Sandie miała mi właśnie pomóc przy
lekcji gry na fortepianie.
-Ale ja jestem
ważniejsza.Prawda?
Sandie
spojrzała na chłopaka czekając na jego reakcje.
-Nie.-odpowiedział
ku zdziwieniu obu dziewczyn-Sandie jest wyjątkowa.
-A ja?!
-Ty to tylko
suczka która podrywa dyrektora.-powiedziała Sandie.
-Słucham?-Nathalia
uderzyła dziewczynę w twarz z otwartej dłoni.
-Przesadziłaś!-Sandie zacisnęła pięść i z całej siły uderzyła blondynkę. Ta się
popłakała i pobiegła do przyjaciółek które siedziały w swoich
pokojach.Chłopak z przerażeniem patrzył na tą sytuacje.
-No co?-spytała
Sandie.
-Jesteś
silna.-odpowiedział.
-To źle?
-Nie. Właściwie
to dobrze. Dobranoc-pocałował ją w czoło i szepnął:
-naprawdę
jesteś wyjątkowa.
Dziewczyna
spojrzała na tył chłopaka który odchodził uśmiechając się
sama do siebie.Weszła do pokoju gdzie Katie zmieniała opatrunki.
-Co to
jest?-pokazała palcem na rozcięcie na brzuchu dziewczyny.
-To ta
zjawa.Nic wielkiego.
-Pokaż mi to.
Obrzydlistwo.
-Sandie!
-Widać ci
chyba mięso.
-To nie mięso
głupolu!
-A co to?!
-Skóra!
Obydwie się
zaśmiały.Do pokoju weszła wściekła blodnynka.
-Chyba masz coś
z nosem-powiedziała Katie.
-Zamknij się!
-Tylko mówię
że jakiś krzywy jest.
-To ta debilka
mi zrobiła
-Sandie? Ona
nie jest zwierzęciem jak ty.
-Nienawidzę
Was!
-Okej-spojrzały
się na siebie i znowu zaczęły się śmiać.
Po dwóch godzinach do pokoju
wbiegł Nathaniel dysząc ciężko.
-Fabian jest
zatrzaśnięty w pralni!
Wszyscy
wybiegli słysząc tylko pomruk Nathali która spała:
-Fabian jest
mój ty małpo.
Sandie się
tylko odwróciła i szepnęła:
-rozwalę ci
ten krzywy łeb.
Pobiegli do
pralni. Z niej było słychać tylko hałas tłuczącego się szkła.
-Fabian?-krzyknęła
Sandie. - Słyszysz nas?
Jednak nikt nie
odpowiedział. Wszyscy wpadli w panikę.Katie wyciągnęła wsuwkę z
włosów i zaczęła otwierać drzwi:
-Skąd takie
rzeczy umiesz?
-Sandie
zamykała mnie często w schowku na kilka godzin.
Czerwonowłosa uśmiechnęła się przypomnienie sobie tego wspomnienia:
-Dobre
czasy.-powiedziała.Szybko weszli do pralni,lecz nikogo tam nie było.
-Fabian?
-Tutaj!
Usłyszeli głos
jakby z dołu.
-jak tam się
znalazłeś?!
Jednak na to
nikt mu nie odpowiedział.
-Jest tutaj
niższe piętro?-spytała zmartwiona Sandie.
-Nie.-odpowiedział
Nathaniel.
-A jednak jest.
-Schowana za
starym meblem,opuszczonym od lat,za murem budynku znajdziesz mój
ślad.-usłyszała przerażający szept Sandie. Czerwonowłosa
spojrzała się na starą szafę.
-Ile ona ma
lat?-spytała.
-ponoć dużo.
Profesor mówił że to już zabytek.
Sandie szybkim
ruchem odsunęła szafę i zobaczyła małe poszarpane drzwiczki.
Otworzyła je i
ujrzała schody prowadzące w dół.
-Nathaniel się
tu nie przeciśnie.-powiedziała Sandie.
-Grubas-skwitowała
Katie.
-Zostanę
tu-powiedział i usiadł- Ale ja raz chcę tam wejść.
-Jak ?!-spytała
Sandie-Jesteś za szeroki.
-Po prostu
gruby!-krzykneła Katie.
-Przestań.Chodźmy
po Fabiana.ciekawe jak on tam wszedł.
Dziewczyny
szybko weszły przez drzwiczki na schody.Czołgając się po nich
dotarły do drzwi.
-Czekałam na
was.-szepnął ktoś.Lecz tylko Sandie mogła to usłyszeć-Śmierć
za mękę przed laty.Nie był gotowy na stanowisko taty.Rozbite szkło
czerwień przelało moje życie na zawsze pogrzebało.
Sandie szybko
szła dalej.Jednak Katie stanęła jak wryta.
-Nie ruszaj
się-szepnęła.
-Czemu?
-Ona tam
jest.Prawe twoje ramie.
Sandie
spojrzała się na swoje prawo lecz jednak nikogo nie zauważyła. Zaczęła iść dalej myśląc że przyjaciółka
zwariowała.Lecz nagle poczuła ucisk na prawym ramieniu.
-Już cię
mam.-usłyszała.
Prosimy o komentarze,
Marakuje i Kaktus.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz