niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział 3

Chłopacy wbiegli do pokoju Sandie.
-Katie jest?-spytał Fabian.
-Nie. Poszła na spacer z Chrisem-odpowiedziała Sandie.Natt zrobił krzywą minę.
-Po co?-spytał blondyn.
-Bo chciała.
-Mamy do ciebie sprawę.-zaczął Fabian-potrzebujemy twojej pomocy.
Chłopacy zaczęli opowiadać co się stało.
-Czyli że mamy mieć Katie na oku?-spytała Sandie.
-Tak,jak na razie tak. I musimy pomyśleć o co w tym wszystkim chodzi.
-Może wzywanie duchów?
-Myślisz że to dobry pomysł?-odezwał się Nathaniel.
-Sandie ma zawsze dobre pomysły-chciał się podlizać Fabian.
-To o pierwszej w pralni?
-Okej.
Weszła czarnowłosa witając się i przekomarzając znowu z Nathanielem.Sandie szybko wskoczyła pod kołdre. Udając że śpi doczekała się pierwszej w nocy.Powoli wstała.gdy już chciała wyjść coś złapało ją za nogę.Przewróciła się.Nad nią stała Katie z latarką.
-Co ty robisz?-zdziwiła się.
-Idę do toalety.
-Udawałaś że śpisz.
-Katie...
-Idę z tobą.Chyba że to randka.
-To nie randka.
-To idę z tobą.
-Nie!
-To powiem Fabianowi że on ci się podoba.
-Dobra. Ale jak coś ostrzegałam.
Przed drzwiami już stali chłopacy.Blondyn się uśmiechnął:
-Ładna piżamka Evans.
Katie w porównaniu do Sandie nie wiedziała że się z nimi spotka. Zawsze spała w koszulce na i majtkach.Teraz miała na sobie różową koszulkę na ramiączkach czarne majtki i szarą bluzę która była trochę przydługa zasłaniająca trochę majtki.Dziewczyna zaczerwieniła się. Prychnęła i powiedziała:
-To schodzimy?
-A wszystko mamy?Co ona tu tak przy okazji robi?-spytał Fabian.
-Tak mam wszystko.Świeczki i zapalniczka.Nie dała mi wyjść.Uważam że też powinna iść.-odpowiedziała Sandie.-Trzymamy się razem i żadnych numerów ok?
Wszyscy się zgodzili i powoli zeszli na dół.W pomieszczeniu było tak jak zawsze.Żadnej zmiany nie mogli dostrzec. Usiedli na środku pomieszczenia i zapalili świeczki.
-Co teraz?-spytał brunet.
-Myślę że powinniśmy ją lub go wzywać-odpowiedziała Sandie.
Wszyscy złapali się za ręce.
-Zjawo która nas dręczy objaw nam się.
Powtarzali to bardzo długo ale bez skutku.
-Pokaż nam jakiś znak.-wypaliła Katie.Nagle wszystko zgasło.Cała czwórka wstała przestraszona.
-Kim jesteś?-spytała Sandie.
-Mam kilka imion...Każde inne-szeptało coś.
-Czemu nas dręczysz?
Jednak tym razem nic nie odpowiedziało.Poruszyło się coś w ciemności.Temperatura spadła.Żarówka roztrzaskała się na małe kawałeczki. Sandie słyszała kilka głosów nachodzących na siebie w głowie.
-Boli-złapała się za głowę.Fabian za głosem podszedł do niej i powiedział:
-Trzeba cię stąd zabrać.Ej wychodzimy!
Kiedy krzyczał ostatnie zdanie rozległ sie rpzerażający pisk w pomieszczeniu.To nie była Katie ani Sandie a tym bardziej Nathaniel. Usłyszał ciche chlipanie.To Sandie płakała z bólu głowy.Fabian złapał ją za rękę i po omacku znalazł o dziwo otwarte drzwi.Gdy wyszli drzwi się zatrzasnęły z głośnym hukiem.
-Dziwi mnie że nikt tego nigdy nie słyszy-wymamrotał Fabian.Nadal trzymał Sandie za rękę.Zaprowadził ją do jego pokoju.
-Usiądź.Zaraz wrócę idę im pomóc.
-Nie powinniśmy ich Fabian zostawiać-wymamrotała.
-Wybuchła by Ci głowa!
-Fabian...?
-Słucham?
-Dziękuję-wyszeptała i złożyła na jego ustach szybki pocałunek. Chłopak się zaczerwienił. Spojrzał na nią zaskoczony.Przybliżył do niej swoją twarz.
-Zawszę ci pomogę-Przytulił ją.Nie miał odwagi jej pocałować. Po chwili poczuł że dziewczyna po prostu usnęła. Położył ją i szybko wybiegł z pokoju by pomóc Katie i Nathanielowi.Lecz drzwi były zamknięte.Po tym jak Fabian wyszedł z Sandie Nathaniel nie wiedział co się dzieje.
-Sandie?!Fabian?!Evans?!-krzyczał nic nie widząc i wpadając na różne rzeczy.Nagle usłyszał:
-Kiedy oczy widzą, uszy nie słyszą.-szeptało coś obok jego ucha.
-Kim jesteś?!
Cisza.Nagle usłyszał pomruk:
-Osiem,dziewięć,dziesięć...-Katie liczyła sekundy.Za wolno ale jednak próbowała się uspokoić.Światło się zapaliło,by po chwili zgasnąć. Zaczęło mrugać więc raz było jasno a raz ciemno.Natt podbiegł do dziewczyny.
-Coś się stało?Jesteś cała?-spytał zatroskany.
-Chyba tak.A ty?-spojrzała na niego.Miał rozcięcie na policzku od szkła z żarówki. Dotknęła go delikatnie palcami.Chłopak złapał jej rękę i spojrzał jej w oczy.Przez chwile tak na siebie patrzyli.Jednak po chwili zobaczyli że na ziemi turla się kulka.Zgasło światło.Katie zamknęła automatycznie oczy.Gdy jednak je otworzyła myśląc że jest bezpiecznie miała przed sobą twarz zjawy.Wpatrywała się w nią.
-Co się stało?-Nathaniel chciał podejść ale coś mu szeptało:
-Zostaw...Nie podchodź.
Jednak on zrobił krok do przodu.Katie stała nie ruchomo.Zjawa widząc podchodzącego blondyna uniosła dłoń i złapała dziewczynę za koszulkę.Po czym cisnęła nią o ścianę.Katie upadła z hukiem. Leżała tak przez chwile nie wiedząc co się własnie stało.Zjawa podeszła do niej szybko,pochyliła się nad nią,uśmiechnęła się jak psychopata i pokazała długi,zgniły,ostry paznokieć na palcu.Katie zaczęła się trząść. Nathaniel podbiegł został odrzucony w stronę drugiej ściany.Uderzył w pralki lecz nadal był trzeźwy umysłowo.
-Zostaw ją!Czemu to robisz?!-krzyczał.
-Raz jedna dziewczynka miała złe życie Dwa kochała się w kimś skrycie...-śpiewała przerażającym głosem zjawa.Nie wiedział co oznacza wyliczanka.I tak śpiewała ją tylko do numeru dwa.Katie dyszała ciężko.Zjawa rozpięła jej bluzę,podciągnęła koszulkę i przejechała paznokciem po brzuchu dziewczyny zostawiając krwawy ślad.Katie krzyknęła z bólu.Po chwili zostawiła dziewczynę leżącą na ziemi z zakrwawionym brzuchem i zaczęła zmierzać do blondyna który jej nie widział:
-Zostawię wam po pamiątce. Znajdźcie mnie.
-Odwal się!-krzyknął do zjawy.Ta znowu cisnęła nim o ścianę tym razem zemdlał.Światło sie zapaliło a wszystko ucichło.Katie podbiegła do chłopaka. Potrząsnęła nim lecz to nic nie dało.
-Walker nie rób mi tego!Walker!-krzyczała.Uniosła jego twarz.Nie dawał jednak żadnego znaku życia.Dziewczynie do oczu napłynęły łzy.Sprawdziła czy bije mu serce i owszem biło.
-Walker! Proszę!Natt!-krzyczała płacząc.Podbiegła do drzwi szarpiąc o klamkę.ta jednak nie drgnęła.
-Pomocy!
-Katie?To ja Fabian.Otwórz!
-Próbuję.Nie da się.
-Zaraz otworzę je. Czekaj!
-Czym?
-spinką!
-Natt zemdlał!
-Co?Idź szybko do niego i przy nim czekaj.
Zeszła po schodach na Nathaniela. Na ścianie która była czysta widniał wydrapany z kroplami krwi napis ,,To jeszcze nie koniec".Katie przysiadła szybko przy Nathanielu sprawdzając czy to nie jego krew.Jednak wszystko było w porządku.Pocałowała go w czubek nosa szepcząc :
-Zaraz wyjdziemy...Będzie dobrze.
Przytuliła go cały czas gładząc jego blond włosy.
-Jak miło-szepnął obolały ale już obudzony Natt. Spojrzała na niego ze szczęściem w oczach że mu nic nie jest.Przytuliła go mocno:
-Nie strasz mnie tak więcej.
On także ją objął.Dziewczyna syknęła i złapała się za brzuch.Chłopa przestraszony spojrzał na zakrwawioną od krwi koszulkę.
-Trzeba zatrzymać krwawienie.Uciskaj.
Nie wiedział co robić.Nagle wpadł Fabian.Pomógł im wstać.
-Trzeba sprzątnąć!-powiedział brunet.
-Jak coś to nie my.
-Jak to?!
-Rano posprzątamy.Pomóż mi ona krwawi!
Zanieśli ją do pokoju gdzie leżała Sandie.Katie dyszała ciężko.Po piętnastu minutach rana już była przemyta i zabandażowana.
-Dziękuję że mi pomogłeś-wysapała łapiąc blondyna za policzek.-Ale i tak jesteś małpą.Lecę do pokoju.
-Odprowadzę Cię.A co z Sandie?
-Rano jej wytłumaczycie.Nie budźcie jej.
Szli w ciszy na korytarzu. Nathaniel wszedł z nią po cichu do pokoju. Nathali jednak nie było.
-Pewnie..
poszła spać u przyjaciółek.
Katie położyła się na łóżku i wyszeptała:
-Dobranoc Natt-zamknęła oczy i po chwili już wolno i spokojnie oddychała.Gdy stwierdził że dziewczyna śpi podszedł do jej łóżka i nachylił się:
-Dobranoc Evans.Bez ciebie bym sobie nie poradził.
Ucałował ją w czubek nosa i przykrył.Gdy wyszedł z pokoju poczuł dziwne uczucie.Serce biło mu jak oszalałe i to nie ze strachu.Nadszedł ranek Sandie obudziła się z dziwną pustka w głowie. Rozjerzała się po pokoju i spostrzegła nim Fabiana:
-Co robisz w moim pokoju?-spytała zdziwiona.
-To mój pokój...-odpowiedział brunet.-Jak się czujesz?
-Nie najlepiej.Głowa mnie boli.Co się wczoraj stało?
-To ty nie pamiętasz?-spojrzał na nią zdziwiony przypominając sobie że go pocałowała.
-Nie...Ostatnie co pamiętam to zgaszone światło.A coś się wydarzyło?
-Nie-zaczerwienił się kłamiąc.
-A jak się tu znalazłam?
-Zemdlałaś
-To ja idę do pokoju.Zaraz się zaczną lekcje!Pa-szybko pobiegła do pokoju.
Gdy już była w pokoju Nathalia spojrzała na nią krzywo:
-Gdzie byłaś?
-A co cię to obchodzi?
-Mogłabym pójść do dyrektora i powiedzieć że znikasz w nocy.-powiedziała z uśmiechem.
-To przy okazji powiedz mu o notatkach Katie.-blondynka zamilkła-A i pamiętaj żeby ładnie dla niego zaszczekać.Gdzie jest Katie?
-Wyszła przed chwilą.Mówiła że musi iść do pralni.
Sandie podeszła do szafki i wyciągnęła kamerę mówiąc:
-Nagraj swoją randkę z dyrektorem.
-Chyba cię pogięło!
Czerwonowłosa przebrała się szybko i poszła do pralni.
-Katie?-weszła powoli.
-Jestem-zameldowała Katie.
-Co robisz?
-Sprzątam.
-Po co?
-Nie mogą tego zobaczyć.
-Czemu?Zwalimy na Nathalie.
-Sandie!
-Dobra...
Posprzątały i poszły szybkim krokiem na lekcje.Siedząc na chemii prawie przysypiały. Sandie spojrzała się w stronę Fabiana przyłapując go na patrzeniu na nią.
Zaczerwieniła się i spojrzała na nauczycielkę która zapraszała ją do tablicy.
-Sandie proszę rozwiąż to.
Dziewczyna podeszła szybko do tablicy i z ręką w górze trzymając kredę zastygła.
-Ale na pewno ja?
-A kto panno White?
-Katie!
-Ja?!-krzyknęła Katie.
-Proszę panno Evans,panno White proszę usiąść-powiedziała nauczycielka.Katie staneła przed tablicą przeklinając na przyjaciółkę.
-Panno Evans czekamy!-ponagliła nauczycielka.
-Właśnie Katie.-stwierdziła Sandie.-Chcę już to mieć z głowy.
-Ty?!-krzyknęła Katie uśmiechając się do przyjaciółki.-chodź tu!
-Okej!
Sandie podeszła pod tablicę i obie narysowały patykowatego ludzika w sukiencę i okularach przypominającego nauczycielkę od chemii.
-Ta dam!-krzyknęły.
-Co to jest?!-spytała nauczycielka.
-Portret!
-Do dyrektora ale już!
Dziewczyny szybkim krokiem poszły do gabinetu.
-Co ja mam z wami zrobić?-spytał pan Steight.
-Tylko nie zgwałcić-szepnęła Sandie.Katie wybuchła śmiechem.
-Panno White!
-Proszę mi mówić Sandie.
-Gdzie się pani wychowywała?
-Daleko.
-Będziecie pomagać w przedszkolu.
-Słucham?!
-Taki wolontariat przez tydzień
-Pozabijam te dzieci!one krzyczą!
-Tak jak ja.
-Wcale nie.Chociaż one są ładniejsze.
-Wyjdźcie proszę bo już mnie od panny White głowa boli.
Po zamknięciu drzwi zaczeły się śmiać.Wróciły do pokoju.Po 5 minutach zapukał Fabian:
-Mogę pogadać z Sandie?-Sandie spojrzała się na Katie zaskoczona po czym wyszła z chłopakiem.
-Chciałem pogadać o wczorajszym.
-O tej zjawie?
-Nie.
-O Katie?
-Nie.
-O nathanielu?
-Nie?
-to o czym?
-O...-zaciął się-o tym co zrobiłaś
-Zraniłam Cię?Przepraszam.
-Nie!Chodzi mi o co innego.
-To znaczy?
-O..o...o to że byłaś dzielna.
Dziewczyna spojrzała się na niego jak na wariata.Zawstydzona powiedziała:
-Dziękuję.Ty też chyba....Nic nie pamiętam więc chyba ty też prawda?
-No chyba nie wiem.
Zaczęli rozmawiać o wszystkim i o niczym po czym Fabian odprowadził Sandie do pokoju.
-Chciałem Ci powiedzieć że cieszę się że nic ci się nie stało.-szepnął Fabian.Stanął przed nią i się pochylił. Sandie zaczerwieniła się i już myśląc że to ten moment zamknęła oczy.Nagle z pokoju wyszła Nathalia:
-Fabianek!-spojrzała na sytuację i się skrzywiła-Co wy tu robicie?
-Yyyy stoimy-odpowiedział Fabian.
-a nie całujecie się?
-No skądże !-krzyknęli oboje.
Nathalia podeszła do chłopaka złapała go za ramię i powiedziała:
-Miałeś mi pomóc przy matematyce.
-Wcale nie?-zdziwił się chłopak-Sandie miała mi właśnie pomóc przy lekcji gry na fortepianie.
-Ale ja jestem ważniejsza.Prawda?
Sandie spojrzała na chłopaka czekając na jego reakcje.
-Nie.-odpowiedział ku zdziwieniu obu dziewczyn-Sandie jest wyjątkowa.
-A ja?!
-Ty to tylko suczka która podrywa dyrektora.-powiedziała Sandie.
-Słucham?-Nathalia uderzyła dziewczynę w twarz z otwartej dłoni.
-Przesadziłaś!-Sandie zacisnęła pięść i z całej siły uderzyła blondynkę. Ta się popłakała i pobiegła do przyjaciółek które siedziały w swoich pokojach.Chłopak z przerażeniem patrzył na tą sytuacje.
-No co?-spytała Sandie.
-Jesteś silna.-odpowiedział.
-To źle?
-Nie. Właściwie to dobrze. Dobranoc-pocałował ją w czoło i szepnął:
-naprawdę jesteś wyjątkowa.
Dziewczyna spojrzała na tył chłopaka który odchodził uśmiechając się sama do siebie.Weszła do pokoju gdzie Katie zmieniała opatrunki.
-Co to jest?-pokazała palcem na rozcięcie na brzuchu dziewczyny.
-To ta zjawa.Nic wielkiego.
-Pokaż mi to. Obrzydlistwo.
-Sandie!
-Widać ci chyba mięso.
-To nie mięso głupolu!
-A co to?!
-Skóra!
Obydwie się zaśmiały.Do pokoju weszła wściekła blodnynka.
-Chyba masz coś z nosem-powiedziała Katie.
-Zamknij się!
-Tylko mówię że jakiś krzywy jest.
-To ta debilka mi zrobiła
-Sandie? Ona nie jest zwierzęciem jak ty.
-Nienawidzę Was!
-Okej-spojrzały się na siebie i znowu zaczęły się śmiać.
Po dwóch godzinach do pokoju wbiegł Nathaniel dysząc ciężko.
-Fabian jest zatrzaśnięty w pralni!
Wszyscy wybiegli słysząc tylko pomruk Nathali która spała:
-Fabian jest mój ty małpo.
Sandie się tylko odwróciła i szepnęła:
-rozwalę ci ten krzywy łeb.
Pobiegli do pralni. Z niej było słychać tylko hałas tłuczącego się szkła.
-Fabian?-krzyknęła Sandie. - Słyszysz nas?
Jednak nikt nie odpowiedział. Wszyscy wpadli w panikę.Katie wyciągnęła wsuwkę z włosów i zaczęła otwierać drzwi:
-Skąd takie rzeczy umiesz?
-Sandie zamykała mnie często w schowku na kilka godzin.
Czerwonowłosa uśmiechnęła się przypomnienie sobie tego wspomnienia:
-Dobre czasy.-powiedziała.Szybko weszli do pralni,lecz nikogo tam nie było.
-Fabian?
-Tutaj!
Usłyszeli głos jakby z dołu.
-jak tam się znalazłeś?!
Jednak na to nikt mu nie odpowiedział.
-Jest tutaj niższe piętro?-spytała zmartwiona Sandie.
-Nie.-odpowiedział Nathaniel.
-A jednak jest.
-Schowana za starym meblem,opuszczonym od lat,za murem budynku znajdziesz mój ślad.-usłyszała przerażający szept Sandie. Czerwonowłosa spojrzała się na starą szafę.
-Ile ona ma lat?-spytała.
-ponoć dużo. Profesor mówił że to już zabytek.
Sandie szybkim ruchem odsunęła szafę i zobaczyła małe poszarpane drzwiczki.
Otworzyła je i ujrzała schody prowadzące w dół.
-Nathaniel się tu nie przeciśnie.-powiedziała Sandie.
-Grubas-skwitowała Katie.
-Zostanę tu-powiedział i usiadł- Ale ja raz chcę tam wejść.
-Jak ?!-spytała Sandie-Jesteś za szeroki.
-Po prostu gruby!-krzykneła Katie.
-Przestań.Chodźmy po Fabiana.ciekawe jak on tam wszedł.
Dziewczyny szybko weszły przez drzwiczki na schody.Czołgając się po nich dotarły do drzwi.
-Czekałam na was.-szepnął ktoś.Lecz tylko Sandie mogła to usłyszeć-Śmierć za mękę przed laty.Nie był gotowy na stanowisko taty.Rozbite szkło czerwień przelało moje życie na zawsze pogrzebało.
Sandie szybko szła dalej.Jednak Katie stanęła jak wryta.
-Nie ruszaj się-szepnęła.
-Czemu?
-Ona tam jest.Prawe twoje ramie.
Sandie spojrzała się na swoje prawo lecz jednak nikogo nie zauważyła. Zaczęła iść dalej myśląc że przyjaciółka zwariowała.Lecz nagle poczuła ucisk na prawym ramieniu.
-Już cię mam.-usłyszała.

Prosimy o komentarze,
Marakuje i Kaktus.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz